Mama, uśmiechnij się
Nie lubiłam, gdy do naszego domu przychodziły sąsiadki i prosiły moją mamę, by zaśpiewała jakąś piosenkę.
Haniu, zaśpiewaj coś, taki masz ładny głos, a jak pięknie tańczysz zaczynała mama, sąsiadki dołączały, i czasem cała gromada tańczyła razem na podwórku.
Wtedy mieszkaliśmy jeszcze na wsi, w naszym własnym domu. Miałam młodszego brata, Antosia. Mama była pogodna i serdeczna, a gdy już sąsiadki wychodziły, mawiała do nich:
Przyjdźcie znowu, dobrze nam się razem siedziało, czas minął jak z bicza strzelił a one obiecywały, iż tak zrobią.
Nie wiem, dlaczego nie lubiłam, gdy mama śpiewała i tańczyła. Może się wtedy wstydziłam. Chodziłam wtedy do piątej klasy i pewnego dnia powiedziałam jej:
Mamo, nie śpiewaj i nie tańcz, proszę wstydzę się choć sama nie rozumiałam, skąd to uczucie.
Dziś, już jako dorosła i matka, nie potrafię tego wyjaśnić. Mama odpowiedziała jednak spokojnie:
Haniu, nie wstydź się, gdy śpiewam. Przeciwnie, ciesz się. Przecież nie będę przez całe życie śpiewać i tańczyć. Teraz jestem jeszcze młoda
Nie pomyślałam wtedy, iż nie zawsze życie jest radosne.
Kiedy byłam w szóstej klasie, a Antoś w drugiej, tata nas opuścił. Spakował rzeczy i odszedł na zawsze. Nie wiedziałam, co zaszło między mamą i tatą. Dopiero jako nastolatka spytałam:
Mamo, dlaczego tata od nas odszedł?
Dowiesz się, jak dorośniesz odpowiedziała mama.
Nie była wtedy gotowa powiedzieć mi, iż przyłapała tatę w ich domu z inną kobietą Weroniką, która mieszkała nieopodal. My z Antosiem byliśmy wtedy w szkole, a mama wróciła przypadkiem, bo zapomniała portfela z pieniędzmi.
Drzwi były otwarte, co ją zdziwiło, bo tata powinien być w pracy było jeszcze przed południem. Weszła więc do środka i zobaczyła w sypialni to, czego żadna żona zobaczyć nie powinna. Zaniemówiła, a tata i Weronika spojrzeli na nią, jakby się nic nie stało.
Wieczorem, gdy ojciec wrócił z pracy, była kłótnia. My bawiliśmy się wtedy z bratem na podwórku i nic nie słyszeliśmy.
Spakowałam ci rzeczy, są w torbie w sypialni powiedziała mu mama. Idź. Tego ci nigdy nie wybaczę.
Tata wiedział, iż przebaczenia nie uzyska, ale próbował jeszcze rozmawiać.
Haniu, głupio wyszło, może to zostawmy za sobą? Mamy przecież dzieci.
Powiedziałam wszystko. Idź zakończyła rozmowę mama i wyszła na dwór.
Tata zabrał rzeczy i wyszedł. Mama patrzyła na niego zza rogu domu, łzy ciekły jej po policzkach.
Damy radę, jakoś przeżyjemy z dziećmi myślała, trzymając się ledwo na nogach. Nigdy nie wybaczę zdrady.
I nie wybaczyła. Została sama z dwójką dzieci. Wiedziała, iż będzie ciężko, ale ile zrozumiała dopiero później. Musiała pracować na dwa etaty: w dzień sprzątała w gminie, w nocy pracowała w piekarni. Nie dosypiała, a uśmiech zgasł jej na zawsze.
Ojciec mieszkał niedaleko, tylko cztery domy dalej, z Weroniką. Miała syna w wieku Antosia, chłopcy chodzili do tej samej klasy. Mama nigdy nie zabroniła nam, dzieciom, kontaktów z ojcem; odwiedzaliśmy go czasem i bawiliśmy się wspólnie, ale na posiłki zawsze wracaliśmy do siebie. Weronika nie częstowała nas choćby herbatą. Mama jednak nie miała nic przeciwko temu, iż syn Weroniki czasem przychodził z nami, dla wszystkich miała jedzenie.
Nigdy już nie widziałam, żeby mama się uśmiechała. Była dobra i opiekuńcza, ale zamknięta w sobie.
Czasem wracając ze szkoły, bardzo chciałam, żeby mama ze mną rozmawiała, więc opowiadałam jej o tym, co się działo:
Mamo, wyobraź sobie, Geniu przyniósł do klasy kotka i cały dzień kotek miauczał podczas lekcji. Pani wychowawczyni myślała, iż to Geniu wydaje głosy, i go skrzyczała, a my powiedzieliśmy:
On ma kotka w tornistrze! wtedy pani wygoniła go z klasy i kazała przyjść bez zwierzaka, choćby jego mamę chciała wezwać do szkoły.
Tak Rozumiem odpowiadała mama, jakby nic jej nie cieszyło.
W nocy słyszałam, jak długo płakała. Stawała przy oknie i patrzyła gdzieś daleko, w ciemność. Dopiero kiedy sama zostałam dorosła, zrozumiałam:
Mama musiała być bardzo zmęczona. Przecież harowała na dwóch etatach, nie spała po nocach. Pewnie też brakowało jej witamin. Bardzo się dla nas starała wspominałam nieraz. Zawsze mieliśmy czyste i zadbane ubrania. Byliśmy schludni.
A wtedy często prosiłam:
Mamo, uśmiechnij się, tak dawno nie widziałam twojego uśmiechu.
Mama bardzo nas kochała, chociaż okazywała to na swój cichy sposób. Bardzo rzadko nas przytulała, ale czasem pochwaliła za dobre stopnie i to, iż nie sprawiamy kłopotów. Dobrze gotowała, w domu zawsze panował porządek.
Czułam jej miłość, kiedy zaplatała mi warkocze. Gładziła mnie wtedy po głowie tak smutno, iż ramiona jej aż opadały. Mama wcześnie zaczęła tracić zęby, ale nie robiła sobie nowych.
Po skończeniu szkoły choćby nie myślałam, by gdzieś wyjechać na studia. Mama by została sama, a na dojazdy trzeba by mieć pieniądze. Zostałam w domu i podjęłam pracę w sklepiku niedaleko. Chciałam pomóc mamie, bo Antoś gwałtownie rósł i potrzebował nowych ubrań i butów.
Pewnego dnia do sklepu przyszedł Michał nie był z naszej wsi, ale z sąsiedniej, oddalonej o osiem kilometrów. Od razu mu się spodobałam, mimo iż był ode mnie dziewięć lat starszy.
Jak ci na imię, śliczna dziewczyno? uśmiechnął się nowa tu jesteś? Nie widziałem cię wcześniej.
Hanna. Też pana nie kojarzę.
Jestem Michał. Mieszkam w pobliskiej wsi przedstawił się.
Tak się poznaliśmy. Michał coraz częściej podjeżdżał do sklepiku po mnie wieczorami, a potem woził na spacery, zaprosił do swojego domu. Mieszkał z mamą, która bardzo już chorowała; z żoną się rozstał ona zabrała córkę i wyjechała do miasta, nie chcąc zajmować się teściową.
Michał miał duże gospodarstwo i dom był porządny, stoły uginały się od mięsa, śmietany, łakoci. Bardzo mi się tam podobało. Mama Michała leżała w swoim pokoju.
Haniu, wyjdź za mnie powiedział pewnego dnia. Bardzo cię polubiłem. Tylko muszę uprzedzić opieka nad mamą spadnie też na ciebie, ale ja będę pomagał.
Nie odpowiedziałam od razu, ale w głębi serca się ucieszyłam. Opieka nad chorą nie wydawała mi się trudna. Michał patrzył na mnie z napięciem.
Dobrze, zgadzam się powiedziałam w końcu, a on bardzo się ucieszył.
Haniu, nie sądziłem, iż taka młoda dziewczyna jak ty zgodzi się zostać żoną starszego, rozwiedzionego faceta. Obiecuję, nigdy cię nie skrzywdzę, będziemy szczęśliwi.
Michał pracował i pomagał przy domu. Po ślubie przeprowadziłam się do niego. Prawdę mówiąc, już nie chciałam mieszkać w domu rodzinnym. Antoś dorastał, uczył się w technikum samochodowym w powiecie, zjeżdżał do domu tylko na weekendy i święta.
Czas mijał. Naprawdę byłam szczęśliwa z mężem. Urodziłam dwóch synów, jeden po drugim. Nie pracowałam zawodowo, bo zajęć w domu i z dziećmi było mnóstwo. Teściowa zmarła po dwóch latach wspólnego życia. Gospodarstwo jednak było duże, pracy nie brakowało. Michał powtarzał czasem:
Nie dźwigaj wiader, sam wszystko zrobię. Twoje zadanie to wydoić krowę, nakarmić kury i kaczki. Świniom dam radę sam.
Czułam, iż mąż mnie kocha i szanuje, dla synów był najlepszym ojcem. Choć w rodzinnym domu nie mieliśmy wielkiego gospodarstwa, wszystkiego się dowiedziałam już tutaj. Michał był hojny.
Haniu, podwieźmy mamie mięsa, śmietany, mleka. Ona musi wszystko kupować, a my przecież mamy swoje, z gospodarstwa.
Mama przyjmowała wszystko z wdzięcznością, ale i tak nigdy się nie uśmiechała. choćby przy wnukach była poważna. Jeździliśmy do niej często, żal mi jej było. Nie wiedziałam, co zrobić, by mama znów ożyła.
Haniu, może porozmawiasz z księdzem w kościele? Może coś doradzi zasugerował Michał, a ja złapałam się tej myśli.
Ksiądz obiecał modlić się za mamę i powiedział:
Módl się, by twoja mama spotkała na swojej drodze dobrego człowieka.
Modliłam się więc, prosiłam Boga.
Pewnego razu mama zwróciła się do mnie:
Haniu, pożyczysz mi kilka złotych? Chcę zrobić nowe zęby, bo już nie mam siły się męczyć.
Oczywiście, mamo, choćby wszystko zapłacę! ucieszyłam się, wiedząc jednak, iż mama nie pozwoliłaby na taki gest.
Dałam jej brakujące pieniądze, a ona od razu zapewniła, iż odda. Potem przez pewien czas nie miałam okazji jechać do niej, rozmawiałyśmy przez telefon. Mąż był zajęty, pomagał swojemu wujkowi Karolowi, który właśnie przeprowadzał się z powiatu do naszej wsi. Małżeństwo mu nie wyszło, dzieci dorosły, żona wyrzuciła go z domu. Michał pomagał wujowi załatwiać wszystkie formalności związane z zakupem domu, dobrego i solidnego.
Byliśmy parę razy w nowym domu u wujka. Aż któregoś wieczoru mąż powiedział:
Wiesz, mam wrażenie, iż wujek Karol chce się ożenić. Wpadłem do niego ostatnio, rozmawiał przez telefon i coś mi się zdaje
Słusznie zrobi, jeszcze nie jest taki stary ucieszyłam się dom ma porządny, gospodyni się przyda.
Wkrótce odwiedził nas sam Karol.
Chciałbym was zaprosić w gości. Spotkałem swoją dawną miłość razem chodziliśmy do szkoły. Jutro ją sprowadzam, za dwa dni wpadnijcie.
Po dwóch dniach, z prezentami, poszliśmy z Michałem do nowego domu wujka. Weszłam do środka i aż mnie zamurowało. Przy drzwiach stała moja mama. Gdy mnie zobaczyła, speszyła się, ale uśmiechała się szeroko. Bardzo wypiękniała widziałam, jak się zmieniła.
Mamo! Tak się cieszę Dlaczego mi nic nie mówiłaś?
Nie chciałam wcześniej zapeszać A nuż by się nie udało.
Wujku Karolu, dlaczego nic nie wspomniałeś?
Bałem się, iż Anna się rozmyśli Teraz jesteśmy szczęśliwi.
Z Michałem cieszyliśmy się bardzo. Mama wreszcie promieniała i wciąż się uśmiechała.
Dziękuję za wysłuchanie tej opowieści. Niech wam w życiu szczęście dopisuje.










