Matka, której nic nie zawdzięczam

polregion.pl 2 dni temu

No problem, let me adapt this for you in Polish:

Ola i Krzysztof szykowali się do ślubu. Dzień przed uroczystością mama panny młodej, Ewa Michałowska, przyjechała w odwiedziny, żeby poznać przyszłą swatkę. Spotkanie odbyło się w domu mamy Krzysztofa – Bożeny Nowak. Omówili szczegóły wesela, posiedzieli przy stole. Następnego ranka Ewa zbierała się do wyjścia. Ola wyszła ją odprowadzić.

— No i jak ci się podoba Krzysztof? — spytała mamę.

— Fajny chłopak — uśmiechnęła się, ale westchnęła ciężko.

— Mamo, co się stało? — zdziwiła się Ola.

— Córeczko, trzymaj się z daleka od jego matki. Jeszcze wiele o niej nie wiesz.

Te słowa gwałtownie nabrały znaczenia.

Gdy Ola dowiedziała się, iż teściowa planuje zamieszkać z nimi, postawiła sprawę jasno przed mężem:

— Musisz wybrać: albo ja, albo twoja mama.

— Nie zamierzam nikogo wybierać — spokojnie odparł Krzysztof. — Żyjemy, jak dotąd, a mama niech sama radzi sobie ze swoimi sprawami.

— Czyli nie pozwolisz, żeby się do nas wprowadziła?

— Już jej to powiedziałem.

— I co na to?

— Uraziła się. Nazwała mnie niewdzięcznym i obiecała, iż jeszcze pożałuję.

— Do przewidzenia…

Bożena przeszła na emeryturę wcześniej – przez lata pracowała jako stewardesa.

— Dość. Odpracowałam — zdecydowała, dostając wysoką emeryturę, wyraźnie wyższą niż większość.

Szybko jednak zrozumiała – jak na jej styl życia to za mało. Rozwiązanie przyszło samo: przerzucić koszty na syna.

— Wychowałam cię, dałem ci wykształcenie. Teraz twoja kolej, by wywiązać się z synowskiego obowiązku — powiedziała, gdy Krzysztof miał ledwie 23 lata. — Od przyszłego miesiąca płacisz za mieszkanie i jedzenie.

— Dobrze — odparł. — Ale skoro utrzymuję dom, to nie wtrącasz się już w moje życie.

Zgodziła się – i, trzeba przyznać, nie przeszkadzała. Życie syna specjalnie ją nie interesowało. Krzysia głównie wychowywali jej rodzice, podczas gdy ona układała sobie życie, bez większych sukcesów.

Minęły lata. Syn dorósł, przeprowadził się do niej w liceum. Przez pięć lat regularnie płacił czynsz i utrzymywał matkę. Ta zaś korzystała z życia, wydając emeryturę tylko na siebie.

Gdy Bożena skończyła pięćdziesiąt lat, Krzysztof przyprowadził do domu żonę.

— Jaka pani zadbana! — zmieszała się Ola podczas pierwszego spotkania z teściową. — Wcale nie wygląda na emerytkę.

Gdy usłyszała, iż młodzi zamieszkają z nią, Bożena tylko się ucieszyła: „No to dobrze” — powiedziała, myśląc: „Przynajmniej gotować nie będę musiała.”

Ola odebrała to jako szczerość, ale Krzysztof postawił sprawę jasno:

— Mamie po prostu zabrakło odwagi, żeby nas wyrzucić. Od pięciu lat wszystko płacę sam.

Wizyta Ewy gwałtownie rozwiała i tak już nikłe złudzenia:

— Córeczko, uważaj. Ta kobieta żyje tylko dla siebie. Was porzuci, jeżeli będzie niewygodnie. Najważniejsze, iż twój mąż to porządny człowiek. Podoba mi się. Ale z jego matką nie mieliście szczęścia.

Minęło pół roku. Bożena zakochała się. Mężczyzna o imieniu Robert zaczął pojawiać się coraz częściej. A potem…

— Macie dwa tygodnie, żeby się wyprowadzić. Sprzedaję mieszkanie. Wyjeżdżam do Gdańska.

— Poważnie? — osłupiał Krzysztof.

— A co? Mam prawo. Mieszkanie jest moje. Dostałam je od rodziców.

— I nas wyrzucasz?

— Tak. Wszystko zgodne z prawem.

Krzysztof w milczeniu założył kurtkę i wyszedł. Wieczorem razem z Olą pakowali już rzeczy. Zamieszkali u jego kolegi z pracy, który akurat szukał lokatorów. Miesiąc później Bożena sprzedała mieszkanie i wyjechała z Robertem do Gdańska.

Kilka dni później Krzysztof próbował pożyczyć od niej pieniądze:

— Nie, oczywiście iż nie. Wszystko już rozplanowane — zimno odparła matka.

— No to powodzenia — rzucił.

— Nawzajem — uśmiechnęła się. choćby nie przytuliła go na pożegnanie.

Minął rok. Bożena zadzwoniła: rozwiodła się z Robertem, zabrał jej pieniądze i zniknął. Została sama, bez dachu nad głową. Wróciła i od razu oznajmiła:

— Będę mieszkać z wami.

— Nie. Weź, co ci zostało, i weź kredyt.

— Kredyt? W moim wieku? Na emeryturę?

— Znajdź pracę. Będziesz musiała radzić sobie, jak wszyscy.

— Więc mi nie pomożesz?

— Nic ci nie jestem winien, mamo.

Wpadła w furię:

— Jesteś niewdzięczny! Wychowałam cię!

— Po prostu biorę z ciebie przykład — spokojnie odpowiedział syn.

Bożena mieszkała u koleżanek, póki były pieniądze. Potem – kolejne odmowy. Znowu przyszła do syna.

— Mamo, nie jesteś chora ani stara. Znajdź pracę. Wynajmij pokój. Szukaj.

— Nie żal ci mnie?

— Nie. Przypominasz mi tę znaną bajkę… o koniku polnym, co całe lato śpiewał.

Później Bożena jednak znalazła rozwiązanie… nie pracę, tylko nowy związek. Z pierwszym lepszym. Ale za to – z mieszkaniem.

Ale to już zupełnie inna historia…

Idź do oryginalnego materiału