Wymarzona kobieta
Karolina była ciemnooką brunetką. Nigdy nie miała kompleksów na punkcie swojego wyglądu. Wręcz przeciwnie, cieszyła się, iż dzięki genom rodziców była szczuła i wysoka. Wyróżniała się wśród swoich rówieśniczek.
– Nie byłam jakąś olśniewającą pięknością, ale podobałam się chłopakom - przyznaje. - Moi atutem były długie gęste włosy, moja uroda była określana jako „dziewczyna z sąsiedztwa”. Gdy poznałam Bartka, mojego męża, uważał iż jestem podobna do amerykańskiej aktorki Sandry Bullock.
To były lata 90 te dwudziestego wieku, amerykańska aktorka uchodziła za jedną z najpiękniejszych kobiet kina tamtych czasów. Bartek na początku ich znajomości nazywał ją polską Sandrą, Karolinie schlebiał ten komplement.
- Jednak w głębi duszy, wolałam być sobą, a nie czyjąś podróbką - wspomina kobieta.- Tym bardziej, iż ja nie porównywałam Bartka, do żadnego z aktorów, czy celebrytów, których uważałam za bardzo przystojnych. Mój chłopak, a potem mąż, był zawsze dla mnie wyjątkowy.
To porównywanie z aktorka trwało kilka lat. Karolinę zaczęły te niby komplementy denerwować.
- Czułam się niezręcznie gdy podczas spotkań towarzyskich Bartek, po kilku drinkach zaczynał wypytywać kolegów, czy widzą jak bardzo jestem podobna do Sandra Bullock? W końcu doszło do tego, iż specjalnie mnie prosił abym czesała się tak jak ona i nosiła podobne ubrania. Kilka razy, dla świętego spokoju, tak zrobiłam – mówi.
Kobieta sądziła, iż z biegiem czasu, mąż dojrzeje i skończy zabawę z porównywaniem jej do amerykańskiej gwiazdy. Karolina zaszła dwukrotnie w ciążę. Poświęciła się wychowywaniu dzieci, a potem, gdy mogły pójść do przedszkola, wróciła do pracy i mocno zaangażowała się w zawodowe aktywności.
- Przyznam, iż to był bardzo intensywny okres – mówi Karolina. – Miałam mnóstwo rzeczy na głowie. Dbanie o piękny wygląd, nie stanowiło mojego priorytetu. Najważniejsze było, aby dzieci były zdrowe, dom w miarę ogarnięty, a w pracy wszystko zrealizowane. Mąż też ciężko pracował na awans w firmie, by było na spłatę kredytów, które niestety musieli zaciągnąć, na rozbudowę domu, gdy rodzina się powiększyła.
Z biegiem czasu wygląd i figura Karoliny uległy zmianie. Już nie była szczupłą, długowłosą brunetką. Nabrała krągłości, nosiła bardziej praktyczną, fryzurę. Przez kilka lat wydawało się, iż Bartek zapomniał o swojej młodzieńczej fantazji. Kobieta sądziła, iż już nie marzy o pięknych aktorkach z Hollywood. Uważała, iż mąż i ojciec dzieci, wydoroślał.
- Nasze pociechy wyrosły, poszły do szkół średnich – opowiada kobieta. – Nie wymagały już ciągłej opieki i nadzoru. Razem z mężem mieliśmy dobre prace, przyzwoite dochody. Dzięki spadkowi, po śmierci jednego z dziadków męża, mogliśmy spłacić kredyt. Zaczęliśmy odkładać pieniądze na przyszłość. Bardzo się cieszyłam, iż w końcu przyszedł czas, abyśmy zadbali także o siebie, realizowali marzenia, które przez lata schodziły na dalszy plan.
Para zaczęła planować zagraniczne wakacje, wybierać miejsca, które zamierzali zwiedzić. Oboje mieli także więcej wolnego czasu. W ich rozkładzie dnia pojawiły się aktywności fizyczne, oboje potrzebowali zadbać o kondycję, by zachować dobry stan zdrowia.
- Prawda jest taka, iż przytyło mi się po ciążach – przyznaje Karolina. – Na szczęście, mam dość silną wolę. Zaczęłam stosować dietę, a dzięki treningom, powoli odzyskiwałam dawną sylwetkę. Ale coś za coś. Gdy waga zaczęła lecieć w dół, na twarzy pojawiły się zmarszczki, to samo na brzuchu i tak rozciągniętym przez ciąże. Mój biust także nie był tak jędrny jak kiedyś. Grawitacja plus wiek robią przecież swoje. O karmieniu piersią nie wspominając.
Karolina krytycznie oglądała się w lustrze i uznała, iż jak na kobietę po czterdziestce, nie jest tak źle. Niedoskonałości dało się zamaskować. Postanowiła kupować jednoczęściowe stroje kąpielowe, zamiast bikini.
- W katalogach modowych był ogromny wybór kostiumów plażowych modelujących piersi i maskujących niechciane fałdki – twierdzi Karolina. – W sprawie zmarszczek na twarzy też znalazłam szybkie rozwiązanie. Po rozmowach z koleżankami, które miały już doświadczenia z zabiegami redukującymi oznaki starzenia, postanowiłam poddać się zabiegom laserowym. W tamtym czasie hitem był laser frakcyjny. To miało rozwiązać problem zmarszczek na na prawie dwa lata. Dokładnie pamiętam tamtą sytuację, która prawie rozwaliła nasza rodzinę. Była akurat jesień, czyli idealna pora, by rozpocząć serię zabiegów medycyny estetycznej. Na wiosnę miałam by być jak nowa.
Chora namiętność
Karolina zapoznała się z ofertami zabiegów na stronach polecanych gabinetów, oszacowała koszty uzyskania odnowionego wizerunku. Wybrała, bardzo polecaną lekarkę medycyny estetycznej, która miała przeprowadzić zabiegi. Umówiła wizytę. Potem poinformowała o swoich zamierzeniach męża.
- Bartek od razu przyklasnął moi planom – wspomina kobieta. – Z zainteresowaniem wysłuchał, co chcę zrobić. Wypytywał o szczegóły. Cieszyłam się z jego wsparcia i zachęty. Nie miałam pojęcia, iż właśnie uruchomiłam lawinę.
Bartek nie poprzestał na informacjach udzielonych przez małżonkę. Po trzech dniach od rozmowy o planach Karoliny, wrócił do tematu. Dzieci były poza domem, a oni we dwoje jedli kolację. Mężczyzna poinformował żonę, iż przeanalizował możliwości dostępnej w ich mieście oferty chirurgów plastycznych. Stwierdził, iż skoro Karolina decydowała się na poprawianie urody, to nie powinna tracić czasu w drobne korekty, które po krótkim czasie znowu trzeba będzie powtarzać, tylko od razu iść na całość.
- Zaproponował mi zupełnie inny gabinet, a adekwatnie klinikę chirurgii plastycznej – opowiada. – Mąż uważał, iż powinnam zrobić sobie chirurgiczną operację twarzy, by na nowo przypominać siebie z młodości. Jego zdaniem już wtedy powinnam zrobić sobie plastykę powiek, aby je podnieść, przy okazji zrobić lekko skośne, "kocie oczy". Miałam naciągnąć i wymodelować owal twarzy twarzy, powiększyć poduszeczki na kościach policzkowych, wypełnić usta, zrobić dołeczki w policzkach, no i oczywiście, podnieść i ujędrnić biust. Zasugerował także plastykę brzucha. choćby miał dokładne wyliczenia całej operacji, akcja zamiany mojego ciała na nową wersję, miała kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych! Aż mnie zatkało, iż Bartek chce wydać tak dużo pieniędzy na poprawę mojego wyglądu. W zasadzie, w pierwszym odruchu, to byłam tym gestem wzruszona. Choć pomyślałam, iż tak poważna operacja plastyczna nie jest mi na razie potrzebna. Moje zmarszczki nie były jeszcze aż tak głębokie, a moje rysy twarzy niezbyt się jeszcze zmieniły.
Bartek uważał jednak inaczej. Okazało się, iż mąż był doskonale przygotowany do tej rozmowy. Miał teczkę z promocyjnymi broszurami klinik chirurgii plastycznej, wydruki ze stron medycyny plastycznej. Mało tego, był już po rozmowach z chirurgiem plastycznym. Skonsultował z nim pożądany przez niego nowy wygląd żony. Lekarzowi dostarczył kilka zdjęć Karoliny, by ustalić co, w jej przypadku, jest możliwe do przeróbki a co nie. Postanowił przekonać ja by się nie ograniczała do drobnych poprawek, tylko zrealizowała jego wizję wymarzonej Karoliny.
- Gdy wysłuchałam jego argumentów, zaczęłam się wahać czy taka głęboka ingerencja w moje ciało miała sens – relacjonuje Karolina. – Chciałam tylko lekkiego liftingu, drobnej korekty i odświeżenia. A nie poważnej operacji pod narkozą. Bartek kategorycznie upierał się przy swoim. Powoli docierało do mnie, iż mu się nie podobałam taka jaka byłam. Zapytałam czego oczekuje tak naprawdę po tym zabiegu. Jak chciał abym ostatecznie wyglądała? A mąż jak magik, wyciągnął z teczki powiększone zdjęcia Sandry Bullock. To było chore. Zrozumiałam, iż on przez te wszystkie lata o niej marzył. Nigdy nie przestał. Ja byłam jej substytutem. No, ale teraz się zestarzałam, więc chciał wydać tysiące, abym znowu przypominała jego nieosiągalną miłość z młodości. Zrobiło mi się bardzo przykro. Wstałam od stołu i zapytałam tylko „czy imię też mam zmienić?”
Po tej kolacji Karolina i Bartek nie wrócili do tematu. Karolina przestała z nim rozmawiać. Poszła na swój wcześniej zaplanowany laser. Zrobiła swoje zabiegi, wygładziła twarz, odświeżyła koloryt i jędrność skóry. Efekty bardzo ja zadowoliły, ale gdy tylko patrzyła w lustro, mimo woli dostrzegała jakieś podobieństwo z filmowa miłością męża. Nie mogła sobie z tym poradzić, zaczęła się brzydzić mężem i jego zakłamaniem. Nie mogła zrozumieć jego obsesji męża. Ciągle prześladowało ją wyobrażenie jak reagowaliby ludzie gdyby uległa fantazjom i zoperowała się na drugą „Sandrę Bullock”.
- Zrobiłby ze nie pośmiewisko, jakąś "plastikową lalkę" - wspomina Karolina. - W końcu powiedziałam o wszystkim dzieciom. Przyznałam, iż dla mnie taki związek już nie ma sensu, skoro byłam tylko imitacją ukochanej kobiety ich ojca. Chciałam rozwodu. Dzieci się wystraszyły, iż nasza rodzina się rozpadnie. Miały poważną rozmowę z ojcem, były na niego wściekłe, iż ma takie dziecinne zachowania. On się wstydził. Przepraszał, iż posunął się zbyt daleko. Zaproponował abyśmy dali sobie szansę, poszli do poradni par. Zgodziłam się. Zostaliśmy razem. O Sandrze Bullock nie ma już mowy, filmy z jej udziałem nie są w naszym domu oglądane. Mąż nie chce. Ale ja ostatnio pomalowałam włosy na popielaty blond i krótko ścięłam. Bartkowi wyrwało się, iż wyglądam jak Sharon Stone i nie wiem, co mam o tym myśleć...









