– Mamo, poznaj, to Agnieszka – powiedział Kamil, lekko zawstydzony.
Dziewczynę przywiózł do domu późnym wieczorem.
– Dobry wieczór – odpowiedziała Barbara, patrząc niechętnie na gościa.
– Jak dobrze wybraliście czas na poznanie się! Do północy pięć minut.
– Ja mówiłam Kamkowi, iż jest późno – gwałtownie wtrąciła Agnieszka.
– Ale on nigdy nie słucha. Uparty jak osioł.
„Jaka spryciara – pomyślała Barbara. – Sama się tłumaczy, a jego obgaduje”.
– No, wchodźcie – rzuciła tylko matka.
Bez słowa poszła do sypialni.
Co innego miała zrobić w środku nocy?
Syna z domu nie wyrzuci, choćby przez dziwną dziewczynę.
Chcą razem mieszkać? Dobrze, niech mieszkają.
Ale matka jest po to, by chronić syna.
Barbara postanowiła prędko otworzyć mu oczy.
Kamil sam się ucieszy, gdy się uwolni.
Całą noc nie spała, układając plan.
Nie była przeciwna małżeństwu syna.
Chłopak ma trzydzieści lat, pora na rodzinę.
Ale nie z taką dziewczyną!
Po pierwsze, wyraźnie młodsza, więc pewnie lekkomyślna.
Jaka z niej żona, jaka matka?
Po drugie, jej zachowanie mówiło wszystko.
Zjawiła się w nocy i choćby nie przeprosiła.
W zasadzie oskarżyła jej ukochanego syna.
A potem jeszcze została na noc!
Czy to u niej pierwszy raz, czy codzienność?
Po trzecie – po prostu się nie spodobała.
Więc Kamilkowi gwałtownie się znudzi.
Po co więc tracić na nią czas?
Plan okazał się niepotrzebny.
Agnieszka sama dała Barbarze powody do ataku.
Pierwszy sygnał przyszedł już rano.
Dziewczyna poszła pod prysznic i wyszła po godzinie.
Kamil nerwowo krążył po mieszkaniu.
– Synku, o co chodzi? – zapytała Barbara słodko.
– Dziewczyna się stroi, chce ci się podobać.
– Ale ja muszę do pracy!
– To zapukaj i powiedz, iż nie jest sama w mieszkaniu.
– Niewygodnie – mruknął Kamil. – Pogadam z nią potem.
– A ty, mamo, nie spóźnisz się?
– Ja dawno się ogarnęłam. Naopiekłam racuchów.
– Siadaj, zjedz śniadanie.
– Jeszcze się nie umyłem!
– Umyjesz się później, teraz się posil.
Kamil usiadł do stołu.
W tym momencie z łazienki wyszła Agnieszka, z ręcznikiem na głowie.
Wyglądała prześlicznie.
– W końcu! – krzyknął Kamil i rzucił się do lustra.
Szybko się umył, ogolił, złapał racucha.
Wybiegając, rzucił na odchodne:
– Do wieczora! Mam nadzieję, iż się dogadacie.
– Kamil! – zawołała Agnieszka. – Mieliśmy jechać po moje rzeczy.
– Pojedziemy wieczorem. Nudź się! – dobiegło z klatki schodowej.
Barbara zamknęła drzwi za synem i odwróciła się do Agnieszki.
– Nie wstyd ci?
– Nie – uśmiechnęła się dziewczyna. – A powinno?
– Kamil przez ciebie się spóźni do pracy!
– Nie spóźni się, złapie taksówkę.
– Pamiętaj, nie jesteś tu sama.
– jeżeli chcesz stać godzinę pod prysznicem, wstawaj wcześniej.
– Już tak nie zrobię – powiedziała Agnieszka. – Przepraszam.
Barbara choćby się zmieszała, liczyła na awanturę.
– No dobra – burknęła i poszła do łazienki.
Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to otwarta tubka pasty.
Stara, nieużyta, leżała tuż obok.
– Agnieszka, po co otworzyłaś nową pastę?
– Ta mi bardziej pasuje.
– Mam nadzieję, iż przywieziesz swoją i swój szampon?
– Oczywiście, Barbaro Janowno.
– I ręczniki!
– Przywiozę.
Jak Barbara nie próbowała zaczepić, Agnieszka nie dała powodu do kłótni.
Wszystkiemu przytakiwała, pokornie kiwała głową.
W końcu Barbara postanowiła działać bez ogródek.
– Po co tu przyszłaś?
– Kochamy się z Kamilem.
– No pewnie, iż go kochasz! Tylko nie rozumiem, co on w tobie znalazł.
– Nie pytałam.
– A kim są twoi rodzice?
– Mama pracuje w fabryce, jest szwaczką.
– A ojciec?
– Nigdy go nie widziałam.
– Jasne. Bez ojca. I jak chcesz być dobrą żoną dla mojego syna?
– Postaram się.
– Staraj się, nie staraj – nic z tego nie wyjdzie.
– Mój syn cię nie kocha, tylko mu się wydaje.
– Ja go znam najlepiej! I nigdy się z tobą nie ożeni.
– Przecież i tak na wszystko się zgadzasz.
– On mnie kocha – głos Agnieszki zadrżał. – Jestem pewna.
– Na próżno się łudzisz, dziewczyno.
















