Razem z moim chłopakiem, Michałem, wynajmujemy pokój u pewnej starszej pani, pani Zofii, w Krakowie. Mieszkamy u niej już osiem miesięcy i dobrze pamiętam pierwszy dzień w tym mieszkaniu. Dzielimy z nią wspólną lodówkę na jej półkach zawsze panowała pustka, jedynie na dnie stał garnek z owsianką na wodzie. Używa tylko najtańszego szarego mydła do prania, a w kuchni stoi stary, śmierdzący olej rzepakowy. W przedpokoju, obok naszych trampek, leżą jej sfatygowane buty sklejone taśmą. Całe mieszkanie sprawia wrażenie, jakby wręcz krzyczało biedą.
Pani Zofia nie wtrąca się w nasze sprawy od rana do wieczora pracuje. Często widzę ją wracającą z plecakiem pełnym puszek albo z plikiem plakatów do naklejenia na mieście. W każdą niedzielę sobie organizuje ucztę z warzyw i owoców, które dostała za darmo z końcówki bazaru częściowo nadgniłych, ale zawsze się cieszy. Za każdym razem ściskało mnie serce na jej widok.
Ale największa niesprawiedliwość spotkała ją, gdy odwiedziła ją córka. Przyszła kobieta gdzieś koło czterdziestki, weszła od razu z klucza.
Masz pieniądze? zapytała zimno.
Tak, Asiu. Proszę, weź wszystko, co mam… cicho odpowiedziała pani Zofia.
To za mało! Jutro przyprowadzę Klaudię.
Czyj to płaszcz? Kogoś gościsz?
Wynajmuję pokój, jakoś muszę żyć. Oddaję ci całą swoją emeryturę… tłumaczy się nasza gospodyni.
Zaraz, zaraz! Zobaczę, kto tu mieszka. Podobno oszuści! odpowiedziała córka i otworzyła drzwi do naszego pokoju.
Byłam oszołomiona, iż ktoś tak bezceremonialnie wchodzi do czyjegoś wynajętego pokoju.
Proszę natychmiast zamknąć drzwi! zażądałam, nie mogąc powstrzymać gniewu.
A ty kim jesteś, żeby w moim domu mi rozkazywać? To ja tu jestem właścicielką! Tu masz mój numer konta, teraz ty będziesz mi przelewać czynsz. I żadnych opóźnień bo cię stąd wyrzucę! Kiedy last time zapłaciłaś?
Asiu, nie stresuj ją Proszę, spłaciłam ostatnią ratę za prąd, bo grozili, iż odetną Nie wiem, co bym zrobiła bez światła… pani Zofia prawie płakała.
Nie płacisz już jej! Tylko mnie! rzuciła córka i wybiegła, trzaskając drzwiami.
Gospodyni usiadła w korytarzu na starym drewnianym krześle i rozpłakała się. Usiadłam z nią, objęłam i szeptałam, iż wszystko się ułoży.
Zrobisz mi herbatę? zapytała cicho.
Właściwie nigdy nie widziałam prawdziwej herbaty w jej kubku parzyła suszone liście malin i porzeczek, które wisiały pod sufitem w wiązkach.
Pani Zofia powoli zaczęła opowiadać swoją historię:
Wychowywałam Asię sama, Janek odszedł, kiedy jeszcze była mała. Wszystko robiłam dla niej, całą siebie oddałam. Dziś wyrosła na osobę zimną, wymagającą, wiecznie niezadowoloną. Čhwyciła za mąż dopiero, kiedy miała 35 lat i wtedy urodziła mi wnuczkę Klaudię. Ale zięć jest skąpy, każdą złotówkę ogląda z dwóch stron, więc zaczęłam im pomagać… I tak zaczęła wymuszać na mnie pieniądze. Teraz już nie mam wyboru grozi mi, iż jeżeli nie oddam emerytury, nie będę mogła widywać wnuczki… A pokój wynajęłam, żeby mieć za co żyć, ale choćby to chce mi zabrać. Czy ona naprawdę nie ma serca?
Urwała, zupełnie rozbita, zalewając się łzami.
Teraz jeszcze znalazła mieszkanie jednopokojowe na przedmieściach, chce mnie tam przesiedlić… Grozi, iż jeżeli się nie zgodzę, to mnie zostawi na ulicy. Ale ja bym oddała wszystko, żeby móc zobaczyć chociaż raz na jakiś czas swoją Klaudię…
Kiedy Michał wrócił do domu po zajęciach na uniwersytecie, od razu opowiedziałam mu całą sytuację. Studiuje prawo i od razu wpadł na pomysł, co robić.
Od razu zaczęliśmy rozmawiać z sąsiadami wszyscy słyszeli awantury, gniewne krzyki Asi o pieniądze. Zebraliśmy podpisy pod świadectwami, zgłosiliśmy sprawę do sądu rodzinnego, żeby pani Zofia jako babcia miała prawo widywać wnuczkę.
Poradziliśmy jej też zdobyć zaświadczenie z poradni zdrowia psychicznego kto wie, co może wymyślić córka.
Wygraliśmy sprawę. Teraz pani Zofia widuje Klaudię legalnie, dwa razy w miesiącu po kilka godzin. Asia nie może już jej szantażować emeryturą, więc pieniądze zostają na jej koncie. W końcu może kupić lepsze jedzenie w jej kuchni pojawiła się kiełbasa, owoce i choćby trochę ciasta na niedzielę. Pomagamy jej przy remoncie czasem pomalujemy ścianę, wymienimy starą, odpadającą tapetę.
W ramach wdzięczności pani Zofia nie chce od nas pieniędzy za pokój ale i tak jej je dajemy, prawie siłą, bo przecież musi mieć z czego żyć.
Nie rozumiem, jak można tak traktować własną matkę odebrać jej wszystko, nie myśląc, co ona będzie jadła, jak przeżyje… Skrajna niewdzięczność.
Dziś, leżąc w łóżku, myślę: dbajcie o swoich rodziców. Jesteśmy, bo oni dali nam wszystko.















