Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co ostatnio przeżyliśmy z naszą córką. Wyszła niedawno za mąż za chłopaka, który nie ma może jakiegoś wielkiego majątku, ale naprawdę jest ogarnięty i porządny. Ja i mój mąż, wiesz jak to jest, nie byliśmy zachwyceni do końca, ale przecież to jej wybór, więc wspieraliśmy ją, jak mogliśmy.
Mój mąż z tej okazji postanowił zrobić im prezent i podarował naszej córce mieszkanie w Warszawie, żeby młodzi nie musieli wynajmować i zaczęli życie na swoim. Oboje byli bardzo wdzięczni za ten prezent, a najbardziej chyba rodzice jej męża. Za każdym razem, jak tylko przyjeżdżali, nie mogli się nachwalić tego mieszkania, a teściowa naszej córki to wręcz wpadała do nich niespodziewanie na kawę, jakby to był jej drugi dom.
Wyobraź sobie, nasza Zosia dzwoni do mnie i mówi, iż już nie wie, co robić, bo teściowa siedzi u niej niemal codziennie, a ona nie ma choćby chwili spokoju, żeby spokojnie pogadać z koleżankami przez telefon. Mało tego, ostatnio teściowa zaczęła sugerować, żeby zameldowała całą swoją rodzinę w tym mieszkaniu męża, siebie i jeszcze ich córkę! Planowała sprzedać swoje mieszkanie, dorzucić pieniądze i kupić wszystkim razem coś większego. W jej wizji, nowy lokal powinien być już na rodzinę i wszystko miałoby być wspólne, bo przecież tak się żyje w prawdziwej rodzinie.
Zosia stanowczo, ale grzecznie odmówiła, bo to wszystko brzmiało dość dziwnie. Mimo to, teściowa nie dawała za wygraną. Najpierw wydzwaniała, przekonując ją niemal codziennie, potem zaczęły się jakieś szantaże emocjonalne i kłótnie. Zarzuciła naszej Zosi, iż nie kocha jej syna, groziła rozwodem i iż jak będzie trzeba, to ona się postara, żeby im odebrać to mieszkanie. Jej syn, mąż Zosi, próbował ją uspokoić, ale matka widać była nie do przekonania.
My z mężem stwierdziliśmy, iż nie będziemy się wtrącać, niech młodzi sami się dogadują. Ale gdy Zosia zaczęła dzwonić do nas z płaczem, serce nam się krajało, więc mój mąż powiedział: Dość tego! i poszedł porozmawiać z teściową osobiście.
Mój Jasiek jak coś powie, to od razu robi się poważnie. Powiedział jej, żeby zostawiła Zosię w spokoju, a jak się nie uspokoi, to pójdziemy na policję. Wyobraź sobie, natychmiast się wyciszyła! Nagle wszystko zrozumiała, wszystko robiła z troski o rodzinę i w ogóle my tylko źle ją odebraliśmy.
Od tej pory Zosia ma wreszcie swój spokój i znowu może się cieszyć życiem. Uff, co za ulga!
