Maroko – jedno z najstarszych państw świata, którego historię od tysiącleci tworzą starożytne królestwa berberyjskie i późniejsze dynastie islamskie, a także epizod protektoratu francuskiego. To wszystko sprawia, iż Maroko jest mieszanką kultur berberyjskich, arabskich i europejskich.
Spędziliśmy tam fantastyczny, pełen wrażeń, intensywny tydzień. Była to dla nas pierwsza podróż do Afryki!
Największym wyzwaniem było wejście na Toubkal (4.167 m.n.p.m.) – nasz pierwszy czterotysięcznik w życiu. Niesamowity był też czas spędzony na Saharze – wielbłądy i noc pod gwiazdami. Marrakesz ze swoją intensywnością doznań oraz ksary i kasby wyglądające jak zamki z piasku budowane na bałtyckich plażach…
Nasz pomysł na Maroko wyglądał tak:
(czerwiec 2026)
Podróżowaliśmy rodzinnie, we czwórkę – ja, mąż, syn i brat męża. Z Polski lecieliśmy Ryanair, na miejscu zaś wypożyczyliśmy auto. Nocowaliśmy w Airbnb, pensjonacie, schronisku górskim, namiocie na pustyni, tradycyjnej kasbie i prawdziwym riadzie. W góry i na pustynię szliśmy/jechaliśmy z przewodnikiem.
Tak naprawdę to podróż zaczęła się dla nas kilka godzin przed wejściem wieczorem na pokład Ryanair w Balicach. Musieliśmy bowiem dojechać do Krakowa.
Marrakesz
(dzień 1 i 2)
Marrakesz – jedno z najstarszych i najważniejszych miast Maroko. Nazywany Czerwonym Miastem jest niewątpliwie jednym z symboli tego kraju.
Założony w XI wieku dzięki położeniu na skrzyżowaniu szlaków karawan rozwijał się, bogacił i przez stulecia był centrum politycznym, handlowym i religijnym regionu Maghrebu.
Marrakesz jest intensywny. I kolorowy. Głośny i gwarny po południu oraz wieczorami, tętniący życiem w nocy (przynajmniej w lecie). Ale jednocześnie cichy i senny o poranku. Spokojny. To miasto się trochę zwiedza, trochę chłonie.
Wylądowaliśmy w nim o nieludzkiej 00:30, tak więc pierwszą noc mieliśmy zarezerwowaną najbliżej lotniska jak się dało, w oddalonym o 10 min drogi na piechotę Airbnb. Rano ruszyliśmy zwiedzać miasto.
O atrakcjach Marrakeszu, noclegach i cenach więcej znajdziecie TUTAJ.
Po południu odebraliśmy na lotnisku zamówiony uprzednio w Budget samochód i ruszyliśmy na południe, do Imlil.
Imlil
(dzień 2)
Imlil to niewielka górska miejscowość w Maroku, położona w sercu Atlasu Wysokiego. Leży około 65km na południe od Marrakeszu, tak więc dojazd do niej zajął nam kilka ponad 1h.
Imlil leży na wysokości 1800-1900 metrów n.p.m. Nie jest to spójna wioska, raczej rozrzucona po okolicznych wzgórzach osada. Centrum znajduje się w najniższym punkcie. Imlil żyje z turystyki, także baza noclegowa jest tu spora.
My mieszkaliśmy w położonym znacznie wyżej (dojazd stromą, wąską i krętą drogą) pensjonacie Atlas Prestige, gdzie z tarasu mieliśmy fantastyczny widok na okoliczne szczyty i dolinę. Ponadto było to znacznie bliżej naszego punktu startowego na Toubkal – szlak zaczyna się w Aroumd, ostatniej wiosce przed wejściem w góry Atlasu Wysokiego.
Wyprawa na Toubkal
(dzień 3 i 4)
Toubkal (4.167 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Maroka, Atlasu Wysokiego i Afryki Północnej. Nasz pierwszy czterotysięcznik w życiu!
Pierwszego dnia mieliśmy do pokonania 11km i 1250m przewyższenia. Następnie nocleg w schronisku na wysokości 3200 metrów n.p.m. Po kilku godzinach snu w wieloosobowej sali, jeszcze grubo przed świtem ruszyliśmy znów w górę. Tym razem do przejścia było 950m przewyższenia na odcinku 3,5km.
Stromo! Były odcinki ze śniegiem albo z osuwającym się żwirem. A potem wzeszło słońce – magia! Na szczyt dotarliśmy po około 3,5h marszu. I zejście – równie trudne, tylko bez zadyszki .
Było ciężko, choćby bardzo ciężko, ale daliśmy radę! Trzeba przyznać, iż dla nas było to jedno z największych wyzwań fizycznych w życiu (a zakwasy w nogach mieliśmy przez kolejne 4 dni).
Jak i z kim zorganizować taką wędrówkę na własną rękę? Jak się przygotować? Co zabrać? Ile to kosztuje? Jak krok po kroku wygląda szlak? Wszystko znajdziecie TUTAJ.
Po zejściu ze szlaku mieliśmy nocleg w tym samym Atlas Prestige co poprzednio. Niektórzy zjedli jeszcze kolację, innym sił starczyło tylko na prysznic . Wszyscy przespaliśmy tę noc jak kamienie.
Droga przez Przełęcz Tizi n’Tichka
(dzień 5)
Po pysznym śniadaniu (w Atlas Prestige wybitnie karmią) ruszyliśmy w kierunku pustyni. Tego dnia mieliśmy do przejechania około 230km i Google wyznaczył tę trasę na 4-5h jazdy. Dlaczego? Bo trzeba się było przebić przez pasmo Atlasu Wysokiego, a konkretnie przełęcz Tizi n’Tichka z najwyżej położoną drogą w Maroku przebiegającą na wysokości 2205 metrów n.p.m. (droga krajowa N9).
Droga przez przełęcz została wybudowana w 1936 roku przez francuskie wojsko, zastępując dawny szlak karawanowy. Dziś jest kluczowym połączeniem między północą a południem Maroka. Trzeba jednak pamiętać, iż od listopada do marca na przełęczy często występują opady śniegu, a w razie ciężkich warunków jest ona zamykana (w całości lub w części).
W okolicy przełęczy położone są tradycyjne berberyjskie wioski oraz wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ufortyfikowana osada Ait Ben Haddou.
Wjechaliśmy na szlak karawan transsaharyjskich. To właśnie tędy przez całe wieki szły karawany – z Marrakeszu przez Góry Atlas i dalej przez Saharę do Timbuktu i z powrotem. A transportowano nimi złoto, sól, tkaniny, przyprawy, kość słoniową i niewolników.
Ait Ben Haddou
(dzień 5)
Ait Ben Haddou (Ajt Bin Haddu) to ksar, czyli otoczona murami ufortyfikowana osada. Wewnątrz ksarów znajdują się zwykłe berberyjskie domy i kasby – pojedyncze ufortyfikowane rezydencje należące do lokalnego władcy albo bogatej rodziny.
Kasby i ksary budowano głównie z gliny wymieszanej ze słomą i drewna, co genialnie izoluje wnętrza przed pustynnym skwarem. A wyglądają przy tym bajecznie!, trochę jak zamki z piasku.
Pod wieczór przeszliśmy przez most łączący nową część miasta z tą tradycyjną i szwendaliśmy się po uliczkach ksaru. Była też oczywiście obowiązkowo miętowa herbata .
Nocleg w takim miejscu polecamy szczególnie. Bo nie trzeba się nigdzie spieszyć. Bo można poczuć tę szczególną atmosferę. A wieczorem i rano cały ksar ma się adekwatnie dla siebie – przed tym, jak wycieczki jadące z Marrakeszu na pustynię w Merzouga zaczną robić sobie tu przystanki na szybkie foty i jeszcze szybsze zwiedzanie.
My nocowaliśmy w Kasbah Valentine – pensjonacie w stylu tradycyjnej kasby z fantastycznym tarasem na dachu.
Więcej o Ait Ben Haddou, zwiedzaniu, filmach i noclegu TUTAJ
Przejazd do Zagora
(dzień 6)
Kolejnego dnia rano ruszyliśmy znów w trasę. Mieliśmy przed sobą 188km w kierunku granicy z Algierią (N9). Po drodze, w Ouarzazate zwiedziliśmy kasbe Taourirt.
Kasbah Taourirt
Jest to jedna z największych kasb w całym Maroku. Była główną rezydencją rodziny Glaoui – jednego z najpotężniejszych rodów w historii nowoczesnego Maroka pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX wieku (w okresie francuskiego protektoratu również). Po odzyskaniu przez Maroko niepodległości w 1956 roku i utracie wpływów przez ród Glaoudi, kasba zaczęła podupadać. Majątek przeszedł na własność państwa, potem znów wrócił w ręce rodziny, aktualnie jest własnością gminy.
Rezydencja znajduje się w centrum Ouarzazate, naprzeciwko Muzeum Kinematografii, z którego słynie to miasto. Wstęp płatny 50MAD (19zł). Nam zwiedzanie zajęło niecałą godzinę.
Zagora
(dzień 6)
Na wczesne popołudnie dotarliśmy w umówione miejsce w mieście Zagora, gdzie spotkaliśmy się z Jounesem u którego wykupiliśmy dwudniową wyprawę na pustynię.
Zagora (Zaghura) leży w dolinie rzeki Draa, a rosnące w tej dolinie tysiące palm daktylowych niesamowicie kontrastują z pustynnym krajobrazem (jest to jeden z najważniejszych regionów uprawy daktyli w Maroku).
Miasto to jest też nazywane „Bramą Sahary”, ponieważ od wieków stanowiło punkt wypadowy dla karawan zmierzających na południe przez pustynię. Słynny drogowskaz „Tombouctou 52 jours” (Timbuktu – 52 dni), oznacza właśnie przybliżony czas podróży karawany wielbłądów z Zagory do Timbuktu.
Wyprawa na pustynię
(dzień 6 i 7)
Po godzinie 14:00 ruszyliśmy z Zagora autem 4×4 ku pustyni. W jeepie była tylko nasza czwórka, przewodnik i kierowca. Po 100km (ok. 2h) dotarliśmy do ostatniej większej osady przed Saharą. Tam skończył się asfalt. Kolejne 60km (też ok. 2h) to offroad w głąb pustyni. Pod wieczór dotarliśmy do naszego campu. O złotej godzinie próbowaliśmy sandboardingu i spacerowaliśmy po wydmach. Potem kolacja, ognisko i nocleg pod gwiazdami. Drugiego dnia jeszcze przed świtem czekały na nas wielbłądy. Poszliśmy w pustynię, aby wschód słońca przywitać z najwyższej wydmy w okolicy. Po powrocie śniadanie i odwrót. W Zagora byliśmy ok. 12:00.
Wszystkie szczegóły, ceny i kontakt znajdziecie TUTAJ
Powrót do Marrakeszu
(dzień 7)
Po dojechaniu do Zagory przesiedliśmy się sprawnie w nasze wypożyczone auto i zaczęliśmy żmudny odwrót do Marrakeszu. Trasa była długa i niełatwa (355km) i zajęła nam ponad 7h (z obiadem).
W Marrakeszu oddaliśmy samochód na lotnisku i już po ciemku zajechaliśmy taksówką do nieturystycznej, lokalnej części mediny, w której mieliśmy zarezerwowany nocleg w prawdziwym riadzie (Riad La Joie).
Riad, czyli tradycyjny marokański dom z wewnętrznym dziedzińcem, na którym skupia się cała uwaga. To serce domu z roślinami, fontanną i otwartym dachem, przez który słychać śpiew ptaków. Wokół tego dziedzińca-ogrodu na kilku kondygnacjach rozmieszczone są niewielkie pokoje.
Marrakesz i lot do Polski
(dzień 8)
Ostatniego dnia poszwendaliśmy się jeszcze po medinie i soukach Marrakeszu. Kupiliśmy kilka drobiazgów, napiliśmy się miętowej herbaty.
Lot powrotny mieliśmy o 15:30, na szczęście bez opóźnień wylądowaliśmy w Krakowie o 21:00. I tak czekała nas jeszcze ponad trzygodzinna trasa do domu.
KOSZTORYS (4 osoby, czerwiec 2026)
– Przelot: Ryanair Kraków – Marrakesz – Kraków: 645zł/os. (bez bagażu)
– Wynajem auta: 560zł/6 dni (Budget, klasa compact, dostaliśmy prawie nowego Peugeota 208)
– Paliwo: w przeliczeniu ok. 5,7zł/litr
– Noclegi: średnio płaciliśmy 260zł/noc w pokoju czteroosobowym ze śniadaniem
– Wyżywienie: Obiad/kolacja: średnio 50zł/os. (menu zupa/sałatka, danie główne, deser, herbata). W miejscach nieturystycznych (na trasie) zjedliśmy takie menu za 26zł/os. Herbata miętowa: 6zł. Sok wyciskany z pomarańczy: 8zł
– Zwiedzanie: Wyprawa na Toubkal kosztowała nas 120 euro/os. ; na pustynię zaś 125 euro/os. Wejściówki do pałaców, medres, muzeów itp. to koszt 20-40zł za osobę.
Doliczywszy do tego dodatki takie jak dojazd do Krakowa, parking, 1 bagaż rejestrowany, pamiątki, itp. budżet naszej wyprawy wyniósł niecałe 3.300zł na osobę (4 osoby, 8 dni)
Wszystkie wpisy o Maroku znajdziecie tutaj: Maroko
Podobał Ci się wpis? Będzie mi bardzo miło, o ile podzielisz się nim ze znajomymi i zostaniesz moim stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku i






