Mama już nie ma siły

newsempire24.com 9 godzin temu

Mama jest zmęczona

Ewa tak krzyczała na kasjerkę, iż biednej kobiecie trzęsły się ręce.

Ile jeszcze będzie pani grzebać przy tych zakupach?! Jak nie potrafi pani normalnie pracować, to proszę zostać w domu!

Przepraszam starsza kasjerka już i tak gwałtownie skanowała produkty, ale jakoś udało jej się przyspieszyć.

Ewa mąż delikatnie chwycił ją za łokieć daj już spokój, chodźmy.

Żona odwróciła się gwałtownie:

Ty się lepiej w ogóle nie odzywaj! Kto cię pytał?

Piotr spuścił wzrok i zamilkł. Zawsze milkł w takich chwilach.

***

W domu pachniało przyprawionym kurczakiem. Teściowa, Irena Kowalska, stała przy kuchence i mieszała zupę.

O, przyszliście! Ugotowałam rosołek z makaronem. Siadajcie, zaraz podam.

Ile razy prosiłam, żeby się pani nie wtrącała do mojej kuchni Ewa syknęła. Mieszka pani tutaj czy jest po prostu w gościach?

Irena Kowalska pobladła, opuściła łyżkę.

Chciałam tylko pomóc

Nie trzeba! Sama świetnie sobie radzę!

Z pokoju wybiegł siedmioletni Kuba.

Mamo, cześć! Szymek z drugiej klatki mówi, iż jestem słabeusz! Ale to nieprawda, prawda?

Daj mi spokój warknęła Ewa nie widzisz, iż jestem zajęta?

Kuba zastygł. Spojrzał na babcię. Babcia spuściła wzrok.

Ewa poszła do swojego pokoju, trzaskając drzwiami.

***

Tak wyglądało ich codzienne życie.

Każdy dzień był podobny do poprzedniego. Ewa budziła się zła i zasypiała zła, a w międzyczasie krzyczała na wszystkich w zasięgu głosu: na męża, teściową, syna, sprzedawczynie, koleżanki z pracy, choćby na przechodniów.

Czasem, bardzo rzadko, łapała się na myśli: Boże, co ja wyprawiam? Ale ta myśl zaraz tonęła w czarnej pustce bez wyjścia.

Mąż znosił to w milczeniu. Przywykł. Dziesięć lat małżeństwa nauczyło go jednego: milczeć i być niewidocznym.

Pracował na dwóch etatach, przynosił złotówki do domu, robił, co Ewa kazała. Nocami, kiedy Ewa już spała, szedł do kuchni, zaparzał herbatę i przez długie minuty wpatrywał się w jeden punkt. Rozmyślał.

Irena Kowalska przyjechała trzy miesiące temu, by pomóc przy Kubie, kiedy rodzice są w pracy.

Irena zostawała i każdego dnia czuła na sobie wrogie spojrzenia Ewy.

Kuba Kuba po prostu żył. Biegał, bawił się, zadawał pytania. Za każdym razem, gdy zbliżał się do mamy, natrafiał na zimny mur.

Na początku płakał. Później przestał. Chodził do babci i siedział obok niej w milczeniu wtedy czuł się spokojniejszy.

***

W piątek wydarzyło się to, co już nieraz miało miejsce.

Ewa wróciła z pracy w okropnym nastroju: szef nawrzeszczał, koleżanka podłożyła jej świnię, w tramwaju ktoś nadepnął na nogę.

Tuż przed jej powrotem Kuba rozlał sok na nową beżową kanapę, kupioną na raty.

Chłopiec stał z pustą szklanką i ze strachem patrzył na rozlewającą się czerwoną plamę.

Co ty zrobiłeś?! wrzasnęła Ewa, wchodząc do mieszkania Wiesz, ile ta kanapa kosztowała?!

Niechcący, mamo. Proszę, nie krzycz. Boję się

Bo się boisz! Ewa uniosła się jeszcze bardziej Tylko rozrabiać potrafisz i psuć wszystko! Przez ciebie nie da się żyć!

Mamo, przepraszam

Marsz do swojego pokoju! Nie chcę cię widzieć!

Kuba poszedł. Ewa jeszcze długo wrzeszczała w pustkę, aż do zachrypnięcia.

***

W nocy nie mogła zasnąć. Poszła do kuchni, usiadła przy oknie. Za oknem siąpił deszcz.

Siedziała i obserwowała krople ściekające po szybie, rozmyślając jak bardzo wszystko ją zmęczyło. Jak bardzo pragnie, żeby wszystko się wreszcie skończyło. Żeby wszyscy dali jej spokój. Żeby była cisza.

Nie wiedząc kiedy, przysnęła przy stole.

Obudziła się zziębnięta, około czwartej nad ranem.

W mieszkaniu było cicho. Piotr spał, Irena spała, Kuba spał.

Wstała, poszła do łazienki. Wracając przechodziła obok pokoju Kuby. Drzwi były uchylone. Zajrzała, żeby sprawdzić czy się nie odkrył.

Kuba spał skulony, obejmując poduszkę. Na stoliku przy łóżku leżał zeszyt w kratkę. Okładka była porysowana rysunkami czołgów.

Ewa chciała już wyjść, ale wzrok przyciągnęło słowo:

Mama.

Wzięła zeszyt. Usiadła na brzegu łóżka. Zaczęła czytać.

To był dziennik.

Pierwszy wpis wrzesień.

Dziś mama znowu krzyczała. Tata powiedział, iż jest bardzo zmęczona. Chciałem ją przytulić, ale mnie odsunęła. To pewnie dlatego, iż jestem zły.
Ewa przełknęła ślinę. Przerzuciła stronę.

Październik. Dziś babcia ma urodziny. Narysowałem kartkę, kolorową, z kwiatkami. Chciałem dać rano. Ale mama znów krzyczała na tatę i nie dałem. Schowałem pod poduszkę. Może dam jutro, jak mamy nie będzie w domu.
Następna strona.

Listopad. Zepsułem samochodzik, który dostałem od taty. Specjalnie. Pomyślałem, iż jak zepsuję coś swojego, to mama nie będzie na mnie krzyczała. Ale i tak krzyczała. Powiedziała, iż nie umiem nic szanować. I iż jestem głupi.
Ewie zadrżały ręce.

Grudzień. Niedługo Święta. Pisałem list do Świętego Mikołaja. Prosiłem, żeby mama przestała krzyczeć. Szkoda, iż takiego prezentu nie można dać.

Styczeń. W szkole mieliśmy napisać, kim chcemy być w przyszłości. Napisałem, iż chcę być niewidzialny. Żeby mama mnie nie widziała i nie krzyczała. Pani się zdziwiła i zadzwoniła do taty. Tata przyszedł, porozmawiał. Powiedział, iż mama jest dobra, tylko ma ciężko. Wiem. Pamiętam, jaka była kiedyś. Przytulała mnie. I śmiała się. Teraz już się nie śmieje. Nigdy.
Ewa siedziała jak sparaliżowana. Łzy kapały na zeszyt, rozmazywały atrament.

Luty. Dziś rozlałem sok na kanapę. Mama długo krzyczała.
Kiedy mama krzyczy, czuję, jakby po trochu umierało wszystko we mnie. Najpierw uszy, potem serce, potem dusza. Położyłem się i zamknąłem oczy. Myślałem: ciekawe, jak umrę we śnie, to czy mama będzie płakała? Czy uzna, iż dobrze, iż nie ma kłopotu?
Zeszyt wypadł Ewie z rąk. Ramiona się trzęsły, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Bała się obudzić syna. Bała się, iż zobaczy ją w takim stanie. Bała się wszystkiego.

Siedziała tak długo. Może dwadzieścia minut, może godzinę. Potem podniosła zeszyt, odłożyła na miejsce. Wyszła z pokoju.

Wróciła do siebie. Położyła się obok Piotra. Patrzyła w sufit do rana.

***

Rano Kuba wstał pierwszy.

Otworzył oczy, przeciągnął się, usiadł na łóżku. Dostrzegł, iż drzwi są uchylone i przypomniał sobie wczoraj. Westchnął.

Wyszedł do korytarza, nasłuchiwał. Cisza. Dziwne. Zwykle o tej porze mama już trzaskała garnkami i krzyczała, iż wszyscy zasypiają i są ślamazary.

Spojrzał do kuchni.

Mama siedziała przy stole. Nie krzyczała, nie hałasowała. Po prostu siedziała i patrzyła przez okno. Przed nią stała kubek z dawno wystygłą herbatą.

Mamo? zapytał Kuba niepewnie.

Odwróciła się. Miała dziwną minę nie złą, nie zmęczoną, inaczej wyglądała. Kuba nie wiedział jak to nazwać.

Dzień dobry powiedziała cicho Ewa. Chodź, zjedz śniadanie.

Usiadł do stołu. Mama postawiła przed nim miskę z kaszą. Usiadła naprzeciwko.

Kuba jadł i zerkał na mamę. Czekał aż zacznie się zwykły krzyk. Nic takiego się jednak nie działo.

Mamo odezwał się w końcu Co się stało?

Nic.

Czemu milczysz?

Myślę.

O czym?

Ewa długo patrzyła na syna. Potem wyciągnęła rękę i pogłaskała go po głowie. Tak po prostu, bez powodu.

O tobie myślę powiedziała. O nas.

Kuba zastygł z łyżką przy ustach.

Mamo, ty nie jesteś chora?

Nie, synku. Przeciwnie zaczynam zdrowieć.

Nie zrozumiał, ale pokiwał głową. Było mu wszystko jedno, byleby tylko nie krzyczała.

Jedz już, trzeba iść do szkoły.

Kuba dopił herbatę, wstał, zaczął się ubierać. Przy drzwiach się zatrzymał.

Mamo powiedział nieśmiało A wieczorem no nie będziesz znowu krzyczała?

Ewa podeszła, przykucnęła przy nim.

Posłuchaj mnie powiedziała stanowczo Nie wiem, czy mi się od razu uda. Ale postaram się nie krzyczeć. Bardzo się postaram. Żebyś już nigdy się mnie nie bał. Rozumiesz?

Kuba skinął głową.

A jak się nie uda? zapytał szeptem.

jeżeli się nie uda powiedz mi. Po prostu powiedz: Znowu?. I sobie przypomnę.

Co przypomnisz?

Wszystko pocałowała go w czoło Idź już.

Kuba wyszedł.

Ewa jeszcze chwilę stała w przedpokoju. Usłyszała, jak zatrzasnęły się drzwi windy. Zapanowała cisza.

Z pokoju wyszedł Piotr, zaspany, potargany.

Czemu tak wcześnie wstałaś? zapytał.

Nie mogłam spać.

Spojrzał na nią uważnie.

Dobrze wszystko?

Dobrze odpowiedziała Ewa. Idź na śniadanie.

Mąż poszedł do kuchni. Ewa za nim.

Usiedli razem do stołu. Piotr nalał sobie herbaty

Piotr zagadnęła nieoczekiwanie Ewa. Za co mnie kochasz?

Zakrztusił się.

Słucham?

Za co mnie kochasz? Przecież ja jestem potworem.

Piotr odsunął kubek. Spojrzał uważnie.

Nie jesteś potworem powiedział. Po prostu zapomniałaś, jaka jesteś.

Jaka jestem?

Różna Piotr się lekko uśmiechnął. Pamiętam cię. Potrafisz być ciepła, zabawna, czuła. Potrafisz przytulić tak, iż człowiek nie może złapać tchu Wszystko pamiętam, Ewka. To ty zapomniałaś

Ewa milczała.

Wiesz, bardzo czekam, aż znowu będziesz taka jak kiedyś dodał Piotr. Poczekam ile trzeba.

Ewa ujęła jego dłoń.

***

Tego dnia pierwszy raz nikogo nie ofuknęła.

Kuba wrócił ze szkoły. Rzucił plecak, podbiegł, objął ją bez powodu.

Mamo, dziś dostałem piątkę!

Brawo pochwaliła Ewa. Jestem z ciebie dumna!

Zatrzymał się. Popatrzył na nią zdziwiony.

Naprawdę?

Naprawdę.

Uśmiechnął się szeroko, jak już dawno nie potrafił.

Wiesz, Mamo powiedział dzisiaj w szkole myślałem, czy może wieczorem mnie przytulisz. I naprawdę mnie przytuliłaś.

Ty głuptasie Ewa uściskała go jeszcze mocniej teraz będę cię przytulać. Codziennie!

***

Wieczorem Ewa zajrzała do jego pokoju. Kuba już spał. Na stoliku leżał ten sam zeszyt.

Ewa wzięła go, otworzyła na ostatniej stronie. Wyjęła długopis i na dole pod jego zapiskami napisała:

Synku, bardzo cię kocham. Przepraszam. Będę się bardzo starała.
Mama.

Idź do oryginalnego materiału