Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć o pewnej sprawie, która ostatnio nie daje mi spokoju. Otóż wujek mojego męża zostawił mu w testamencie nieduże mieszkanie w centrum Krakowa. Mieszkanie naprawdę niewielkie, ale lokalizacja super, w samym sercu miasta. My z Markiem mamy trójkę dzieci najstarsza córka, Jagoda, właśnie skończyła dziewiętnaście lat i studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim. Najstarszy syn, Franek, ma dwanaście lat, a najmłodszy, Staś, dopiero pięć.
Mieszkamy w dużym, wygodnym mieszkaniu na Nowej Hucie z trzema sypialniami, więc póki co wszyscy mają swoje kąty i nie narzekamy na brak przestrzeni.
No i teraz się zaczęło! Pokłóciliśmy się z Markiem właśnie o to mieszkanie po wujku. Ja zaczęłam naciskać, żeby przekazać je Jagodzie, bo nie dość, iż dorosła, to w końcu i tak kiedyś pójdzie na swoje, może założy rodzinę, wiadomo jak jest. Marek za to uważa, iż to będzie nie fair wobec chłopców, bo oni też mają prawo do własnego kąta. Zaproponował, żeby mieszkanie sprzedać i pieniądze, czyli jakieś 400 tysięcy złotych, podzielić równo pomiędzy Jagodę, Franka i Stasia.
Szczerze mówiąc, uważam, iż to słaby pomysł. Bo rozumiesz, takie pieniądze są fajne, ale kupić za to mieszkanie w Krakowie zapomnij! Może Jagoda mogłaby za to kupić coś pod miastem albo używane auto, a chłopcy choćby nie ruszą tych pieniędzy dopóki nie skończą osiemnastego roku życia.
Mam wrażenie, iż lepiej dać komuś realną szansę na własne miejsce, niż dzielić grosze, które i tak nic nie zmienią. Przynajmniej jedno z dzieci ma szansę na start a chłopcy jak podrosną, może w przyszłości ogarniemy coś dla nich, póki co są jeszcze mali, mają czas.
Marek boi się, iż przekazanie mieszkania Jagodzie rozeźli chłopców i popsuje im relacje, iż potem będą się kłócić o kasę czy sprawiedliwość. Ale ja sądzę, iż jeszcze teraz nie rozumieją, co się dzieje, więc mamy czas, żeby to wszystko poukładać i porozmawiać, pomyśleć także o ich dalszej przyszłości.
Nic jeszcze nie powiedzieliśmy Jagodzie, bo uznaliśmy, iż najpierw musimy sami się dogadać. Powiem Ci w sekrecie, iż mieszkanie wymaga remontu stary parkiet, łazienka z PRL-u, no tragedia a my teraz nie mamy za bardzo funduszy, żeby wszystko ogarnąć.
Cały czas zastanawiam się, czy to ja mam rację i powinnam walczyć o mieszkanie dla naszej córki, czy lepiej podzielić się tak, jak chce Marek. Może pozostało jakiś trzeci sposób, którego nie wzięliśmy pod uwagę? Sama już nie wiem. Daj znać, co o tym sądzisz, bo jestem już naprawdę rozdarta.










