Dwa tygodnie na spakowanie manatków i znalezienie nowego dachu nad głową. Córki obrażone
Od śmierci żony sam zajmowałem się wychowaniem dwóch córek. Nigdy jednak nie narzekałem uważam, iż obowiązkiem rodzica jest zrobić wszystko, by dzieci wyrosły na wartościowych ludzi. Moje dziewczyny, Zuzanna i Jagoda, skończyły dobre szkoły, ukończyły studia. Całe lata ciężko pracowałem, dwie zmiany, by im to umożliwić. Przez lata odkładałem każdą złotówkę, nie żałując sobie niczego.
Zuzanna, starsza, przyprowadziła kiedyś do domu chłopaka Przemka. Przedstawiła go jako przyszłego męża, a iż nie miał się gdzie podziać, zaproponowała, żeby zamieszkał z nami. Niedługo potem urodziła się wnuczka, Marysia, i oddałem im swój pokój, sam przenosząc się do małego pokoiku, gdzie mieszkałem razem z Jagodą.
Na początku myślałem, iż to stan przejściowy młodzi się ogarną, znajdą pracę, dorobią się własnego mieszkania. Ale czas płynął, a sytuacja się nie zmieniała. Przemek nie rwał się do roboty, Zuzanna narzekała, iż musi się zajmować dzieckiem, a ja cały czas nosiłem na barkach utrzymanie domu od opłacenia czynszu, przez zakupy po obiad i pranie. Zawsze coś dla nich ugotowałem. Ale wdzięczności żadnej.
Wręcz przeciwnie różnice zdań zamieniały się w kłótnie. Jagoda wybuchała, iż nie będzie sprzątać toalety po szwagierze, iż to nie jej sprawa. Zuzanna tłumaczyła, iż nie ma na nic czasu z małym dzieckiem. Przemek uważał, iż wynoszenie śmieci czy mycie garnków uwłacza mężczyźnie i całymi dniami siedział przy komputerze.
Atmosfera w mieszkaniu stawała się coraz cięższa. Czasem wracałem z pracy i miałem ochotę pójść na długi spacer zamiast wejść do mieszkania. Kiedy w końcu zasugerowałem Zuzannie, żeby razem z mężem i córką poszli na swoje, usłyszałem, iż przecież odkładają na wkład własny, bo mieszkanie w Warszawie kosztuje i na razie ich nie stać. No i zostali.
Przebrała się miarka, gdy Jagoda przyprowadziła chłopaka, Kamila, i oznajmiła: Tato, on jest z Poznania. Zamieszka u nas, bo nie ma mieszkania w Warszawie. Zapytałem, gdzie on niby się zmieści? Usłyszałem, iż kuchnia nie jest taka zła a jeszcze lepiej, jeżeli ja bym się tam przeniósł, Jagoda miałaby wreszcie własny pokój.
Poczułem się jak intruz. Doszedłem do wniosku, iż nikt nie liczy się z moim zdaniem. Gdyby im się chciało, pewnie już poprosiliby urząd o skierowanie mnie do domu opieki.
Postawiłem sprawę jasno: mają dwa tygodnie na spakowanie rzeczy i znalezienie dla siebie nowego dachu nad głową. Córki się obraziły. Usłyszałem, iż nie będę widział wnuczki, iż zostanę sam na starość, iż jestem wyrodnym ojcem. Ale nie cofnąłem się. jeżeli tak mam być samotnym, trudno niech sobie radzą same, czas najwyższy.
Wkrótce kończę pięćdziesiąt lat. Nie mam pojęcia, czy dzieci zjawią się z życzeniami. Czy Twoim zdaniem, dobrze zrobiłem, stawiając ultimatum? Co Ty byś zrobił na moim miejscu?







![Razem w świątecznym czasie. Spotkanie opłatkowe dla osób samotnych w Fałkowie [zdjęcia]](https://tkn24.pl/wp-content/uploads/2025/12/Spotkanie-oplatkowe-dla-osob-samotnych-w-Falkowie-4.jpg)
