Ludmiła otwiera drzwi do mieszkania i słyszy rozmowę z kuchni.
Jej mąż Marek siedzi z matką – Haliną Kowalską.
Teściowa wpadła z rana i jak zwykle rozsiadła się na dobre.
– Co jest z telewizorem? – pyta Marek.
– To już starość – narzeka Halina. – Obraz szwankuje, dźwięk się rwie.
– Powinno się go wymienić dawno temu – dodaje.
Ludmiła zdejmuje buty i wchodzi do kuchni.
Halina pije herbatę, Marek przegląda telefon.
– O, wpadłaś – mówi mąż radośnie. – Gadaliśmy właśnie o telewizorze mamy.
– Co z nim nie tak? – pyta zmęczona Ludmiła.
– Zepsuty. Trzeba nowy – mówi Halina.
Marek odkłada telefon, patrzy na żonę.
– Ty zawsze płacisz za takie rzeczy. Kup mamie telewizor.
– Nie chcemy sięgać po własne pieniądze – dodaje spokojnie.
Ludmiła zastyga, zdejmując płaszcz.
– Nie mam na to ochoty. A ty masz? – pyta.
– Zarabiasz dobrze. Ja ledwo wiążę koniec z końcem – tłumaczy Marek.
Ludmiła patrzy na niego, jakby sprawdzała, czy żartuje.
– Marek, nie jestem bankiem – mówi powoli.
– To tylko jeden telewizor – wymija ją mąż.
Siada przy stole i myśli o ostatnich miesiącach.
Kto płacił czynsz? Ona.
Kto robił zakupy? Ona.
Kto opłacał media i leki Haliny? Też ona.
Nawet pożyczkę teściowej na remont w końcu spłacała sama.
– Pamiętasz to? – pyta Marek.
– Pamiętam, kto płaci za wszystko od dwóch lat – odpowiada Ludmiła.
Halina wtrąca się ostro:
– Jesteś panią domu, to twoja odpowiedzialność.
– Czy to tak trudno kupić mamie telewizor?
– Wydatek rodzinny? – powtarza Ludmiła. – A gdzie jest rodzina, kiedy trzeba płacić?
– Nieprawda, iż nic nie robimy – sprzeciwia się Marek. – Ja pracuję, mama pomaga w domu.
– Pomaga? – dziwi się Ludmiła. – Halina przychodzi na herbatę i narzeka na stawy.
Teściowa podnosi brew.
– To nie narzekanie. Daję wam rady.
– Rady, jak mam utrzymywać wszystkich?
Marek kiwa głową, jakby to było oczywiste.
– Masz stałą pracę. Kto inny by to zrobił?
Ludmiła patrzy mu prosto w oczy.
– Co robisz z pieniędzmi? – pyta.
– Odkładam. Na wszelki wypadek – mówi Marek.
– Jaki wypadek?
– Kryzys, zwolnienie. Trzeba mieć poduszkę.
– A gdzie moja poduszka?
– Ciebie nie zwolnią.
– Może czas, żebyś ty i mama sami decydowali, co kupić – mówi spokojnie.
Marek uśmiecha się krzywo.
– Ty świetnie zarządzasz pieniędzmi. Nie chcemy cię obciążać.
– Nie obciążać? – krew napływa Ludmile do twarzy.
– Naprawdę tak myślisz?
– Pytamy tylko, gdy trzeba – broni go Halina.
– Czy telewizor naprawdę trzeba?
– Oczywiście! Jak żyć bez telewizji?
– Wszystko jest w internecie.
– Nie rozumiem internetu – ucina Halina.
Rozmowa kręci się w kółko.
– Podajcie kwotę – mówi Ludmiła.
– Czterdzieści tysięcy złotych – rzuca Marek. – Duży, z internetem.
– Czterdzieści tysięcy – powtarza z niedowierzaniem.
– Wiesz, ile wydaję miesięcznie na rodzinę? – pyta.
– Dużo, pewnie.
– Siedemdziesiąt tysięcy. Czynsz, jedzenie, media, leki mamy, jej pożyczka.
Marek wzrusza ramionami.
– To normalne, rodzina.
– A ty co wydajesz?
– Czasem mleko, chleb.
– Najwyżej pięć tysięcy, i nie co miesiąc.
– Oszczędzam na czarną godzinę.
– Czyją? Twoją?
– Naszą.
– Czemu więc te pieniądze są tylko na twoim koncie?
Marek milczy.
Halina też.
– Mój syn zapewnia rodzinę – odzywa się teściowa.
– Ostatni raz robił zakupy pół roku temu, bo byłam chora – mówi Ludmiła.
– Ale pracuje!
– Ja też pracuję. Tylko moja pensja idzie na wszystkich, a jego zostaje tylko dla niego.
– Tak to się robi – mówi niepewnie Marek. – Kobieta prowadzi dom.
– Prowadzenie domu to nie dźwiganie wszystkiego samej.
– Co proponujesz? – pyta Halina.
– Żeby każdy utrzymywał się sam.
– Co z rodziną?! – krzyczy teściowa.
– Rodzina to równy wkład, nie jedna osoba ciągnąca wszystkich – mówi Ludmiła.
Marek patrzy zdziwiony.
– Mamy wspólny budżet.
– Wspólny? – śmieje się Ludmiła. – Ja wsypuję, a ty chowasz swoje.
– Nie chowam, oszczędzam.
– Oszczędzasz dla siebie.
– Skąd wiesz?
– Bo teraz mama potrzebuje telewizora, a ty masz czterdzieści tysięcy. Kupisz jej?
Marek się waha.
– To moje oszczędności.
– Dokładnie.
– Mężczyzna ma być głową rodziny – wtrąca Halina.
– Głowa rodziny wspiera rodzinę, nie żyje na koszt żony.
– Marek nie żyje na twój koszt! – protestuje teściowa.
– Żyje. Dwa lata płacę wszystko, on odkłada dla siebie.
– To chwilowe, kryzys – mówi Marek.
– Kryzys trwa trzy lata, a ty co miesiąc przerzucasz na mnie więcej.
– Proszę o pomoc, nie przerzucam.
– Płaciłeś czynsz w ostatnich sześciu miesiącach?
– Nie, ale…
– Kupowałeś zakupy?
– Czasem.
– Raz w miesiącu to nie zakupy.
– Pracuję, przynoszę pieniądze do domu.
– I chowasz je na prywatnym koncie.
– Odkładam na przyszłość.
– Na swoją przyszłość.
Halina kręci głową.
– Nigdy się nie skarżyłaś.
– Myślałam, iż to chwilowe.
– A teraz?
– Teraz widzę, iż jestem kasjerką tej rodziny.
– Jak możesz tak mówić! – wybucha Marek.
– Jak inaczej nazwać to, co się dzieje?
– Telewizor to potrzeba!
– Niech mama kupi go z renty. Albo ty, z oszczędności.
– Jej renta jest mała!
– A moja pensja jest z gumy?
– Możesz sobie pozwolić.
– Mogę. Ale nie chcę.
Cisza.
Marek i Halina patrzą na siebie.
– Co masz na myśli? – pyta cicho mąż.
– Mam dość utrzymywania was wszystkich samodzielnie.
– Jesteśmy rodziną, powinniśmy się wspierać.
– Wzajemnie. Nie jedna osoba za wszystkich.
Ludmiła wstaje od stołu.
Widzi w ich oczach, iż jest tylko maszyną do wydawania pieniędzy na żądanie.
– Dokąd idziesz? – pyta Marek.
– Załatwiam sprawy.
Bierze telefon, otwiera aplikację bankową.
Blokuje wspólną kartę, do której Marek miał dostęp.
Potem przelewa wszystkie oszczędności na nowe konto, otwarte miesiąc wcześniej na czarną godzinę.
– Co robisz? – pyta niepewnie Marek.
– Zajmuję się finansami – odpowiada zimno.
Marek próbuje zajrzeć w ekran, ale Ludmiła odwraca telefon.
Po pięciu minutach środki są już poza jego zasięgiem.
– Co się dzieje? – pyta zaniepokojony.
– To, co dawno powinno się stać.
W ustawieniach usuwa dostęp wszystkim oprócz siebie.
Marek patrzy na żonę, nie rozumiejąc skali tej decyzji.
Halina wstaje gwałtownie.
– Zostaniemy bez pieniędzy!
– Dostaniecie to, co sami zarobicie – mówi spokojnie Ludmiła.
– Co z rodziną?! Co z budżetem?! – krzyczy teściowa.
– Nigdy nie było wspólnego budżetu. Był tylko mój, z którego wszyscy brali.
– Zwariowałaś!
– Od dziś żyjemy osobno.
– To niezbędne wydatki! – protestuje Marek.
– Czterdzieści tysięcy za telewizor to niezbędny wydatek?
– Dla mamy tak!
Halina zwraca się do syna.
– Postaw ją w miejscu! To twoja żona!
Marek mruga, nie patrząc Ludmile w oczy.
– Naprawdę myślisz, iż mam utrzymywać całą twoją rodzinę? – mówi cicho.
– Jesteśmy małżeństwem.
– Małżeństwo to partnerstwo. Nie ciągnięcie wszystkich samej.
Koniec.















