Masz już odłożone pieniądze? – zapytała kobieta około czterdziestki, wchodząc do mieszkania swoim kluczem.

newskey24.com 2 dni temu

Razem z moim chłopakiem wynajęliśmy pokój u pewnej pani Haliny w Krakowie. Mieszkamy z nią od ośmiu miesięcy i, mówiąc szczerze, nasza codzienność zyskała niezły element programu Usterka.
Dzielimy z nią lodówkę, ale półki pani Haliny zawsze świecą pustkami. Wieczny rezydent? Garnek z owsianką na wodzie. Mydło tylko do prania pachnie jakby umarło sto gołębi, olej najtańszy z Biedronki, aż śmierdzi w całej kuchni. Buty w przedpokoju połatane, podziurawione, jakby dookoła świata w nich przeszła. Mieszkanie woła o pomstę do nieba i o remont od lat osiemdziesiątych XX wieku.
Halina nigdy nam się w nic nie wtrącała, od rana do wieczora zbierała puszki i rozwieszała ogłoszenia na słupach. Każdej niedzieli urządzała sobie ucztę z przejrzałych jabłek i gruszek z placu targowego. Serio, oglądać ją przy tych smakołykach potrafiło odebrać apetyt na resztę dnia.
Szkoda mi jej było do łez. Kiedy ktoś ją odwiedzał, zawsze miałam ochotę płakać, bo niesprawiedliwość świata waliła prosto w serducho.
Masz przygotowaną gotówkę? zapytała kobieta około 45 lat, gdy weszła drzwiami od klatki. Pazury długie lakierowane, mina jak czołg.
Mam, córeczko, tu masz, weź sobie odpowiada cicho Halina.
Za mało. Jutro wpadniemy z moją Justynką.
Czyje są te ciuchy w korytarzu? Wynajmujesz komuś pokój?
Muszę jakoś żyć, wynajęłam. Wszystko ci daję z emerytury tłumaczy się pani Halina.
No to zobaczymy tych twoich najemców. Ciekawe, czy to przypadkiem nie oszuści! kobieta otwiera na oścież drzwi od naszego pokoju.
No, proszę, kogo my tu mamy?
Wkroczenie jak z W11 Wydział Śledczy, a my siedzimy po polsku, grzecznie, na kanapie.
Zamknij pani drzwi od środka! odpowiadam, bo ileż można.
Kim ty jesteś, żebym cię posłuchała? Przecież to ja rządzę tym mieszkaniem! Teraz tu zapłacisz! O, tu masz mój numer telefonu i numer konta. Kobieta w buciorach wchodzi do pokoju, kładzie dwie kartki na stół. Żadnych opóźnień, bo cię wyrzucę! Kiedy ostatnio płaciłaś czynsz, mamo?
Córciu, zostaw, spłaciłam zaległość za prąd, grozili odcięciem światła. Jak ja mogę siedzieć po ciemku mówi Halina, o krok od płaczu.
Od dziś nie bierz czynszu od tych wynajmujących, niech mi przelewają! Jutro przyjdę z Justynką, jak obiecałam.
Grażyna wyparowała z mieszkania jak burza, a nasza gospodyni usiadła w korytarzu na starej taborecie i zalała się łzami. Podchodzę do niej, biorę za dłoń i próbuję pocieszać:
Oj, babciu Halinko, nie płacz, wszystko się jakoś ułoży.
Daj mi herbaty, dziecko
Ale odkrywam, iż Halina nie zna zwykłej herbaty napar z liści malin, porzeczki, wiszą gotowe w pęczkach nad kuchenką.
Robię Halinie kubek herbaty, a ona zaczyna swój rodzinny serial:
Sama wychowywałam córkę, mąż pewnego dnia pojechał do pracy i nie wrócił. Wychuchałam ją sama, serce oddałam. Wyszła na wyniosłą, wiecznie facetów szukała. W końcu, w wieku trzydziestu pięciu, złapała męża i dała mi wnuczkę. Ale ten zięć Sknera straszliwy. Zaczęłam im pomagać finansowo.
Aż się tak przyzwyczaili, iż zaczęli traktować moją emeryturę jak wypłatę dla siebie. Zabierali mi wszystko, szantażowała mnie wnuczką nie oddam renty, nie pozwoli zobaczyć dziecka. Pomyślałam: wynajmę pokój, chociaż grosz będę miała. A ona i tak chce mi to zabrać. Kogo ja wychowałam
Tutaj Halina uroniła kolejne wiadro łez, a herbata stygnie.
Teraz chce mnie przegnać mieszkanie sprzedać, kupić mi klitkę gdzieś w Nowej Hucie. Może choćby zostawić pod mostem. Grozi tym, a jak się nie zgodzę, to znów zamknie wnuczkę w domu i nie zobaczę jej przez pół roku. Wszystko bym oddała za to dziecko.
Kiedy mój chłopak Janek student czwartego roku prawa na UJ wrócił z zajęć, opowiedziałam, o co chodzi i co zrobić.
Zebraliśmy się z sąsiadami, których córka Haliny też próbowała przeciągnąć na swoją stronę, pogadaliśmy i namówiliśmy do bycia świadkami w sądzie. Potem pomogliśmy Halinie złożyć wniosek o sądowe ustalenie kontaktów z wnuczką.
Poradziliśmy jej też, żeby poprosiła o zaświadczenie od psychiatry bo, jak wiadomo, rodzina potrafi wymyślać cuda.
Wygraliśmy sprawę! Teraz babcia Halina widuje wnuczkę legalnie dwa razy w miesiącu po trzy godziny. Emerytura już wreszcie jej zostaje, nie ma czym ją szantażować. Najemcom euforia gospodyni zaczęła jeść mięso i świeże pomidory, a w kuchni codziennie aromat normalnych owoców. Pomagamy z drobnymi remontami raz odmalujemy pokój, raz odkleimy tapetę, co jeszcze z PRL-u pamięta czasy Jaruzelskiego.
W podzięce Halina nie chce już od nas grosza za pokój, ale i tak pchamy jej pieniądze do kieszeni, prawie siłą.
Jak można tak traktować własną matkę? Zabierać jej śmieszną, nędzną emeryturę, nie wiedząc nawet, co dziś zje kobieta, która ciebie przez lata żywiła? To po prostu niewdzięczność, w najczystszej postaci.
Kochajcie swoich rodziców bo istniejecie tylko dzięki nim!

Idź do oryginalnego materiału