Mama kazała, żebyś sam opłacał swoje rachunki rzucił mój ojciec.
Stałem przed lustrem w łazience, równomiernie rozprowadzając krem po twarzy. Lato dopiero rozgrzewało się, a w mieszkaniu już panował przyjemny chłód dzięki klimatyzacji. Za oknem w Warszawie w lipcu słońce wyżarzało asfalt, a w domu panowała przyjemna temperatura.
Znów nowy krem? zapytał Michał, patrząc na żonę zza gazety.
Nie nowy, odpowiedziała spokojnie Jadwiga. Ten sam, co miesiąc temu.
Michał skinął głową i wrócił do lektury. Takie rozmowy stały się naszą codziennością. Zawsze interesowałem się wydatkami żony, ale nie narzucałem ograniczeń. Pieniądze w rodzinie były wspólne i każdy wydawał je wedle potrzeb.
Jadwiga pracowała księgową w dużej firmie budowlanej. Pensja była solidna i stabilna. Ja pracowałem jako ślusarz w zakładzie, zarabiałem nieco mniej, ale też przyzwoicie. Żyliśmy komfortowo, mogliśmy raz w roku wyjechać na wakacje i pozwolić sobie na drobne przyjemności.
Od początku małżeństwa Jadwiga sama płaciła za swoje potrzeby. Nie dlatego, iż mnie zmuszała, ale dlatego, iż wydawało się to słuszne. Szampon, odżywka, kosmetyki, ubrania wszystko kupowała sama. Nigdy nie sprzeciwiałem się, uważałem to za naturalne.
Idę dziś do manicurzystki, powiedziała przy śniadaniu.
Dobrze, odparłem, smarując chleb masłem. Ja po pracy z Jarkiem pojadę do garażu, posłuchamy silnika.
Rozmowa typowa dla zwykłej pary. Jadwiga uczęszczała na manicure już trzy lata, raz w tygodniu. Dbała o wygląd dłoni, szczególnie w pracy, gdzie kontaktowała się z klientami.
Nigdy nie komentowałem tych wyjść. Wręcz przeciwnie, byłem dumny z pięknej żony. Jadwiga naprawdę dbała o siebie: dwa razy w tygodniu chodziła na siłownię, regularnie odwiedzała kosmetologę, nosiła dobrą odzież. W wieku trzydziestu pięciu lat wyglądała młodziej niż jej lata.
Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się po wizycie teściowej. Helena Kowalska przyjechała na weekend, jak zwykle. Była dominującą osobą, przyzwyczajoną do wyrażania zdania na każdy temat.
Jadwiga znów idzie do salonu? zapytała matka Michała, gdy zięć poszedł w kąpiel.
Tak, do manicurzystki, odpowiedziałem.
Co tydzień? westchnęła Helena. Czy to nie za dużo?
Mamo, co w tym złego? Jadwiga pracuje, może sobie pozwolić, broniłem żony.
Może i tak, przyznała matka. Tylko po co tak często? Całe życie malowałam paznokcie sama i wyglądałam dobrze.
Pokręciłem ramionami. Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad częstotliwością jej wizyt w salonie.
A te kosmetyki! kontynuowała Helena. W łazience widziałam pojemniki po trzy tysiące złotych.
Mamo, a co z tym? odpowiedziałem z lekkim rozdrażnieniem.
Pamiętaj, iż pieniądze są wspólne. Pracujesz ciężko, a te wydatki idą na błahostki.
Rozmowa zakończyła się, ale nasiona wątpliwości już zasiane. Zacząłem zwracać uwagę na wydatki żony, niekoniecznie celowo, po prostu dlatego, iż słowa teściowej utkwiły mi w głowie.
Rzeczywiście, Jadwiga kupowała drogie kosmetyki: kremy, serum, maseczki wszystko kosztowało sporo. Ubrania też nie były tanie. Nie markowe, ale solidne.
Po co ci trzy pary letnich sandałów? zapytałem kiedyś, widząc nowy zakup.
Po co? zdziwiła się Jadwiga. Różne kolory, do różnych strojów.
Mogłaś kupić jedną uniwersalną parę.
Mogłabym, ale podoba mi się to.
Zamilkłem, ale w środku narosło nieznane rozdrażnienie. Nigdy wcześniej nie przywiązywałem wagi do jej zakupów, a nagle wydawało się, iż wydaje za dużo.
Kolejna wizyta matki pogorszyła sytuację. Helena przyjechała w środku upału, kiedy temperatura była nie do zniesienia.
Rozpuściłeś ją, powiedziała przy kolacji, gdy Jadwiga gotowała. Co tydzień manicure, co dwa tygodnie kosmetolog. A w domu tyle pracy.
Mamo, co z tym? Mieszkanie czyste, Jadwiga dobrze gotuje.
Zawsze jest czegoś za mało, odrzekła. A pieniądze lecą na wiatr. Policz, ile wydajecie na salony.
Zacząłem liczyć. Manicure kosztował półtora tysiąca złotych tygodniowo, czyli sześć tysięcy miesięcznie. Kosmetolog co dwa tygodnie po trzy tysiące, czyli kolejne sześć. Razem dwanaście tysięcy.
To sporo, przyznałem.
Właśnie, skinęła Helena. Ty milczysz. Należy ją pouczać, a nie spełniać wszystkie kaprysy.
Wieczorem po wyjeździe teściowej zapytałem żonę:
Jadwiga, możemy pogadać?
Oczywiście, odparła, odkładając czystą zastawę do szafki.
Nie wydajesz się uważać, iż chodzisz do salonów za często?
Co masz na myśli za często?
No, manicure co tydzień, kosmetolog co dwa tygodnie… Może trochę rzadziej?
Dlaczego? zdziwiła się. Lubię wyglądać dobrze i mam na to pieniądze.
Pieniądze są, ale można i oszczędniej, zasugerowałem ostrożnie.
Oszczędniej? zmarszczyła brwi Jadwiga. Na czym? Na piwie z kumplami? Na wędkowaniu? Na nowych narzędziach do garażu?
Poczuliśmy, jak nasze policzki się rozgrzewają. Nie liczyłem dotąd moich wydatków za niepotrzebne.
To inne, wymamrotałem.
Co inne? naciskała żona.
To męskie potrzeby.
A moje nie потребы? podniosła głos.
Nie chodzi o to, iż nie są potrzebne, po prostu
Rozumiem, krótko odparła i wyszła z kuchni.
Rozmowa pozostawiła nieprzyjemny posmak. Nie mogłem przestać myśleć o słowach matki. Czy naprawdę wydaję za dużo?
Z czasem zaczęły się drobne pretensje. Zauważałem nową szminkę w jej kosmetyczce, przytykałem kolejny wyjazd do manicurzystki.
Znów do salonu? zapytałem, gdy widziałem, iż szykuje się wyjść.
Tak, krótko odpowiedziała.
A rachunki za media nie są opłacone.
To opłać, zdziwiła się.
Gdzie pieniądze? Wydajesz je na piękność.
Jadwiga stała jak wryta, trzymając torbę.
Jaki piękność? Manicure kosztuje półtora tysiąca, a media osiem, co ma wspólnego?
Bo wydajesz na bzdury, burknąłem.
Bzdury? powtórzyła cicho.
Nie bzdury, ale można bez tego obejść się.
Zamilkła i poszła. Ja zostałem z poczuciem zwycięstwa, jakbym w końcu postawił żonę na miejscu.
Jednak to zwycięstwo było puste. Jadwiga stała się zamknięta, odpowiadała lakonicznie i przestała prosić o pieniądze na salony. Początkowo byłem zadowolony, potem zaniepokojony.
Gdzieś byłaś? zapytałem, zauważając świeży manicure.
Byłam, przyznała.
Na czyje pieniądze?
Na swoje.
Na czyje? Nasz budżet jest wspólny.
Więc nie do końca wspólny, odparła spokojnie.
Nie zrozumiałem, co ma na myśli, ale nie chciałem dyskutować. Najważniejsze, iż nie wydawała już rodzinnych pieniędzy na głupoty.
Kilка дней спустя Jadwiga odmówiła przelewu pieniędzy na kosmetologa.
Nie przeleję na bzdury, powiedziała.
Jakie bzdury? zapytał mnie zdezorientowany.
Mówiłeś, iż to bzdury.
Mam na myśli twoje wizyty w salonie!
A ja mam na myśli twoje wizyty u kosmetologa, odparła bez emocji.
Nie mam kosmetologa! wybuchłem.
Mam masażystę. Co dwa tygodnie po trzy tysiące za sesję.
Byłem zaskoczony. Od pół roku chodziłem na masaż, bo praca powodowała bóle pleców, lekarz zalecił terapię.
To leczenie! broniłem się.
Mój kosmetolog to też leczenie, odpowiedziała. Problemy skórne wymagają profesjonalnej opieki.
To nie to samo!
Dlaczego nie? Ty leczysz plecy, ja skórę. To różne.
Nie mogłem już znaleźć argumentów. Po prostu nie chciałem ustąpić.
Dobrze, przyznała. Zapłać za masaż sam.
Od tego czasu Jadwiga odmawiała przelewania pieniędzy na wszystko, co uznała za nieobowiązkowe. Nowe słuchawki? Niech sam kupi. Spotkanie w kawiarni? Na własny koszt.
Co się z tobą dzieje? zapytałem po kolejnej odmowie.
Nic specjalnego, odpowiedziała. Po prostu nie chcę wydawać na bzdury.
Jakie bzdury? Spotkania z przyjaciółmi to normalna rozmowa!
A manicure to niepotrzebny zabieg?
Zamilkłem. Stopniowo zaczynałem dostrzegać, iż stosuje moją własną logikę.
Kulminacja nastąpiła pod koniec lipca przy kolacji. Trzymałem nowy telefon, który kupiłem wczoraj. Stary jeszcze działał, ale chciałem nowszy model.
Ile kosztował? zapytała Jadwiga.
Trzydzieści pięć tysięcy złotych, odpowiedziałem, nie odrywając wzroku od ustawień.
Drogo. Po co zmieniać?
Stary się zawieszał. Ten jest szybszy.
Rozumiem, skinęła głową i kontynuowała sałatkę.
Wtedy poczułem, iż coś jest nie tak, ale nie przywiązywałem wagi.
Następnego dnia odkryłem, iż nie mogę zapłacić kartą w sklepie. Na koncie nie było wystarczająco środków.
Jadwiga, gdzie podziały się pieniądze? zapytałem w domu.
Jakie pieniądze? zdziwiła się żona.
Z wspólnego konta. Powinno być czterdzieści tysięcy.
Powinno, przyznała. Ale mama kazała, żebyś sam płacił swoje rachunki. Nie muszę.
Zamarłem. To zdanie brzmiało jak echo moich własnych słów sprzed kilku miesięcy.
Co powiedziałaś? dopytywałem, nie wierząc.
To, co mi mówiłeś, odpowiedziała spokojnie, jedząc dalej. Mama kazała, żebyś sam płacił swoje rachunki. Nie muszę.
Jaka to mama? zapytałem zdezorientowany.
Moja, odparła bez emocji. Tak jak twoja mama kazała mi płacić za siebie.
Uświadomiłem sobie, iż ziemia pod nogami się wycofała. Nigdy nie pomyślałem, iż własne słowa mogą wrócić taką drogą.
To nie to samo! próbowałem się bronić.
Dlaczego nie? podniosła wzrok z talerza. Telefon za trzydzieści pięć tysięcy to potrzeba, a manicure za półtora to bzdura?
Telefon potrzebny do pracy!
A manicure potrzebny do pracy. Rozmawiam z ludźmi, podpisuję dokumenty.
Zrozumiałem, iż nie mam przewagi logicznej. Próbowałem szukać kompromisu.
Jadwiga, nie kłóćmy się o bzdury.
O bzdury? zapytała, odkładając widelec. Więc kiedy ograniczasz moje wydatki, to zasada, a kiedy stosujesz te same reguły do mnie, to bzdura?
Zamilkłem. Jadwiga dokończyła sałatkę, odłożyła sztućce i poszła do sypialni.
Następnego dnia wzięła wolne w pracy. Myślałem, iż chce odpocząć w domu, ale usiadła przy komputerze i zaczęła przeglądać dokumenty. Najpierw umowę kupna mieszkania. Mieszkanie było zarejestrowane na mnie, ale wkład własny milion dwieście tysięcy złotych wpłaciła Jadwiga. Hipotekę spłacaliśmy po połowie, ale większą część płaciła żona z wyższą pensją.
Potem rachunki za meble i sprzęt. Lodówka, pralka, sofa, zestaw kuchenny prawie wszystko kupiła Jadwiga. Ja wkładałem jedynie symboliczne kwoty lub nie brałem udziału.
Również remonty: materiały, praca fachowców, nowe okna wszystko opłacała żona. Pomagałem fizycznie, ale finansowo nie uczestniczyłem.
Interesująca sytuacja, mruknęła Jadwiga, wkładając papiery do teczki.
Wieczorem próbowałem porozmawiać o pieniądzach, ale Jadwiga odpowiedziała krótko i położyła się spać.
Następnego dnia Zadzwoniła do znanego prawnika. Wiktor Mikołajewicz od piętnastu lat specjalizował się w prawie rodzinnym, w podziale majątku.
Jadwiga? Dawno się nie słyszeliśmy przywitał się prawnik. Co słychać?
Potrzebuję porPo rozmowie Jadwiga postanowiła wystąpić do sądu o podział majątku, uznając, iż jedyny sposób na odzyskanie kontroli nad własnym życiem leży w prawnej walce.













