Mam już pięćdziesiątkę na karku i wiesz, rok temu moja żona spakowała się i odeszła z dziećmi. Wyszła, kiedy byłem w pracy, a gdy wróciłem, dom był pusty, cicho aż echo się niosło.
Parę tygodni temu dostałem list wezwanie do płacenia alimentów. Od tamtej pory z pensji z automatu co miesiąc potrącają mi pieniądze. Nie mam na to wpływu. Nie ma negocjacji, nie mogę się spóźnić z żadnym przelewem. Złotówki uciekają, zanim zdążę je choćby zobaczyć na koncie.
Nie będę tu się wybielał. Zdradzałem ją, kilka razy. Nie robiłem z tego wielkiej tajemnicy, ale nigdy też nie przyznałem się do wszystkiego wprost. Dorota mówiła czasem, iż coś przeczuwa, iż wymyśla sobie historie, których nie ma, a ja zawsze ją zbywałem.
Sam nie byłem łatwym człowiekiem. Potrafiłem nakrzyczeć, byłem wybuchowy. W domu robiło się to, co ja powiem i kiedy powiem. jeżeli coś mi nie pasowało, wystarczył ton mojego głosu, żeby wszyscy wiedzieli, iż lepiej mi zejść z drogi. Zdarzało mi się rzucać różnymi przedmiotami. Nie podniosłem na nich ręki, ale nie raz i nie dwa ich wystraszyłem.
Swoich dzieci się nie spodziewałem, iż też się mnie bały. Dotarło to do mnie dopiero po czasie. Jak wracałem do domu, momentalnie milkły. jeżeli podniosłem głos, znikały do swoich pokoi. Dorota chodziła jak na szpilkach, ważyła każde słowo, żeby nie wywołać awantury. Myślałem, iż mnie szanuje, a to był po prostu strach.
Wtedy w ogóle mnie to nie obchodziło. Wydawało mi się, iż skoro ja przynoszę pieniądze do domu, to mam prawo rządzić, ustalać zasady.
Kiedy zdecydowała się odejść, poczułem się zdradzony. Miałem wrażenie, iż się buntuje. I wtedy podjąłem kolejną głupią decyzję postanowiłem nie dawać jej pieniędzy. Nie dlatego, iż nie miałem, tylko dla zasady, żeby ją ukarać.
Wyobrażałem sobie, iż w ten sposób ją złamię. Że wróci, jak się zmęczy, iż zrozumie, iż beze mnie sobie nie poradzi. Powiedziałem jej wprost: jeżeli chcesz pieniędzy, wracaj do domu. Nikogo, kto odszedł, nie będę utrzymywał.
Ale ona nie wróciła. Zgłosiła się do prawnika, złożyła pozew o alimenty i pokazała wszystko zarobki, wydatki, dokumenty. I zanim się obejrzałem, sąd nakazał automatyczne ściąganie alimentów z mojej pensji.
Od tego dnia widzę tylko “okrojoną” wypłatę. Nic nie da się ukryć, nie da się wywinąć pieniądze znikają, zanim zdążę cokolwiek zaplanować.
Dzisiaj nie mam żony, dzieci nie ma ze mną w domu. Spotykam się z nimi rzadko i zawsze są jakieś wycofane, nie mówią mi za wiele, czuję, iż nie chcą mieć ze mną kontaktu.
Pod względem finansowym nigdy nie miałem tak trudno płacę czynsz, alimenty, jeszcze spłacam długi, a na życie ledwo co zostaje. Czasem aż mnie złość bierze, innym razem po prostu wstyd.
Moja siostra Aneta powiedziała mi ostatnio, iż sam sobie to wszystko zafundowałem.







