Mąż i ja pokłóciliśmy się naprawdę ostro z powodu imprez piżamowych.

newsempire24.com 1 tydzień temu

Słuchaj, powiem Ci coś, co ostatnio mnie mega wytrąciło z równowagi. Z Marcinem jesteśmy razem już dekadę, a od sześciu lat oficjalnie po ślubie. W tym czasie zostaliśmy rodzicami dwukrotnie nasz starszy syn, Kacper, ma już dziewięć lat, a młodszy Adaś przyszedł na świat zaledwie pięć miesięcy temu.

Mieszkamy w dwupokojowym mieszkaniu, które odziedziczyłam po mojej babci. Wiesz, to taki stary, PRL-owski blok, ale chociaż nie jest najnowsze, to jednak nasze własne.

Nadchodzi urodzinowa impreza Kacpra. Chcieliśmy żeby było kameralnie, więc postanowiliśmy zrobić wszystko w domu zresztą, szczerze mówiąc, trochę krucho u nas ostatnio z kasą. I tutaj zrobiło się grubo. Moja rodzina nie da rady przyjechać, ale cała rodzina Marcina rzuciła się od razu, iż muszą być, i jeszcze każą się zapraszać na nocleg. Wyobrażasz sobie? Gdzie ja ich wszystkich położę, przecież nie mamy miejsca!

Nie jestem przyzwyczajona do takich najazdów. Zwykle, jak ktoś wpadnie, to na kawę albo na obiad, ale żeby od razu spać? jeżeli już naprawdę chcą zostać w naszym mieście, to przecież hotel mają pod nosem i zawsze można się tam zameldować, nie ma problemu.

No i przez to pokłóciliśmy się z Marcinem okropnie. choćby go wyrzuciłam na chwilę do drugiego pokoju, żebyśmy od siebie odpoczęli. Ale powiedz mi, czy ja jestem przewrażliwiona? Żebyś wiedziała jego rodzice do najczyściejszych nie należą. Serio, myją się może raz w tygodniu. Nie wyobrażam sobie tego zapachu w moim mieszkaniu, a przecież mam małe dzieci! Poza tym, po co zostają na noc, jeżeli mieszkają tuż za rogiem w sąsiedniej dzielnicy? Przecież to nie Warszawa i nie muszą się tłuc przez całe miasto.

Marcin uważa, iż bez niego sobie nie poradzę i iż będę jeszcze prosić o pomoc. Zobaczymy, jak to będzie…

Idź do oryginalnego materiału