Nasza córka Wioletta niedawno wyszła za mąż za Michała chłopaka skromnego, bez majątku, ale rozsądnego i pracowitego. Ja i mój mąż, Henryk, nie byliśmy szczególnie zachwyceni, jednak zaakceptowaliśmy jej wybór.
Z tej okazji Henryk postanowił podarować Wioli piękne, nowe mieszkanie w Warszawie, żeby młodzi nie musieli płacić za wynajem. Córka była wdzięczna, a rodzice Michała nie kryli zadowolenia. Za każdym razem, kiedy odwiedzali młodych, chwalili mieszkanie pod niebiosa i z czasem zaczęli wpadać coraz częściej.
Wioletta zaczęła mi się skarżyć, iż jej teściowa, pani Halina, praktycznie nie wychodzi z ich mieszkania. Czuła się osaczona, nie mogła w spokoju choćby zadzwonić do przyjaciółek. I wtedy zdarzyło się coś nieoczekiwanego Halina zaproponowała Wioli, by zameldowała ją oraz całą jej rodzinę w tym mieszkaniu. Plan miała taki: chce sprzedać swoje i kupić za to większe, które potem wszyscy będą dzielić. Według niej wszystko w rodzinie należy do wszystkich.
Wioletta grzecznie odmówiła, uznając propozycję teściowej za absurdalną. Halina jednak nie odpuściła. Najpierw dzwoniła dzień w dzień, raz błagając, raz nalegając. Potem zaczęły się szantaże i kłótnie. Wmawiała Wioli, iż nie kocha Michała, groziła rozwodem syna i tym, iż zabiorą jej mieszkanie. Michał próbował uspokoić matkę, ale ona go nie słuchała.
Z początku nie wtrącaliśmy się, dochodząc do wniosku, iż młodzi powinni samodzielnie nauczyć się rozwiązywać konflikty. Jednak kiedy Wiola zaczęła do mnie dzwonić z płaczem niemal codziennie, nie mogłam już tego znieść. Zdecydowaliśmy, iż Henryk sam z nią porozmawia.
Mój mąż, człowiek poważny, osobiście zjawił się u Haliny i stanowczo zażądał, by dała Wioli spokój. Powiedział wprost, iż jeżeli nie przestanie, pójdzie ze sprawą na policję. Halina momentalnie spokorniała, zaczęła się tłumaczyć, łagodnie zapewniać, iż wszystko robi z troski o rodzinę. Od tej pory przestała nachodzić córkę, a w domu Wioli zapanował spokój. Teraz nasza córka jest szczęśliwa, może znów oddychać pełną piersią.
