MAŁŻEŃSTWO Z ROZSĄDKU
Panie Jerzy, mogę z panem porozmawiać? w drzwiach gabinetu pojawiła się jasnowłosa głowa Jagody. Wiecznie kapryśna i zbyt głośna dziewczyna była dziś podejrzanie grzeczna i spokojna.
Czego chcesz? mężczyzna oderwał się od pracy na komputerze i spod zmarszczonych brwi spojrzał na pasierbicę.
Mam do pana ogromną prośbę Jagoda nie czekała, aż ojczym zaprosi ją do środka. Bezceremonialnie przekroczyła próg, zamknęła za sobą drzwi i usiadła naprzeciwko zdezorientowanego mężczyzny.
Pensji nie podwyższę! powiedział stanowczo Jerzy Skalski, jakby wiedział, po co Jagoda przyszła. choćby nie proś! Nie radzisz sobie zupełnie z obowiązkami. Zawsze się spóźniasz i zawalasz terminy, przez co mnie i innych narażasz na kłopoty ojczym już nieraz rozmawiał z nią o jej nieodpowiedzialności. Nie podobało mu się, iż Jagoda ciągle kłóci się z zespołem i knuje przeciwko tym, z którymi nie potrafi się dogadać.
Już od kilku miesięcy szef firmy chciał zwolnić upartą dziewczynę, ale nie miał do tego serca. Jagoda była córką jego zmarłej żony. Z Anną Jerzy poznał się piętnaście lat temu, wzięli ślub i żyli szczęśliwie, dopóki nie zdiagnozowano u niej raka. Przez dwa lata po śmierci Anny mężczyzna żałował rozkapryszonej pasierbicy, która tak bardzo przypominała mu ukochaną żonę.
O podwyżce już dawno przestałam marzyć prychnęła Jagoda. Przychodzę zupełnie w innej sprawie.
Jakiej? mężczyzna uniósł brew i z zainteresowaniem pochylił się bliżej.
Panie Jerzy, wie pan, jak mi było ciężko po śmierci mamy? Była jedyną osobą, która mnie naprawdę kochała i wspierała…
I dlatego tak ją zamęczałaś? zmarszczył się Jerzy. Doskonale pamiętał relacje Anny z córką naprawdę ją kochała, ale Jagoda zawsze była niegrzeczna, przez co matka nieustannie się zamartwiała. Naprawdę musisz mnie tak rozczulać? Przejdź do rzeczy, mam mnóstwo pracy.
Panie Jerzy… Jagoda wierciła się na krześle, wyraźnie nie mogąc się zdecydować na wypowiedzenie swojej prośby. Czy mógłby mi pan pomóc finansowo? Chciałabym spróbować sił w biznesie, ale potrzebuję pieniędzy na szkolenia.
Nie uciął krótko. Przy twoim stosunku do pracy nie poradzisz sobie choćby ze studiami, nie mówiąc o własnym biznesie. Ile razy ci powtarzałem: Jagoda, czas dorosnąć! Nic się nie zmieniłaś od czasów nastoletnich.
Obiecuję, jeżeli mi pan pomoże ze startem, zmienię się. Przysięgam! Sama już się gubię w swojej niepewności życiowej. Chcę normalnie żyć, pracować, rozwijać się, wyjść za mąż, mieć dzieci…
Hmm… Jerzy powąchał nosem z niedowierzaniem. Dziwnie popatrzył na pasierbicę i wyraźnie się spięł. Masz kogoś?
Nikogo nie mam machnęła ręką Jagoda. Gdybym miała, nie siedziałabym tutaj. Z partnerem zawsze łatwiej się żyje.
W tym masz rację… Ale partnerzy bywają różni stukając palcami w biurko, wyglądał na niezdecydowanego, jakby chciał coś powiedzieć, ale się wahał. Wiesz co? Mam pewną propozycję, dzięki której będziesz mogła godnie żyć.
Propozycję? powtórzyła zaskoczona Jagoda, nie rozumiejąc, do czego zmierza ojczym.
Dam ci pieniądze, ale pod jednym warunkiem Jerzy uśmiechnął się tajemniczo i oparł wygodnie na krześle.
Jakim? Jagoda aż się wyprostowała. W najgorszym koszmarze nie spodziewała się takiego wniosku.
Wyjdź za mnie. Wtedy dostaniesz wszystko, czego chcesz mówiąc to, Jerzy złożył palce i spojrzał na nią poważnie.
Za pana?! Jadwidze aż zabrakło słów, potem wybuchła śmiechem, przekonana, iż to żart. Pan żartuje! Tak się nie żartuje z pasierbicą.
A skąd wiesz, iż żartuję? surowo odpowiedział mężczyzna. Zrozumiała, iż mówi poważnie. Może różnica wieku jest duża, ale jesteśmy dorośli. Moglibyśmy być szczęśliwi razem.
Szczęśliwi?! Przecież pasuje pan mi na ojca! Po co panu taka żona? w Jagodę uderzyło gorąco. Jerzy miał czterdzieści pięć lat. Wyglądał młodo i był zadbany, ale nie potrafiła potraktować tej propozycji poważnie. Zwłaszcza, iż wokół niego ciągle kręciły się inne, stateczne kobiety.
Wiesz, iż chcę rozwinąć firmę i podpisać duży kontrakt? odczytał nieme pytanie z jej twarzy i gwałtownie przeszedł do sedna. Według wymagań kontrahenta muszę być żonaty. Uważają, iż żonaty budzi większe zaufanie.
Ale co ja mam z tym wspólnego? Nie mógłby pan ożenić się z kimś innym?
Po pierwsze znamy się od lat i wiesz, jak bardzo kochałem twoją mamę. Po drugie wiem, iż nie rozpowiesz, iż nasz związek jest fikcją. Po trzecie potrzebujesz pieniędzy. jeżeli się zgodzisz, dostaniesz firmę i pomoc finansową Jerzy był stanowczy, rozmawiał z nią niczym z partnerem biznesowym.
Mówi pan o fikcyjnym ślubie? Bez zobowiązań? Jagoda przestała być zła, a w jej głosie zabrzmiała ciekawość.
Wyłącznie formalność. Więc, zgadzasz się czy nie? spytał rzeczowo.
Muszę się zastanowić.
Zastanów się kiwnął głową Jerzy i wskazał na drzwi.
Kiedy Jagoda wyszła, przez moment żałował, iż wplątał się w ten układ. Doskonale wiedział, jak kapryśna potrafi być dziewczyna. Może zgodzić się bez zastanowienia, a potem tuż przed ślubem zniknąć. Ale nie było już odwrotu.
Jagoda nigdy nie patrzyła na Jerzego jak na mężczyznę, ale i ojcu się w niej nie widział. choćby jej nie zaadoptował. Raczej unikali się nawzajem, kontakt był rzadki.
Teraz jednak, po rozmowie, coś się w niej zmieniło. Jerzy był przystojnym, charyzmatycznym mężczyzną i co najważniejsze był bogaty.
Wreszcie Jagoda przyjęła jego propozycję. Umówili się, iż ślub będzie formalnością zamieszkają osobno.
Po ceremonii Jerzy natychmiast spełnił swoje obietnice. Podarował jej przestronne mieszkanie w Warszawie, dał środki na rozwój biznesu, opłacił kursy i utrzymywał ją bez ograniczeń.
Jagoda też nie uchylała się od zobowiązań. Towarzyszyła mężowi podczas spotkań biznesowych, grając szczęśliwą żonę.
Od ślubu jej tryb życia się zmienił. Jagoda spokorniała i zaczęła patrzeć na Jerzego inaczej. Wydał jej się mądry, troskliwy, hojny. Z każdym wspólnym spotkaniem przyzwyczajała się do niego coraz bardziej i przestawała myśleć o życiu bez niego. Dopiero teraz zrozumiała, za co mama go kochała.
Mija rok i ani razu nie żałuje swej decyzji.
Po roku, już po podpisaniu kontraktu, Jerzy proponuje rozwód układ spełnił swoje zadanie, nie muszą się dłużej oszukiwać.
Ale ich relacja zmieniła się. On już nie widzi w niej rozpuszczonej dziewczyny, a ona przyzwyczaiła się do niego, polubiła go nawet.
Dziękuję ci, myślę, iż teraz poradzisz sobie sama powiedział Jerzy. Jak obiecałem, daję ci wolność.
Jesteś pewien, iż chcesz rozwodu? niespodziewanie Jagoda, stojąc z nim przed urzędem stanu cywilnego, spojrzała mu w oczy.
A ty? spojrzał w jej oczy i zobaczył szczere żal.
Ja nie chcę wyznała.
Ja też nie uśmiechnął się Jerzy, przyciągnął ją do siebie i spojrzał poważnie Ale jeżeli zostaniesz moją żoną, to naprawdę.
Zgadzam się.
Do urzędu już nie weszli. Zmienili zdanie w ostatnim momencie.








