Matka tuliła ją do siebie, całowała i zastanawiała się: „Do kogo ona jest podobna?” I wzdychała. Znajomi dziwili się i zadawali to samo pytanie. Może któryś z przyjaciół podburzył męża, może matka coś podejrzewała, a może sam Wiktor zwątpił w wierność żony, bo pewnego dnia wrócił z pracy ponury.

twojacena.pl 6 dni temu

Mama przytulała ją do siebie, całowała i zastanawiała się: Do kogo ona jest podobna? Westchnęła. Znajomi byli zaskoczeni i zadawali podobne pytania. Czy to ktoś z przyjaciół podpuścił męża, czy mama wyczuła coś niepokojącego, czy może sam Wiktor zaczął wątpić w wierność żony… Pewnego dnia wrócił z pracy przygnębiony.

Witek, co robimy? Za wcześnie. Zosi niedawno trzeci rok stuknął, dopiero co pożegnaliśmy się z pieluchami. A ja sama jeszcze nie odpoczęłam.
Stale z jednego urlopu macierzyńskiego w drugi żaliła się Justyna. Zosia jeszcze malutka, ciągle chce na rączki. Jak dam radę ją nosić w ciąży?

Będzie nas czworo, a pracujesz tylko ty. Może poczekajmy z drugim dzieckiem? zapytała, przestraszona własnymi słowami.

Co ty wygadujesz? Przestań już o tym myśleć Wiktor popatrzył na Justynę surowo, po chwili złagodniał. Wybacz, to moja wina, ale damy radę powiedział cieplej. Znajdę dodatkową pracę.

Jak będzie dziewczynka, to nie widzę problemu. Z ubrań po starszej zostało mnóstwo. choćby wózek już mamy.

Mała różnica wieku, będą się trzymać razem. A jak chłopiec Wiktor uśmiechnął się do Justyny. Złożę wniosek o większe mieszkanie.

I tak zostawili temat. Justyna kochała Zosię i rozpieszczała ją. Pierwsza córka, długo wyczekiwana.

Nie mogła sobie odmówić, by jeszcze raz wziąć ją na ręce, przytulić, ucałować, choćby gdy ciąża była już widoczna.

Czasem grzeszyła myślą, iż może nie informuje tej drugiej, która tak bardzo się spieszy na świat, choć choćby sobie nie śmiała tego przyznać.

Ale natura miała swoje plany. Ciąża przebiegała lekko, a w wyznaczonym terminie w rodzinie Nowaków pojawiła się kolejna dziewczynka.

Gdy przynieśli ją po raz pierwszy do karmienia, Justyna była zaskoczona jasnym meszkiem na czubku jej główki. Ona i Wiktor byli ciemnowłosi.

Zosia przy urodzeniu miała włosy wręcz czarne, później trochę pojaśniały. Justyna pomyślała więc, iż może ta nowa córka z czasem będzie miała ciemniejsze włosy.

Błękitnooka, jasna dziewczynka wywoływała zachwyt u wszystkich, którzy ją zobaczyli. Rodzice nie kombinowali z imieniem, nazwali ją Bogumiłą.

To rzadkie imię, a siostry mają takie same inicjały. Rodzice widzieli w tym jakąś wyjątkową symbolikę.

Nikt nie umiał wyjaśnić, jak to się stało, iż w jednej rodzinie urodziły się dwie tak różne dziewczynki. Bogumiła była nie tylko inna niż Zosia, ale i niż rodzice.

Im starsza była, tym bardziej różnice rzucały się w oczy jakby przywiał ją do nich jakiś nieznajomy wiatr.

Z czasem jej włosy rzeczywiście przyciemniały lekko do jasny blond. Była spokojna, pulchna, patrzyła na świat z ciekawością niebieskimi oczami.

Mama tuliła ją, całowała i znów pytała siebie: Do kogo ona podobna? I wzdychała. Znajomi też zadawali podobne pytania.

Czy to ktoś z przyjaciół namieszał, czy Justyna podświadomie czegoś się domyśliła, czy może sam Wiktor zaczął mieć wątpliwości? Pewnego dnia wrócił ponury z pracy.

Milczał długo, aż w końcu zażądał od Justyny wyjaśnień, oskarżając o zdradę.

Przypomniał sobie, iż kiedyś Justyna miała adoratora jasnowłosego chłopaka. Czy możliwe, iż to z nim?

A jeżeli nie zdradziła, dzieci mogły zostać zamienione w szpitalu. Rzadko, ale jednak się zdarza.

Nie zdradzałam cię z nikim. To nasza córka, nikt jej nie podmienił płakała Justyna, oburzona bezpodstawnymi oskarżeniami.

Pojawiły się codzienne kłótnie, zaczęło się mówić o rozwodzie. Justyna zdecydowała się odejść, już pakowała rzeczy. Wtedy Wiktor oprzytomniał.

On przecież kochał żonę. Odejście Justyny oznaczałoby, iż zabierze dzieci, a on zostanie sam. Tego właśnie się bał. Chciał tylko znać prawdę.

Było mu wstyd za to, iż przy każdej okazji słyszy: A do kogo ta twoja Bogusia taka jasna? Ani do mamy, ani do taty

Czuł się jakby wszyscy widzieli na jego głowie przysłowiowe rogi. Namówił Justynę, by została, ale zapowiedział, iż zrobi test na ojcostwo. Justyna znów się rozpłakała.

Jak mam tu zostać, skoro mi nie ufasz? Rób testy, a najlepiej sprawdź i Zosię może ją też zmajstrowałam gdzieś indziej. Rozstańmy się od razu.

Wiktor sam zebrał ślinę najmłodszej córki i włosy starszej, osobiście złożył próbki w laboratorium.

Zadręczał laborantki pytaniami czy można pomylić próbki, czy nie zdarzają się pomyłki, czy ktoś może coś podmienić?

Uspokajali go, iż to niemożliwe. Wiktor trochę się uspokoił.

Dziewczynki słyszały kłótnie. Bogusia miała cztery lata, ale rozumiała, iż przez nią rodzice się kłócą.

Zosia powiedziała wprost:

Nie jesteś moją siostrą, przynieśli cię do nas. Przez ciebie mama i tata się kłócą, rozwiodą przez ciebie.

Bogumiła rozpłakała się, choćby mama długo nie mogła jej uspokoić.

Zosia rozważała, jak pozbyć się siostry; myślała, iż bez niej rodzice nie będą się kłócić.

Pewnego razu mama wyszła do sklepu, zostawiając dziewczynki same. Tata był w pracy. Zosia ubrała siostrę i wyciągnęła ją na spacer coraz dalej od domu.

Kiedy Justyna po powrocie nie znalazła dzieci w mieszkaniu, wybiegła na podwórko, ale tam ich też nie było.

Sąsiadka z parteru widziała, jak dziewczynki gdzieś wychodzą, ale śpieszyła się na swój ulubiony serial i nie pytała.

Zdesperowana matka biegała po okolicznych podwórkach w poszukiwaniu córek. Przyjechał Wiktor, zaangażował się w poszukiwania. Zbliżał się wieczór, dzieci wciąż nie odnaleziono.

Wezwali w końcu policję. Po godzinie odnaleziono obie. Najpierw Bogusię, która płakała pod blokiem, potem Zosię zabłąkaną w ciemnościach.

Rodzice tak się ucieszyli, iż choćby nie zbesztali dziewczynek. Zosia oczywiście nie wyjawiła, iż chciała zostawić siostrę daleko od domu.

Kłótnie jednak powróciły. Tata obwiniał żonę, iż zostawiła dzieci bez opieki, ona wyrzucała mu brak zaangażowania w dom.

A gdyby coś im się stało? Gdyby wpadły pod samochód, albo ktoś by je porwał?

W końcu Wiktor odebrał wyniki testów. Wynikało z nich jasno: jest biologicznym ojcem Bogumiły i Zosi. Nie było żadnej zdrady.

Wyjaśniono mu, iż zadziałały ukryte geny. Bywa tak choćby jasne kobiety rodzą ciemnoskóre dzieci, grzechy przodków wychodzą na jaw.

Powoli zapanował spokój w rodzinie. Ale Bogusia dalej czuła się jak powietrze.

Siostry nie zaprzyjaźniły się. Zosia czuła niechęć do młodszej siostry. Gdy się kłóciły, wypominała Bogusi, iż jej nikt nie kocha, iż to nie jest jej prawdziwa siostra.

Ja dostaję nowe sukienki, ty musisz nosić moje stare, bo nie jesteś rodzoną córką mówiła z dumą.

Bogusia płakała, ale nie skarżyła się mamie. Zosia często ją wrabiała psociła, a winą obarczała Bogumiłę.

A Ty do kogo jesteś podobna? Weź przykład z Zosi, ona się grzecznie bawi, nie przeszkadza wzdychała mama.

Po takich słowach Bogusia postanowiła, iż nie ma sensu się żalić. Uważała, iż mama kocha tylko Zosię.

Siadała w kącie i zamykała oczy. Wydawało jej się, iż jeżeli nie widzi siebie, nie widzi pokoju, to jej nie ma.

W ten sposób chowała się przed maminych osądzającym spojrzeniem, przed niesprawiedliwością słów Zosi.

Zosia pierwsza skończyła szkołę, ale na studia nie poszła. Po co ładnej dziewczynie studia?

Na potańcówce poznała chłopaka, niedługo później wyszła za niego za mąż. Miał własne mieszkanie, pracował z ojcem, który handlował używanymi autami.

Mama, choć kochała Bogusię, nieświadomie ciągle stawiała starszą siostrę za wzór.

Bogusia przez całe życie czuła, iż jest porównywana i nigdy nie wypada dobrze. W dzieciństwie Zosia wypomniała jej stare ubrania.

Zosia to ma szczęście, złapała sobie fajnego chłopaka. Ucz się! A ty siedzisz tylko w domu, marzysz, rysujesz. Mogłabyś gdzieś wyjść wciąż powtarzała matka.

Gdy w jedenastej klasie Bogusia zwróciła uwagę pewnego chłopaka, zaufała mu. Marzyła, by ktoś ją w końcu pokochał.

Nie od razu zorientowała się, iż jest w ciąży. Kiedy zdała sobie sprawę, przestraszyła się i powiedziała chłopakowi.

On ją lubił i postanowił porozmawiać z rodzicami. Tak ich tajemnica się wydała.

Mama chłopaka przyszła do Nowaków, by błagać, żeby nie psuć jej jedynemu synowi życia i namówić Bogumiłę do aborcji.

W obronie córki niespodziewanie stanął ojciec. Może w ten sposób chciał zrekompensować dawne błędy, a może po prostu mu żal było córki.

Niech rodzi powiedział. Nie pozwolę jej krzywdzić. Już wystarczająco wycierpiała. jeżeli wam się nie podoba, damy radę sami.

Rodzice wysłali przyszłego tatusia na studia do innego miasta, do rodziny, a Bogumiłę przenieśli na nauczanie domowe.

Szkoła próbowała zamieść sprawę pod dywan, żeby nie nabrzmiała do kuratorium. Gdyby się wydało, nauczyciele zebraliby po uszach źle wychowali. Tak by przynajmniej komentowano na zebraniach.

Nawet egzaminy Bogusia zdawała w domu pod opieką nauczycieli. Nie wypadało, żeby inni widzieli ją w takim stanie.

Nauczycielka angielskiego litowała się nad Bogusią, pomagała jej przy odpowiedziach. Egzamin z języka zdała na bardzo wysokim poziomie.

Tylko iż po co to było Bogusi? I tak miała rodzić i siedzieć z dzieckiem.

Wkrótce niespodziewanie ojciec zmarł. Przepracowanie i problemy go pokonały, serce nie wytrzymało.

Położył się po pracy, żeby odpocząć, i tak, podczas drzemki, odszedł. Mama przyszła zawołać go na kolację, a on jeszcze ciepły był.

W domu rozległ się płacz i krzyki, przyjechało pogotowie, potem zakład pogrzebowy. Od stresu u Bogumiły zaczęła się przedwczesna akcja porodowa.

I tak się złożyło, iż tego samego dnia, gdy umarł ojciec, ona urodziła syna. Podobnego do siebie, z jasnym meszkiem na głowie i niebieskimi oczami.

Na pogrzeb nie poszła, była w szpitalu. Na wypis przyszła mama, zrozpaczona. A w domu wymknęło jej się, iż to Bogusia zabiła ojca.

Same kłopoty od niej, od urodzenia. Ale wnuka pokochała.

Trudno było nie kochać takiego ślicznego i jasnego chłopca, podobnego do anioła. Tylko martwiła się, iż teraz nikt już młodszej córki nie zechce.

Nikt mi nie jest potrzebny. Własny ojciec wątpił, to inny też nie pokocha mojego syna mówiła Bogumiła.

Chłopczyk był bardzo bystry, spokojny. Gdy miał pięć lat, los Bogusi znów splótł się z losem Zosi.

W przeciwieństwie do młodszej siostry Zosia nie mogła choćby marzyć o własnym dziecku.

Rodzice jej męża bardzo chcieli wnuka i spadkobiercę. Zaczęli więc namawiać syna, iż powinien szukać nowej żony.

Mąż Zosi zaczął ją zdradzać. Zosia cierpiała, ale nie odeszła. Gdzie miała iść? Do matki? Żyć w biedzie się nie chciało. Do dobrego łatwo się przyzwyczaić.

A tam wciąż żyły znienawidzone Bogusia z synem. Serek chodził do przedszkola, Bogusia skończyła kurs fryzjerski i pracowała.

Zosia postanowiła znów pozbyć się siostry. Ale ta już dorosła, nie dało się wyciągnąć jej za rękę na koniec świata. Wpadła na pomysł, by znaleźć jej męża.

Często do nich przychodził informatyk naprawiać komputer. Młody, przystojny, kawaler.

Zosia sama chętnie by się z nim umawiała, żeby zrobić na złość mężowi. Ale informatyk odprawił ją dość opryskliwie.

Wtedy postanowiła zeswatać go z Bogusią. Uznała, iż jak mu ona nie przypadnie do gustu, wróci do Zosi, a jeżeli się Bogusia spodoba, zwolni się mieszkanie i Zosia wróci do mamy. Tak czy owak, wygrywa.

Bogusia ubrała się ładnie, ułożyła włosy, nie malowała się. Niech widzi ją taką, jaka jest.

W kawiarni rozpoznała go od razu. Siedział sam przy stoliku, wpatrzony w telefon.

Pan Darek? zapytała, podchodząc.

Tak, a pani to…?

Jestem siostrą Zosi, Bogumiła.

Chłopak się zdziwił, ale zaproponował kawę.

Tu są dobre ciasta, zamówić? zapytał.

Skąd pan wie?

Często spotykam się tu z klientami.

Darek próbował dodzwonić się do Zosi, ale ta nie odbierała.

Bogusia obserwowała chłopaka. Zagłębione oczy, zarost, nieuczesane włosy. Ręce ją świerzbiły, by go ostrzyc.

Nie wiedziała, jak się wobec niego zachować, Darek był obojętny.

Przeszkadzam panu? zapytała cicho.

Nie. Twoja siostra nie przyjdzie?

Nie wiem. Zosia powiedziała, iż to mnie miał pan tutaj spotkać. Chyba lepiej pójdę.

Przyniesiono kawę.

Skoro przyszłaś, to usiądźmy, napijmy się kawy.

Nie będę jadła odsunęła od siebie ciastko.

Boisz się przytyć? Świetnie wyglądasz, to ci pasuje powiedział Darek.

Ale mężczyźni wolą szczupłe.

Kto ci to powiedział? Co ty wiesz o mężczyznach?

Nic wyznała Bogusia. Mam syna. Ma pięć lat. Zosia nie mówiła? rzuciła nagle.

A powinna? zdziwił się informatyk.

Mimo sprzeciwu Bogusi, która podejrzewała podstęp Zosi, Darek postanowił ją odprowadzić.

Szli i rozmawiali. Darek mówił, a Bogusia słuchała. Pod domem poprosił o numer telefonu.

Po co?

Chcę kontynuować tę znajomość. Mówiłem o sobie, a o tobie nic nie wiem. Zadzwonię.

Zadzwonił dopiero po tygodniu.

Przepraszam, był nawał roboty. Dziś wieczorem jestem wolny, spotkajmy się.

Bogusię to zdziwiło. Przecież miała syna. Cały jej świat kręcił się wokół niego. Ale postanowiła dać szansę Daremu.

Usiedli w kawiarni. Bogusia zaczęła ostrożnie opowiadać o swoim życiu, o kłótniach rodziców.

Słuchając siebie jego oczami, zrozumiała wiele rzeczy na nowo.

Po wyjściu zaczepił ich bezdomny pies. Weszli do sklepu, Darek kupił mu chleb i kiełbasę.

Przy kasie starsza pani długo liczyła złotówki, żeby zapłacić za skromne zakupy. Darek zapłacił za nią i dorzucił jeszcze czekoladę, kiełbasę i lody.

Po co jej te lody? zapytała Bogusia.

Wiesz, miałem babcię, która bardzo lubiła lody, ale żal jej było pieniędzy.

Ze mną też jesteś z litości? zapytała Bogusia.

Ależ skąd! Bardzo mi się podobasz. Jesteś jasna, czysta. Zwierzętom i starszym ludziom po prostu współczuję. Skoro mam pieniądze, mogę pomóc, czemu nie?

Pies połknął chleb i kiełbasę w sekundę i poszedł dalej.

Wieczorem zadzwoniła Zosia.

I jak? dopytywała.

Dobrze odpowiedziała Bogusia.

Ale co takiego dobrze?

Spotykam się z Darekiem. Dziękuję, iż nas poznałaś.

Co? Taki cham ci się podoba?

Jest bardzo dobry. Dobrze się z nim rozmawia. Powiedział, iż mu się podobam.

Zosia zamruczała coś pod nosem i rzuciła słuchawką. niedługo zjawiła się u nich.

Bogusia położyła Serego spać i chciała dołączyć do mamy i siostry, ale w kuchni podsłuchała rozmowę.

Tej kretynce to zawsze się udaje. Chciałam zrobić mu na złość, a on zakochał się w niej.

O czym ty mówisz? Przecież masz męża zdziwiła się mama.

Mąż On już szuka innej, rozwód to tylko kwestia czasu. Co mam zrobić, mamo?

Może przesadzasz?

Nie, mamo! Dlaczego tak jest? Gruba, głupia, bawi się włosami innych. choćby własne dziecko ma, a ja nie mogę zajść w ciążę…

To we mnie powinien był się zakochać! To mnie ona zawdzięcza, iż ich zeswatałam. Lepiej było wrzucić ją do studzienki, gdy była mała!

Co ty wygadujesz?…

Mamo, co ci? krzyknęła Zosia, a Bogusia wbiegła do kuchni.

Mama ścisnęła się za serce i z trudnościa łapała powietrze, przewracając oczami. Bogusia wezwała karetkę.

Lekarze zdążyli na czas. Skutki udaru okazały się niewielkie.

Dwa miesiące później Bogumiła wyszła za Dareka i z synem zamieszkała u niego.

Ale matkę odwiedzała prawie codziennie. Zosia pokłóciła się ze wszystkimi i wyjechała w nieznane…

Rodzice myślą, iż dzieci nic nie rozumieją, a one wszystko widzą i wyciągają wnioski.

Często w rodzinach walka między siostrami o miłość rodziców, uwagę chłopców bywa okrutna. A zemsta obraca się przeciw temu, kto ją planuje.

Dzieci rzadko słuchają starszych, ale nigdy nie mylą się, naśladując ich.

J. Baldwin

Słowa kierowane do córki czy wyrażają wsparcie i troskę, czy ją ranią zostają w niej jako prawdy o sobie i tym, jak działają relacje między ludźmi.Nadszedł grudzień, pierwszy śnieg przykrył podwórko dzieciństwa Bogusi. Tego wieczoru przyjechała do mamy z Serym, który bawił się autkami pod choinką. Mama, osiwiała, nieco spoważniała po chorobie, siedziała w fotelu i patrzyła na wnuka.

Bogusia przygotowywała kolację, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyła w progu, z walizką i niepewnym uśmiechem, stała Zosia. Przez moment milczały, jakby zbierały się, żeby przeprawić przez most własnej winy i żalu. Sery przybiegł pierwszy, wyciągnął rączkę:
Ciociu Zosiu, pobawisz się ze mną?

Zosia przyklękła, wzięła go na ręce i nagle, niespodziewanie choćby dla siebie, rozpłakała się. Bogusia nie odepchnęła jej. W uścisku zrozumiała, jak bardzo jest zmęczona samotnością i udowadnianiem czegokolwiek.

Mama tylko westchnęła cicho i powiedziała:
Dobrze, iż jesteście. Nie ważne, do kogo jesteście podobne, ważne, żebyście zawsze wracały do siebie.

Wigilijnego wieczoru talerz dla gościa stał pusty, ale przy stole więcej było zrozumienia niż kiedykolwiek wcześniej. Każdy miał za sobą swoją zimę, ale światełka na choince mieniły się cicho tak, jakby życie chciało dać im nową szansę na bycie rodziną. choćby jeżeli nie zawsze łatwą, to własną.
I oto w tej prostocie, po raz pierwszy Bogusia poczuła, iż wszystko jest, jak być powinno. Jakby świat, choć na moment, przestał pytać: Do kogo jesteś podobna?, a zaprosił, by po prostu być sobą i przy sobie.

Idź do oryginalnego materiału