Kryzys wieku średniego
- Mam prawie 50 lat, dla mnie to nie problem – mówi Judyta. – Ale dla mojego męża Karola, upływ czasu jest tragedią.
Mąż Judyty ciężko pracuje, ma stresujący i odpowiedzialny zawód. Przez lata para była na dorobku, kredyt, dwoje dzieci, dlatego Karol latami brał nadgodziny.
- No i wracał do domu skonany, czasami w dzień nie miał czasu w obiad, oszukiwał głód chipsami – opowiada Judyta. - Na kolacje objadał się do oporu, potem zalegał na kanapie przed telewizorem, popijał to wszystko słodkimi i gazowanymi napojami.
W zimowe weekendy była pizza i piwo. W lecie przychodzili znajomi i było grillowanie na tarasie. W menu były kiełbaski albo tłuste mięsa i wylegiwanie się na leżakach.
- Nic nie mówiłam, bo rozumiałam, iż potrzebuje tych małych przyjemności – wspomina żona. - Często sama mu towarzyszyłam, no i tyliśmy. Tylko, iż ja miałam zawsze więcej ruchu, w pracy, przy dzieciach, sprzątaniu, robieniu zakupów, w ogródku, a mąż przede wszystkim siedział lub leżał. I dorobił się brzucha jak piłka do koszykówki. Nagle pojawiły się trudności z koncentracją, problemy z erekcją, bezsenność i ataki nadmiernych potów. Od jakiegoś czasu był ciągle rozdrażniony, miał stany lękowe, często biegał do łazienki.
Mąż czuł się fatalnie, dla Judyty i ich dzieci, życie z nim stawało się trudne, był nie do wytrzymania. Żona obawiała się, iż dolega mu chora prostata.
- Karol usłyszał od lekarza, iż to tylko andropauza – mówi Judyta. – Przeżył szok, do tej pory myślał, iż przekwitanie dotyka tylko kobiety. Ale stało się dobrze, nagle jakby go ktoś podmienił. Zaczął o siebie dbać, niestety nie w jakiś sposób zrównoważony. Z czasem jego zmiana stylu życia na zdrowy tryb, przerodziła się w obsesję. Karol robi wszystko, by sobie udowodnić, iż starość się go nie ima.
Pierwsze co zrobił mąż Judyty, to wprowadził rygorystyczną dietę. Kolejnym krokiem był osobisty trener i codzienne zestawy ćwiczeń. Skończyły się weekendy na kanapie. Do jego stałej rutyny weszły jazdy rowerem, a Karol pokonywał coraz dłuższe dystanse.
Tęsknota za młodością
Dużym przełomem w życiu Karola okazała się decyzja o całkowitym odstawieniu alkoholu. Zamiast tego mężczyzna zaczął pic yerba matę i machę. Gdy miał ochotę na bąbelki kupował, a potem sam robił kombuchę. ale dbałość o zdrowy styl życia męża posunęła się dalej. Przeszedł na wegetariańską dietę.
- Karol zażądał abyśmy wszyscy odstawili mięso i wtedy się z nim pokłóciliśmy – przyznaje Judyta. – Dzieci potrzebują białka, jeszcze się uczą, a poza tym lubią kotlety, kurczaka czy pieczoną szynkę. No i one nie mają nadwagi i tylu lat, co my. Więc powiedzieliśmy, iż jak on chce się bawić w gotowanie skomplikowanych dań na co dzień, to niech je sam zacznie robić. Nam w tygodniu, wystarczą proste i szybkie dania, kluski z serem, fasolka po bretońsku, barszcz ukraiński a czasami kupne pierogi z mięsem i surówką. Nikt nie ma czasu w eksperymenty. W weekend możemy się bawić.
Karol faktycznie zaczął samodzielnie przyrządzać wymyślne wegetariańskie posiłki. Sam miksował zupy i soki, przestawił się na tofu, z którego robił choćby „kolety schabowe".
- Musze przyznać, iż jego zmiana stylu życia gwałtownie dała efekty - opowiada Judyta. – Dla nas też to wyszło na dobre, bo dzięki Karolowi do naszego menu weszły sobotnio-niedzielne lżejsze posiłki. Trzeba przyznać, iż było nam wstyd jeść przy nim kaloryczne i tłuste potrawy, jak dotąd. Owszem, było mięso, ale chudsze i z przewagą warzyw. Wszyscy lekko schudliśmy i poczuliśmy się lepiej.
W domu pojawił się zakaz kupowania chipsów, ciastek i słodkich, gazowanych napojów.
- Dzieci kręciły nosem, ale je przekonałam żeby nie prowokowały wygłodniałego ojca – śmieje się Judyta. – Wiem, iż czasami idą w mieście na jakiegoś fast fooda. Sama, też sobie robię przyjemność, poza domem kupuję lody czy ciastko. Ale Karol jest twardy, bardzo to w nim szanuję.
Mąż zaczął uprawiać coraz bardziej ekstremalne sporty. W kręgu jego zainteresowania pojawiły się różne, prozdrowotne suplementy diety. Sprowadzał je przez Internet z całego świata.
- Zaczął interesować się medycyną chińską – opowiada Judyta. – Powoli odstawiał leki konwencjonalnej medycyny. Robił głodówki. Odkrył medytację, zapisał się na kurs jogi.
Judyta patrzyła z podziwem, a potem z zazdrością, na przemianę męża. Mężczyzna w ciągu dwóch lat zgubił 20 kilogramów.
- Wyprzystojniał, pojawiły się mięśnie, brzuch znikł – opisuje. - Nagle mój ponad pięćdziesięcioletni mąż, który jeszcze niedawno wyglądał jak podstarzały miś, zaczął przyciągać wzrok dużo młodszych kobiet. Zaczęłam mieć kompleksy. Postanowiłam także zacząć bardziej o siebie dbać.
Judyta również rozpoczęła jazdę na rowerze i zapisała się na pilates. Niestety musiała zrezygnować z ćwiczeń, miała kłopoty ze stawami. Na rowerze mogła jeździć tyko na płaskim terenie, no i nie w zimie. Próbowała ćwiczyć mniej forsujące układy ćwiczeń w domu, niestety, po całym dniu w pracy, a potem po pracy w domu, zwyczajnie nie miała siły. Nie miała tak żelaznej woli jak mąż.
Trzeba być twardym, a nie miękkim
Karol zainteresował się morsowaniem. Dołączył do doświadczonej grupy wielbicieli lodowatych kąpieli. Bardzo gwałtownie wciągnął go ten nowy sposób na zatrzymanie młodości.
- Gdy tylko spadały temperatury, wyruszali nad zalew – mówi Judyta. – Robili rozgrzewkę, a potem wchodzili, czasami choćby do wody pokrytej lodem, uważali to za doskonałe przeżycie. Ja tego nie pojmowałam. Na sam widok jego filmiku z tej przygody, dostawałam dreszczy. Nie pojmowałam co to za przyjemność? A on mi tłumaczył, iż chodzi o to, aby wyjść ze swojej strefy komfortu.
Karol objaśniał żonie, iż sama powinna spróbować. Jego zdaniem, ten sport to cudowny lek na wzmocnienie odporności, poprawę krążenia, odchudzanie, bo zwiększa metabolizm, redukcję stresu, a choćby zmniejszenie zmarszczek, bo poprawia kondycję skóry. Dawał za przykład kobiety, z którymi morsował. Judyta widziała je na zdjęciach. choćby zaczęła się martwić, iż któraś z nich zainteresuje się jej „odnowionym” mężem.
- Karol tak bardzo na mnie naciskał, nie przyjmował moich odmów i tłumaczenia, iż morsowanie nie jest dla wszystkich, iż uległam, przekonał mnie też argumentem, iż lodowata kąpiel pomaga w łagodzeniu bólów stawowych - przez regenerację mięśni - przyznaje Judyta. - Jestem zmarzluchem, często się przeziębiam, ale Karol, na swoim przykładzie, udowadniał iż wzmocnię odporność, nie zachoruję. Mówił prawdę, w zeszłym roku nic nie złapał. Poza tym, tak naprawdę, chciałam z nim przeżyć tę przygodę, oddalaliśmy się, on miał nowe koleżanki, które nie bały się wyzwań. Bałam się, iż w końcu wda się w jakiś romans, z tym nowym wizerunkiem twardziela.
Judyta zabrała na swoje morsowanie czapkę, rękawiczki, buty do kąpieli, ręcznik, ciepły szlafrok i ciepły strój na zmianę.
- Powiem prawdę, to był jakiś koszmar – relacjonuje – Był mroźny dzień, wszędzie śnieg, gdy przyjechaliśmy nad ten zalew. Jego grupa już czekała. Kilkanaście osób w doskonałych nastrojach, pomyślałam o nich „szaleńcy”. Spojrzałam na taflę pokrytą lodem. Już wyrąbali siekierą szeroki przerębel. Zrobiło mi się niedobrze, ale powtarzałam sobie w myślach „dasz radę”, „trzeba być twardym, a nie miękkim”. No i poszłam za nimi jak owca na rzeź.
Judyta bardzo chciała zaimponować mężowi. Robiła wszystko to co grupa. Najpierw była rozgrzewka, a potem wsuwali się do przerębla. Musieli tylko uważać aby nie zamoczyć rąk w rękawiczkach. Wszyscy mieli też czapki, bo głowa traci ciepło najszybciej.
- Nigdy więcej tego nie zrobię – zapewnia Judyta. - Gdy tylko zanurzyłam się w wodzie, odczułam gwałtowny skurcz oskrzeli i płuc, dostałam hiperwentylacji. Nie mogłam tego opanować, wpadłam w panikę. Wszyscy doskonale się bawili. Śmiali się, piszczeli i krzyczeli, a ja nie mogłam wydać z siebie dźwięku. Mąż mi tylko syknął, żebym go nie kompromitowała. Na szczęście jakiś bardziej wrażliwy i doświadczony mors, zorientował się, iż ze mną źle i mnie wyciągnęli. Byłam w tym lodowym piekle z pięć minut.
Mąż zabrał wychłodzoną i przerażoną Judytę do samochodu. Ona ledwo mogła się ruszać, cała zsiniała a on był wściekły. Pomógł jej się wytrzeć i założyć ubranie, bo tak się trzęsła z zimna, iż sama nie dała rady. W końcu włączył na całość ogrzewanie, a ona z trudem odzyskiwała panowanie nad ciałem i nerwami.
- Całą drogę robił mi wyrzuty, powtarzał iż jestem beznadziejna – wspomina. – A ja po cichu płakałam. Nie jestem taka, jak on. Mam inny organizm. Odchorowałam to morsowanie. Nie dość, iż złapałam poważne przeziębienie, to lodowata woda wcale mi nie pomogła na stawy. Wręcz przeciwnie.
Po morsowaniu była na zwolnieniu lekarskim aż trzy tygodnie. Jej lekarz wyraźnie powiedział, iż kąpiele w lodowatej wodzie nie są dla wszystkich. Niektórym ludziom mogą poważnie zaszkodzić i ma więcej męża, który nie jest lekarzem, nie słuchać.
- Od tamtej pory naszym domu panuje lodowata atmosfera – przyznaje Judyta. – Jeszcze nie doszłam całkiem do siebie, ale mąż nie widzi nic złego w swoim zachowaniu. Wręcz przeciwnie, jest wściekły, bo uważa, iż go skompromitowałam przed całą grupą. A ja zaczynam na niego patrzeć zupełnie inaczej. Zwyczajnie przestałam mu ufać. Zastanawiam się też, z kim ja się tak naprawdę związałam? Bo mam wrażenie, iż z narcyzem.




