Małżeństwo z rozsądku – Opowieść o Irinie, kapryśnej córce zmarłej żony biznesmena z Warszawy, i Ser…

twojacena.pl 1 dzień temu

Panie Zbigniewie, mogę z panem porozmawiać? W drzwiach gabinetu pojawiła się jasnowłosa głowa Martyny. zwykle rozkapryszona i głośna dziewczyna, dziś była dziwnie uprzejma i spokojna.

Czego ode mnie chcesz? Mężczyzna oderwał się od laptopa i spojrzał spode łba na pasierbicę.

Mam do pana wielką prośbę Martyna nie czekała na zaproszenie. Bezceremonialnie weszła do środka, zamknęła za sobą drzwi i usiadła vis-à-vis zdezorientowanego mężczyzny.

Nie podniosę ci pensji! rzucił ostro Zbigniew, jakby już wiedział, po co przyszła. choćby nie proś. Ledwo wywiązujesz się z obowiązków. Zawsze się spóźniasz, zawalasz terminy i zawodzisz mnie oraz zespół już nie raz rozmawiał z pasierbicą o jej braku odpowiedzialności. Nie podobało mu się, jak Martyna konfliktyzuje i knuje intrygi wobec tych, z którymi nie potrafi współpracować.

Już od miesięcy dyrektor firmy rozważał wyrzucenie dziewczyny, ale brakowało mu odwagi. Martyna była córką jego ukochanej żony. Z Ewą poznał się piętnaście lat wcześniej. Byli szczęśliwi aż do momentu, gdy u Ewy wykryto raka. Kobieta zmarła dwa lata temu i od tej pory Zbigniew żałował roztrzepanej pasierbicy, która bardzo przypominała mu zmarłą żonę.

Już dawno pogodziłam się z pensją prychnęła urażona Martyna. Przyszłam w zupełnie innej sprawie.

W jakiej? Zbigniew uniósł brew, pochylając się lekko.

Panie Zbigniewie przeciągnęła żałośnie wie pan, jak bardzo cierpiałam po śmierci mamy? Była jedyną osobą na świecie, która mnie kochała i wspierała…

Dlatego tak jej dokuczałaś? zmarszczył brwi. Pamiętał ich relację. Ewa bezgranicznie kochała córkę, choć Martyna zawsze była krnąbrna, przez co matka stale się martwiła. Po co to opowiadasz? Chcesz mnie wzruszyć? Przejdź do rzeczy, mam masę spraw.

Panie Zbigniewie Martyna wierciła się nerwowo czy nie mógłby mi pan pomóc finansowo? Chciałabym spróbować swoich sił w interesach, ale potrzebuję pieniędzy na kurs i start.

Nie! przerwał zdecydowanie. Z twoim stosunkiem do pracy nic z tego nie będzie. Powtarzałem ci wielokrotnie: Martyna, musisz dorosnąć! A ty wciąż zachowujesz się jak rozkapryszona nastolatka.

Obiecuję, jeżeli mi pan pomoże, zmienię się. Przysięgam! Mam dość tej niepewności. Chcę normalnie żyć, pracować, zrobić karierę, wyjść za mąż, mieć dzieci…

Hm Zbigniew parsknął sceptycznie i dziwnie spojrzał na pasierbicę, widocznie zaniepokojony. Masz już kogoś? Romansujesz?

Nie mam nikogo machnęła ręką Martyna. Gdybym miała chłopaka, nie siedziałabym tu. W dwójkę łatwiej poradzić sobie w życiu.

Tu masz rację Ale partnerzy bywają różni podrapał się po stole, wyraźnie z czymś się wahał. Wiesz, mam pewien pomysł, za pomocą którego oboje możemy na tym zyskać.

Jaki pomysł? zapytała niepewnie Martyna nie rozumiejąc sugestii.

Dam ci te pieniądze, ale pod jednym warunkiem uśmiechnął się zagadkowo Zbigniew i oparł się wygodnie.

Pod jakim? Martyna spięła się. choćby w najgorszym koszmarze nie przyszłoby jej do głowy, co zaproponuje ojczym.

Wyjdź za mnie za mąż, a spełnię każde twoje marzenie powiedział spokojnie, splatając dłonie i spojrzał na Martynę jak na partnera w interesach.

Mam zostać pańską żoną?! Martyna osłupiała, a potem wybuchła śmiechem, uznając to za żart. Panie Zbigniewie, nie wypada żartować w taki sposób ze swoją pasierbicą!

Kto powiedział, iż żartuję? Zbigniewowi nie spodobała się jej reakcja. Spojrzał surowo i dziewczyna zrozumiała, iż nie żartuje. Mimo różnicy wieku oboje jesteśmy dojrzali i moglibyśmy być razem szczęśliwi.

Szczęśliwi?! Jest pan w wieku mojego ojca! Dlaczego właśnie ja? wypaliła Martyna. Zbigniew miał czterdzieści pięć lat, wyglądał dobrze, dbał o siebie, ale dla dziewczyny był nie do zaakceptowania jako mężczyzna. Zresztą, wokół niego kręciło się przecież wiele poważnych kobiet.

Wiesz, iż chcę rozwinąć firmę i podpisać kontrakt z dużym niemieckim koncernem? dostrzegł zdziwienie w jej oczach i od razu wszystko wyjaśnił. Tam wymagają, bym był żonaty. Uważają, iż rodzina to gwarancja stabilności i zaufania.

Ale czemu ja? Może powinien się pan ożenić z kimś innym?

Po pierwsze: znamy się od lat, wiesz jak bardzo pokochałem twoją mamę. Po drugie: wiem, iż nie rozpowiesz o naszym układzie każdemu, iż to fikcja. Po trzecie: wiem, iż potrzebujesz pieniędzy. jeżeli zostaniesz moją żoną, oddam ci firmę powiedział to z powagą, traktując Martynę jak równą sobie.

Fikcyjny ślub? Żadnych relacji? zapytała pojednawczo.

Wyłącznie fikcja. Podejmujesz się tego?

Muszę się zastanowić.

Zastanów się przytaknął i wskazał drzwi.

Zamykając za Martyną drzwi, przez chwilę pożałował całej tej intrygi. Znał jej charakter; nieobliczalna dziewczyna równie łatwo mogła się zgodzić, jak i uciec w ostatniej chwili. Ale już nie było odwrotu.

Martyna nigdy nie myślała o ojczymie jak o mężczyźnie, ale też nie traktowała go jak ojca. Zbigniew choćby nie adoptował jej nigdy oficjalnie. Zawsze żyli obok siebie, rozmawiali rzadko.

Coś się jednak zmieniło. Po tej rozmowie Martyna spojrzała na Zbigniewa inaczej. Był zadbany i charyzmatyczny. Najważniejsze był bogaty.

W końcu zgodziła się. Dogadali się, iż tylko podpiszą papiery w Urzędzie Stanu Cywilnego, a mieszkać będą osobno.

Po ślubie Zbigniew natychmiast dotrzymał słowa: podarował jej przestronne mieszkanie w centrum Warszawy, dał kilkaset tysięcy złotych na inwestycję, opłacił kursy i pokrywał wszelkie koszty utrzymania.

Martyna także wywiązywała się z umowy zawsze towarzyszyła mężowi w czasie spotkań biznesowych i odgrywała szczęśliwą żonę.

Po ślubie zapomniała o dawnej rozrywkowej naturze. Spoważniała, zaczęła patrzeć na Zbigniewa zupełnie inaczej. Okazał się inteligentny, ciepły i hojny. Polubiła go na tyle, iż po każdej wspólnej delegacji coraz mniej chciało się jej z nim rozstawać. Dopiero teraz zrozumiała, za co jej mama tak go kochała.

Przez rok ani razu nie żałowała swojej decyzji.

Po roku małżeństwa, choć nie żyli razem, zgodnie postanowili się rozwieść. Biznesmen podpisał już kontrakt i nie musiał dłużej udawać idealnego męża. Ale wtedy ich relacja się zmieniła. Zbigniew już nie widział w Martynie rozkapryszonej dziewczyny, a ona przyzwyczaiła się do tego, którego dotąd unikała.

Dziękuję ci. Myślę, iż teraz poradzisz sobie sama powiedział Zbigniew. Jak obiecałem, jesteś wolna.

Jesteś pewny, iż chcesz rozwodu? zapytała Martyna, stojąc z nim przed Urzędem Stanu Cywilnego.

A ty nie? spojrzał jej w oczy i zobaczył żal.

Ja nie chcę odpowiedziała szczerze Martyna.

Ja też nie chcę uśmiechnął się Zbigniew, przyciągnął ją do siebie i spojrzał poważnie. Ale jeżeli zostaniesz moją żoną, to już nie na niby.

Zgadzam się.

Do urzędu już nie weszli. Zmienili zdanie w ostatniej chwili.

Idź do oryginalnego materiału