Są takie momenty, w których granica między oglądaniem Gwiezdnych Wojen a pełną immersją zaczyna się niebezpiecznie zacierać. Wystarczy dobrze odwzorowany kokpit, kilka znajomych konturów, charakterystyczne przełączniki, światła i ten jeden błysk w głowie, który natychmiast uruchamia wyobraźnię. Nagle nie stoicie już na Pyrkonie. Nagle siedzicie za sterami legendarnego myśliwca Rebelii i niemal odruchowo zaczynacie się zastanawiać, czy twardo trzymać kurs na krążownik, czy rzucić się w pościg za mijanym TIE Fighterem.
Właśnie dlatego nie mogło być lepszego dnia na zapowiedź tej atrakcji. W końcu, jeżeli jest jeden moment w roku, kiedy szczególnie warto zanurzyć się w odległej galaktyce, to właśnie dziś. W Strefie Star Wars czekać będzie na Was wystawa przygotowana przez fanowskich twórców, którzy od lat udowadniają, iż miłość do sagi można przekuć w coś naprawdę spektakularnego. Mowa bowiem o pełnowymiarowych kokpitach, do których będzie można wejść, usiąść za sterami i zrobić sobie zdjęcia, jakich nie powstydziłby się żaden łowca nagród, pilot Rebelii ani imperialny as.
Trzy kokpity, trzy różne fantazje o lataniu
Na wystawie czekają trzy maszyny, które dla fanów Gwiezdnych Wojen znaczą coś więcej niż tylko pojazdy z filmu. To trzy zupełnie różne style życia w galaktyce i trzy zupełnie różne fantazje o tym, jak wygląda latanie między gwiazdami.
- Razor Crest, czyli dobrze znany z The Mandalorian Brzeszczot, to statek ludzi, którzy wolą działać sami. Trochę obdrapany, trochę improwizowany, ale niezawodny wtedy, kiedy naprawdę trzeba zniknąć z radarów. W jego kokpicie łatwo wyobrazić sobie kurs na Zewnętrzne Rubieże, kilka nie do końca legalnych kontraktów i długą podróż z hiperprzestrzennym szumem w tle.
- Po drugiej stronie galaktycznej estetyki stoi imperialny myśliwiec TIE. Tu wszystko jest czyste, zwarte i podporządkowane jednemu celowi. Wystarczy spojrzeć na charakterystyczny kokpit i od razu słyszy się w głowie ten metaliczny ryk silników, który przez dekady oznaczał jedno – gdzieś w pobliżu pojawił się patrol Imperium. jeżeli zawsze zastanawialiście się, jak wygląda świat z perspektywy pilota TIE, teraz będzie okazja sprawdzić to z pierwszego rzędu.
- A na deser oczywiście X-Wing, czyli maszyna, która dla wielu fanów jest po prostu synonimem Gwiezdnych Wojen. Symbol Rebelii, brawury i najbardziej legendarnych momentów Sagi. Usiąść w jego kokpicie to trochę jak wrócić do tych scen, które sprawiły, iż wielu z nas pierwszy raz poczuło ogrom odległej galaktyki.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, iż nie chodzi tu o oglądanie eksponatów zza barierek. Do kokpitów można wejść, usiąść za sterami i zrobić zdjęcia, które wyglądają tak, jakby za chwilę ktoś miał powiedzieć przez komunikator: „Red Leader, standing by”.

Kiedy fandom mówi „to zbudujmy to naprawdę”
Za tym wszystkim stoją ludzie, którzy należą do tej szczególnej części fandomu, dla której oglądanie filmów to dopiero początek zabawy. Są tacy fani, którzy kolekcjonują figurki, są tacy, którzy znają na pamięć wszystkie dialogi, a są też tacy, którzy patrzą na ekran i myślą: to da się zbudować.
Od ponad dekady tworzą oni pełnowymiarowe rekwizyty, statki i scenografie, które pozwalają przenieść fragment Gwiezdnych Wojen w rzeczywisty świat. Robią to z obsesyjną wręcz dbałością o szczegóły, którą zrozumie każdy fan, który kiedyś zatrzymał kadr filmu tylko po to, żeby sprawdzić, jak dokładnie wygląda dany panel sterowania. To nie są dekoracje z daleka przypominające filmowe maszyny. To projekty budowane z myślą o tym, żeby ktoś mógł podejść, zajrzeć do środka, dotknąć przełączników i poczuć przez chwilę, iż naprawdę siedzi w kokpicie statku z odległej galaktyki.
Ta wystawa, prosto ze wschodniej Hesji, działa tak dobrze, bo nie jest tylko pokazem modeli. Jest czymś znacznie bliższym temu, czym zawsze był i czym jest fandom Gwiezdnych Wojen – wspólną zabawą w wyobraźnię, w której ktoś w końcu powiedział: „jeśli potrafimy to sobie wyobrazić… to spróbujmy to zbudować.”

Jeśli więc 4 maja chcecie świętować tak, jak należy, trudno o lepszy sposób niż wpisanie do pyrkonowego planera wizyty w Strefie Star Wars i spotkania z wystawą, która pozwala zrobić coś więcej niż tylko spojrzeć na odległą galaktykę z zewnątrz. Będziecie mogli dosłownie wejść do środka, usiąść za sterami i sprawdzić, który kokpit najbardziej do Was pasuje: surowy imperialny, buntowniczy czy może ten dla samotnych wędrowców przemierzających galaktyczne rubieże.
Obudźcie nostalgię, wyobraźnię, ale również czystą euforia z bycia fanem, bo przecież właśnie o to chodzi w tym wszystkim najbardziej. Do zobaczenia na Pyrkonie i jak zawsze – niech Moc będzie z Wami!






