Wiesz co, opowiem Ci historię o małym chłopcu Januszku. On znał swoją mamę odkąd tylko pamiętał, dosłownie od czasów, gdy był w pieluszkach. Byli ze sobą zawsze, prawie jak drużyna nie do rozdzielenia. Ojciec? choćby go nie poznał. Odszedł od mamy zanim mały Januszek przyszedł na świat.
Pewnego wieczoru, Januszek obiecał sobie, iż będzie dzielny i poczeka na mamę, aż wróci do domu. Taki był mały bohater miał wtedy może pięć lat. Minęła godzina, potem druga ale mama wciąż nie wracała. Chłopiec, zapłakany, poszedł sprawdzić sypialnię, bo może mama już tam była. Niestety, nie było jej. choćby buty, w których wyszła, też zniknęły.
Strach zaczął go ogarniać, znowu zapłakał. Tak właśnie z twarzą mokrą od łez, zasnął.
Obudził się, gdy promienie słońca wpadały przez okno na jego łóżeczko. Wstał i od razu ruszył szukać mamy po całym mieszkaniu. Nie odważył się pójść do sąsiada za ścianą. Mama zawsze powtarzała, żeby się tam nie kręcił mieszkał tam wujek Heniek, wiecznie podpity i porywczy, krzyczał często na wszystkich. Mały się go bał jak ognia.
Januszek postanowił wyjść na dwór. Może mama była tam, może tylko na chwilę wyskoczyła Przechodnie totalnie go zignorowali, choćby nie spojrzeli w jego stronę. Chłopiec w końcu był tak zmęczony szukaniem, iż usiadł na ławce. Siedziała tam taka starsza pani, typowa babcia jak z Powiśla. Popatrzyła na niego i spytała, co się stało, a jak usłyszała jego zapłakaną opowieść, pokiwała głową, dała mu jabłko i poradziła po prostu wrócić do domu myślała, iż po prostu rozrabia.
Ale Januszek się nie poddawał. Dalej szukał mamy. Nikt z dorosłych mu nie pomógł, wszyscy zajęci swoimi sprawami. Mały w końcu tak się zmęczył i zmarzł, iż zasnął w parku na ławce. Zaczął zapadać zmrok, zrobiło się chłodno i dokuczał mu głód.
Ktoś w końcu wezwał policję. Zabrali go do komisariatu, potem przekazali jakiejś cioci z opieki.
Chcę do mamy! płakał Januszek, mając nadzieję, iż może zaraz mama się pojawi, ale w pokoju, do którego go wprowadzono, nie było żadnej mamy.
Potem przyszła inna ciocia z opieki społecznej, dała mu czyste ubrania, pomogła się przebrać i zabrała za rękę w inne miejsce. Trafił do dużej sali, gdzie było więcej dzieci w podobnej sytuacji. Stał przez chwilę przy ścianie, taki zdezorientowany, aż dotarło do niego, iż mama jest już naprawdę daleko. Tak daleko, iż pewnie już nigdy do niego nie wróci.
P.S. Wiesz Mama Januszka wieczorem wyszła z domu i potrącił ją samochód. Zginęła na miejscu.













