17 czerwca
Dziś naprawdę muszę uporządkować myśli, dlatego postanowiłam zapisać wszystko w tym dzienniku. Czasem mam wrażenie, iż moje życie to jakiś niekończący się serial, ale dzisiaj wydarzyło się coś, co mogłoby być scenariuszem do filmu.
Panie Andrzeju, mogę z panem porozmawiać? zapytałam, lekko zaglądając do jego gabinetu. Moje zachowanie było wyjątkowo grzeczne, co chyba go zaskoczyło, bo zwykle potrafię być zbyt bezpośrednia i głośna.
Czego chcesz, Zofio? odpowiedział, choćby nie odrywając wzroku od ekranu laptopa. Jego ton był oschły, jak zawsze, kiedy miał ze mną do czynienia.
Mam do pana ogromną prośbę weszłam do środka bez zaproszenia, zamykając za sobą drzwi i siadając naprzeciwko niego.
Nie licz na podwyżkę! uprzedził, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Pracujesz niestarannie, spóźniasz się, deadliney dla ciebie nie istnieją. Pamiętaj, nie będę przedłużał z tobą umowy tylko dlatego, iż jesteś córką mojej żony. Tę rozmowę przerabialiśmy już wiele razy. Od kiedy mama zmarła dwa lata temu, ciągle coś mi wypomina. Najtrudniejsze jest to, iż tak bardzo przypominam mu mamę, jego ukochaną Annę, której strata złamała mu serce.
Mam już świadomość, iż na wyższą pensję nie mam co liczyć burknęłam z lekką irytacją. Przyszłam tu z zupełnie innego powodu.
Spojrzał na mnie z zainteresowaniem i lekko uniósł brew.
Panie Andrzeju… Dobrze pan wie, jak ciężko było mi po śmierci mamy. Była jedyną osobą, która mnie bezwarunkowo wspierała
Wspierała, owszem. Ale potrafiłaś ją wykorzystać do granic możliwości przerwał mi surowo. Ale do rzeczy. Po co tu przyszłaś? Nie mam dziś czasu w sentymenty.
Wahałam się chwilę, próbując zebrać myśli.
Chciałam zapytać, czy nie mógłby mi pan pomóc finansowo. Myślałam o kursie z zarządzania i drobnym uruchomieniu własnej firmy Ale potrzeba na to pieniędzy wydusiłam nieśmiało.
Zapomnij powiedział bez namysłu. Z twoim podejściem do obowiązków, nic z tego nie będzie. Powinnaś w końcu dorosnąć. Przechodzisz przez życie, jakbyś wciąż była nastolatką.
Przysięgam, jeżeli mi pan pomoże, zmienię się. Mam dość tego poczucia, iż nie wiem, co dalej. Chcę być jak inne dziewczyny pracować, mieć własny biznes, kiedyś wyjść za mąż, założyć rodzinę
Masz może już kogoś? zapytał, mrużąc oczy.
Nikogo nie mam. A choćby gdybym miała, pewnie nie prosiłabym tu o pomoc. Z partnerem zawsze łatwiej wzruszyłam ramionami.
To akurat prawda Ale i partnerzy, Zosiu, bywają różni Zamyślił się, bębniąc palcami po biurku. Wiesz co? Mam dla ciebie propozycję. Taką, dzięki której nie będziesz musiała się już niczym martwić.
Przechyliłam głowę w jego stronę.
Propozycję? Jaką?
Dam ci tyle pieniędzy, ile potrzebujesz uśmiechnął się zagadkowo ale pod jednym warunkiem.
Nie spodobał mi się ten uśmiech, a kiedy wygłosił swój warunek, prawie spadłam z krzesła.
Musisz zostać moją żoną. Powiedział to zupełnie na serio, z twarzą pokerzysty.
Żartuje pan sobie, prawda? parsknęłam śmiechem, bo zupełnie nie dowierzałam temu, co słyszę.
Wcale nie żartuję. Mamy spora różnicę wieku, ale jesteśmy dorośli, możemy się dogadać. Potrzebuję żony, żeby podpisać umowę z dużą firmą we Wrocławiu. Partnerzy z Niemiec oczekują, iż będę człowiekiem rodzinnym, stabilnym. Tylko żonaty przedsiębiorca zdobywa ich zaufanie.
Ale dlaczego ja? Są setki innych kobiet, z którymi mógłby się pan ożenić.
Po pierwsze, znam cię od lat i wiem, jak bardzo twoja mama mnie kochała. Po drugie, możesz trzymać język za zębami i nie rozpowiesz wszystkim, iż to małżeństwo na papierze. Po trzecie, wiesz, iż pieniądze ci się przydadzą. W zamian oddam ci połowę nowej firmy i rozkręcisz własny biznes, o czym marzysz. Wszystko oficjalnie, bez żadnych zobowiązań.
Byłam jak rażona piorunem. Ale kiedy powiedział tylko na papierze, przestałam się złościć.
To tylko fikcja? Bez zobowiązań?
Tylko fikcja. Tak, czy nie? zapytał już znacznie poważniej.
Muszę się zastanowić.
Dobrze, pomyśl oznajmił i wskazał drzwi.
Wyszłam, a kiedy zamknęłam za sobą drzwi, zobaczyłam w jego oczach cień wahania. Chyba żadne z nas nie wierzyło, iż do tego dojdzie, ale sprawy już zaszły za daleko.
Nigdy nie traktowałam Andrzeja jak ojca. Nigdy też nie myślałam o nim jak o mężczyźnie. Był po prostu mężem mamy, z którym miałam neutralne relacje. Ale po tej rozmowie coś przestawiło mi się w głowie. On był przecież przystojny, miał klasę, a do tego sytuowany jak mało kto.
Po dwóch dniach zgodziłam się. Ustaliliśmy, iż nic się nie zmieni poza tym, iż będzie pieczątka w dokumentach nie będziemy mieszkać razem ani udawać przed bliskimi więcej niż to konieczne.
Po ślubie Andrzej od razu wywiązał się z obietnicy przelał mi dziesięć tysięcy złotych na start, kupił mieszkanie na Pradze, opłacił kursy i cały czas mnie wspierał. Ja, w zamian, odgrywałam idealną towarzyszkę na firmowych kolacjach i biznesowych delegacjach.
Kiedy weszłam w to na serio, zupełnie zmieniłam nastawienie. Zaczął mnie fascynować, imponował mądrością i spokojem. Może to przez te wszystkie podróże i rozmowy, może po prostu przestałam się buntować. Zrozumiałam wreszcie, za co mama go pokochała.
Byliśmy małżeństwem przez rok, nie mieszkając razem. Andrzej podpisał kontrakt, spełnił marzenie o własnej firmie. Był czas, żeby się rozwieść. Spotkaliśmy się pod warszawskim urzędem stanu cywilnego, złożyliśmy papiery. Chciał mnie oficjalnie uwolnić, tak jak obiecał.
Myślisz, iż teraz sobie poradzisz? zapytał.
Myślę, iż tak odpowiedziałam, ale w środku coś mi ściskało gardło.
Nagle powiedział: Jesteś pewna, iż chcesz rozwodu?
Nie chcę przyznałam, patrząc mu w oczy.
Ja też nie chcę odpowiedział. Ale jeżeli zostaniesz moją żoną, to będzie już naprawdę.
Zgodziłam się bez wahania.
Nie weszliśmy do urzędu. Do dzisiaj nie składamy dokumentów o rozwód. Naprawdę czuję, iż wreszcie jestem tam, gdzie trzeba.








