Jadwiga stała przed lustrem w sypialni.
Delikatnie wklepywała krem w skórę.
Lato dopiero się rozkręcało, a w mieszkaniu już było gorąco.
Za oknem warszawskie słońce prażyło asfalt.
W domu panował chłód, bo klimatyzacja działała bez przerwy.
— Znowu nowy krem? – zapytał Krzysztof, nie odrywając wzroku od gazety.
— Nie nowy – odpowiedziała spokojnie. – Ten sam co miesiąc temu.
Mąż skinął głową i wrócił do czytania.
Takie rozmowy były ich codziennością.
Krzysztof zawsze zerkał na wydatki żony, ale się nie wtrącał.
Pieniądze były wspólne, każdy brał, co potrzebował.
Jadwiga pracowała jako księgowa w dużej firmie budowlanej.
Pensja była solidna i stabilna.
Krzysztof był spawaczem, zarabiał nieco mniej, ale też dobrze.
Razem żyli wygodnie, raz w roku jeździli na wakacje.
Od początku małżeństwa Jadwiga sama płaciła za swoje potrzeby.
Nie dlatego, iż mąż ją do tego zmuszał.
Tak jej się wydawało słuszne.
Szampon, kosmetyki, ubrania – wszystko kupowała z własnej pensji.
Krzysztof nigdy nie protestował, uważał to za naturalne.
— Dzisiaj idę na manicure – powiedziała przy śniadaniu.
— Dobrze – odparł, smarując chleb masłem. – A ja po pracy wpadnę z Tomkiem do garażu.
Zwyczajna wymiana zdań, jak u każdej pary.
Jadwiga od lat co tydzień chodziła do manicurzystki.
Dłonie musiały wyglądać nienagannie, zwłaszcza przy klientach w pracy.
Krzysztof nigdy tego nie krytykował.
Był dumny z zadbanej żony.
Jadwiga naprawdę dbała o siebie: siłownia, kosmetolog, dobra odzież.
W trzydzieści pięć lat wyglądała młodziej niż na swój wiek.
Pierwsze niepokojące nuty pojawiły się po wizycie teściowej.
Wiktoria Grzyb przyjechała na weekend i od razu zaczęła komentować.
— Jadwiga znów idzie do salonu? – zapytała, gdy syn wziął się pod prysznic.
— No tak, do manicurzystki – odpowiedział.
— Co tydzień? – Wiktoria pokręciła głową. – Nie przesadzasz?
— Mamo, co w tym złego? Pracuje, może sobie pozwolić.
— Może i tak. Tylko po co tak często? Ja całe życie sama malowałam paznokcie.
Krzysztof wzruszył ramionami.
— A te kosmetyki jakie drogie! W łazience widziałam flakoniki po trzysta złotych.
— Mamo, co to ma do rzeczy? – odpowiedział lekko zirytowany.
— Bo pieniądze są wspólne. Ty się męczysz w pracy, a ona wydaje na drobnostki.
Rozmowa się skończyła, ale ziarno wątpliwości zostało zasiane.
Krzysztof zaczął patrzeć na wydatki żony inaczej.
Jadwiga kupowała drogie kremy, serum, maseczki.
Ubrania nie były markowe, ale dobrej jakości.
— Po co ci trzy pary sandałów? – zapytał kiedyś.
— Różne kolory, do różnych stylizacji.
— Mogłaś kupić jedną uniwersalną.
— Mogłabym, ale podobają mi się te.
Krzysztof milczał, ale w środku rosło rozdrażnienie.
Kolejna wizyta teściowej dolała oliwy do ognia.
— Rozpieszczasz ją – powiedziała przy kolacji. – Co tydzień manicure, co dwa tygodnie kosmetolog.
— Mamo, mieszkanie jest czyste, Jadwiga świetnie gotuje.
— Zawsze jest czegoś więcej. Policz, ile wydajecie na salony.
Krzysztof policzył.
Manicure – sto pięćdziesiąt złotych tygodniowo, czyli sześćset miesięcznie.
Kosmetolog co dwa tygodnie – kolejne sześćset.
Razem tysiąc dwieście złotych na piękność.
— Dużo – przyznał.
— Dokładnie. A ty milczysz. Trzeba ją trochę pouczyć, a nie dokarmiać.
Tej nocy Krzysztof po raz pierwszy przyjrzał się budżetowi domu.
— Jadwiga, możemy pogadać? – zapytał, kiedy teściowa wyjechała.
— Jasne – odpowiedziała, odkładając naczynia do szafki.
— Nie myślałaś, iż za często chodzisz do salonu?
— W jakim sensie „za często”?
— Co tydzień manicure, kosmetolog… Może rzadziej?
— Po co? Lubię wyglądać dobrze i mam na to pieniądze.
— Pieniądze są, ale można oszczędniej – dodał ostrożnie.
— Oszczędniej? A na czym ty oszczędzasz? Na piwie z kolegami? Na wędkowaniu?
Krzysztof poczuł, jak czerwienią mu się policzki.
— To inne – wymamrotał.
— Czym inne?
— To męskie potrzeby.
— A moje nie są potrzebami? – głos Jadwigi stał się chłodny.
— Nie chodzi, iż nie są, tylko…
— Rozumiem – powiedziała krótko i wyszła z kuchni.
Czy to był dobry moment na taką rozmowę?
Krzysztof wciąż słyszał w głowie słowa matki.
Może Jadwiga rzeczywiście wydaje za dużo?
Uwagi stały się codzienne.
— Znowu do salonu? – pytał, widząc żonę przy drzwiach.
— Tak – odpowiadała krótko.
— A rachunki za media nie opłacone.
— To zapłać – odpowiedziała zdziwiona.
— Gdzie pieniądze? Wydajesz je na piękność.
— Co to za piękność? Manicure – sto pięćdziesiąt, media – osiemset. Co ma ze sobą wspólnego?
— Bo wydajesz na błahostki – zgrzytnął.
— Błahostki? Nie, to mój wygląd, a mój wygląd jest częścią mojej pracy.
Jadwiga odsunęła się, zostawiając męża samego z poczuciem fałszywego zwycięstwa.
Myślał, iż postawił żonę na miejscu.
Ale zwycięstwo gwałtownie okazało się puste.
Jadwiga zamknęła się w sobie.
Odpowiadała krótko, przestała pytać o pieniądze na salony.
Krzysztof najpierw się ucieszył, potem zaniepokoił.
— Gdzie byłaś? – zapytał, widząc nowy manicure.
— Byłam w salonie.
— Na czyje pieniądze?
— Na swoje.
— A nasze?
— Nasz budżet już nie jest całkiem wspólny – odpowiedziała spokojnie.
Czy naprawdę to powiedziała na serio?
Krzysztof nie do końca rozumiał, ale się nie kłócił.
Najważniejsze, iż żona nie brała już „na głupoty”.
Wkrótce jednak odmówiła przelewu na jego masażystkę.
— Nie przeleję na tę błahostkę – powiedziała.
— Jaką błahostkę? – zdziwił się.
— Sam mówiłeś, iż to błahostka.
— Ja miałem na myśli twoje wizyty w salonie!
— A ja mam na myśli twoje wizyty u masażystki.
— Nie chodzę do masażystki!
— Chodzisz. Co dwa tygodnie, trzysta złotych za sesję.
Krzysztof poczuł się zapędzony w kozi róg.
Faktycznie, od pół roku chodził na masaż na zalecenie lekarza.
— To leczenie! – bronił się.
— A mój kosmetolog też leczy skórę. Problemy z cerą też wymagają opieki.
— To nie to samo!
— Dlaczego? Ty leczysz plecy, ja leczę skórę. Jaka różnica?
Krzysztof nie znalazł już argumentów.
— To po prostu różne rzeczy – upierał się słabo.
— Dobrze. Wtedy płacisz sam za masaż.
Od tamtej pory Jadwiga odmawiała płacić za wszystko, co uznała za zbędne.
Nowe słuchawki dla Krzysztofa? Niech kupi sam.
Piwo z kolegami? Na własny koszt.
— Co się z tobą dzieje? – pytał zdezorientowany.
— Nic. Po prostu nie chcę wydawać na błahostki.
— Jakie błahostki? Spotkania z przyjaciółmi to normalna rzecz!
— A manicure to nie normalny sposób dbania o siebie?
Krzysztof milczał, zdając sobie sprawę, iż żona użyła jego własnych słów.
Kulminacja nastąpiła pod koniec lipca, przy obiedzie.
Krzysztof siedział z nowym telefonem, kupionym tydzień wcześniej.
Stary jeszcze działał, ale chciał coś nowszego.
— Ile kosztował? – zapytała Jadwiga, patrząc na ekran.
— Dwa tysiące pięćset – odpowiedział niepewnie.
— Z naszego konta?
— Tak, a co?
— Mama kazała, żebyś sam opłacał swoje rachunki – powtórzyła spokojnie słowa, które on tyle razy kierował do niej.
Krzysztof spojrzał na nią w ciszy.
Zrozumiał, iż przegrał własną grę.
Nikt już nie musiał nic więcej mówić.











