Mamo, żenię się! wesoło oznajmił syn.
Cieszę się odpowiedziała bez większego entuzjazmu Halina Szymańska.
Mamo, czemu jesteś taka posępna? zdziwiony zapytał Paweł.
Nic Gdzie zamierzacie mieszkać? spytała matka, mrużąc oczy.
Tutaj. Przecież nie masz nic przeciwko, prawda? rzucił syn. Mamy trzy pokojowe mieszkanie, chyba się pomieścimy?
Czy ja mam w ogóle wybór? dopytała Halina.
No bo wynajem mieszkania to majątek westchnął Paweł. Dziś za kawalerkę trzeba wyłożyć takie pieniądze, iż na jedzenie by nam nie starczyło Ale to tylko na chwilę, popracujemy, odłożymy złotówki i kupimy swoje. Tak będzie szybciej.
Halina wzruszyła ramionami.
Oby tak było odpowiedziała. Dobrze, możecie zamieszkać tyle, ile zechcecie, ale mam dwa warunki: rachunki za media dzielimy na trzech, a sprzątaczką nie będę!
Jasne, mamo, jak mówisz zgodził się od razu Paweł.
Młodzi wzięli skromny ślub i zamieszkali razem: Halina Szymańska, syn Paweł i synowa Milena.
Już od pierwszego dnia obecności młodych Halina zaczęła nagle mieć ważne sprawy na mieście. Młodzi wracali z pracy, a w mieszkaniu nie było matki, garnki puste, nieład gdzie zostawili, tam wszystko leżało.
Mamo, gdzie byłaś? wieczorem zaskoczony pytał syn.
Wiesz, Pawełku, zadzwonili z Domu Kultury, zaprosili mnie do chóru pieśni ludowych przecież mam głos, jak wiesz
Naprawdę?! zdziwił się syn.
Pewnie! Już kiedyś ci wspominałam! Spotykają się tam emeryci, śpiewają, piją herbatę. Bardzo mi się tam podobało. Jutro znów idę! z werwą powiedziała Halina.
A jutro też chór? dopytywał syn.
Nie, jutro wieczór literacki, będziemy czytać Mickiewicza a wiesz, jak ja kocham jego poezję!
Serio? zaskoczony był syn.
Mówiłam ci już! Nieuważny jesteś dla swojej matki! z lekkim wyrzutem odpowiedziała Halina.
Milena obserwowała rozmowę bez słowa.
Od ślubu syna Halina dosłownie odżyła: uczęszczała na rozmaite zajęcia dla seniorów, spotykała się z dawnymi i nowymi koleżankami, które nieraz tłumnie pojawiały się w mieszkaniu, okupowały kuchnię do późnej nocy, piły herbatę, jadły ciasteczka kupione po drodze i grały w bingo. Czasem Halina spacerowała, innym razem zachwycona oglądała seriale, nie słysząc nawet, jak domownicy wracają z pracy i ją witają.
Do obowiązków domowych podchodziła bardzo stanowczo nie robiła nic, zostawiając wszystko synowi i synowej. Początkowo nie protestowali, później Milena zaczęła rzucać ukradkowe spojrzenia, potem pojawiły się niezadowolone szeptanki, a z czasem Paweł zaczął głośno wzdychać. Halina jednak zupełnie nie przejmowała się tymi drobiazgami, ciesząc się aktywnym życiem jak na swój wiek.
Pewnego dnia wróciła do domu wyjątkowo szczęśliwa, podśpiewując Szła dzieweczka do laseczka. Weszła do kuchni, gdzie młodzi smętnie jedli świeżo ugotowany rosół, i oznajmiła z radością:
Kochani, możecie mi pogratulować! Poznałam wspaniałego mężczyznę i jutro jedziemy razem do sanatorium! Prawda, iż dobrze się składa?
Prawda przytaknęli zgodnie Paweł z Mileną.
A to coś poważnego? zapytał ostrożnie syn, obawiając się, iż może pojawić się nowy lokator.
Na razie nie wiem, zobaczymy po wyjeździe odparła Halina, nalała sobie rosołu, zjadła z apetytem i choćby poprosiła o dokładkę.
Po powrocie Halina była rozczarowana. Stwierdziła, iż Władysław to nie ten poziom i się rozstali, ale od razu dodała, iż przed nią jeszcze wiele dobrego! Zajęcia, spotkania i spacery trwały w najlepsze.
W końcu, gdy młodzi po raz kolejny wrócili do nieposprzątanego mieszkania, z pustymi garnkami, Milena nie wytrzymała i zła zatrzasnęła pustą lodówką, po czym powiedziała z irytacją:
Pani Halino! Może zajęłaby się pani również domem? Mamy bałagan! W lodówce pusto! Czemu to my mamy sprzątać i gotować, a pani nie?
Why takimi drażliwi jesteście? ze zdziwieniem spytała Halina. A gdybyście mieszkali sami, kto by wam robił domowe porządki?
Ale pani tutaj jest! odparła stanowczo Milena.
Nie jestem tu służącą, by pracować od rana do wieczora. Swoje już odrobiłam! I ostrzegłam Pawła, iż gospodynią nie będę, to był mój warunek. To, iż ci nie powiedział, to już nie moja wina rzekła Halina.
Myślałem, iż żartujesz bąknął Paweł.
Czyli chcecie mieszkać wygodnie, a do tego żebym za wszystkich sprzątała i gotowała? Nie! Jak powiedziałam, tak będzie! jeżeli coś przeszkadza, można żyć oddzielnie zdecydowanie powiedziała Halina i poszła do swojego pokoju.
Następnego ranka, jakby nigdy nic, podśpiewując Hej, sokoły, założyła elegancką bluzkę, pomalowała usta na czerwono i ruszyła do Domu Kultury, gdzie czekał ją chór pieśni ludowych
Czasem życie z bliskimi to sztuka kompromisów i wzajemnego szacunku warto pamiętać, iż każdy ma prawo decydować o własnej codzienności, by nie zatracić w niej siebie i euforii życia.









