“Mądze” i wolność od odpowiedzialności

nno.pl 3 dni temu

W “Dniu Świra” jest scena, gdzie Adam Miałczyński, leżąc na plaży, mówi: Teraz już nic nie jest jednoznaczne i jasne tylko jakby jasne. Już od jakiegoś czasu mamy kolejne “jakby” – “mądrze”.

Zaprzęgliśmy “mądrze” do wszystkiego. Sztuczna inteligencja przyniesie profity, o ile będzie wdrożona MĄDRZE. Negocjacje trzeba prowadzić MĄDRZE. Zarządzanie ESG da biznesowy efekt, o ile będzie MĄDRZE splecione z modelem biznesowym. Do zbrojenia Polski trzeba podchodzić MĄDRZE. I rozmawiać z nastolatkami trzeba MĄDRZE, i improwizować w kuchni, i chodzić po górach. Mądrość jest OK, pełna zgoda. Ale czy “mądrze” też? Co to adekwatnie oznacza?

Może chodzi o odpowiedzialność? Ale jaką, kogo wobec kogo, z jakimi granicami, na czym opartą? Może o plan? Ale jak konstruowany, na podstawie jakich danych i założeń, jak weryfikowany? Może o umiar i ściąganie cugli emocjom? Może o pokorę i świadomość swoich ograniczeń? Może…

Odnoszę wrażenie, iż samo “mądrze” to wytrych bez treści, który ma sprawić, iż wypowiedź będzie brzmiała gładko jak smooth jazz. Nadużycia tej frazy są tak powszechne, iż stała się ona pusta, bez kontekstu i bez konkretu. Jest tak pojemna, iż wszystko da się tam upchać. Często to gadanie dla samego gadania, sprawia wrażenie, iż ktoś, kto nie ma nic do powiedzenia, przyobleka to w słowa (żeby wesprzeć się cytatem z Tuwima). “Mądrze” brzmi już znajomo, ludzie się do tego przyzwyczaili jak do refrenu znanej piosenki – przyjemnie dźwięczy w uszach.

Sam tak miałem i pewnie przez cały czas mam, bez problemu da się znaleźć w moich tekstach “mądrze”. Trochę wstyd, ale tym bardziej trzeba tę bombę rozbrajać. Bo daje tylko pozory kompetencji. Zamiast otwierać, pęta niewidzialną nicią na zasadzie: Aaaaaaa, mądrze? To spoko, to wszystko git. Nic nie git, to jakiś rodzaj filtra-uspokajacza, językowej melisy, lukru na wypowiedzi, który ma sprawić, iż nie będzie ona kontestowana, no bo kto śmiałby dyskutować z mądrością. Albo choćby ją doprecyzować, mądrość to mądrość i już. Zwalnia od odpowiedzialności za słowo, rozleniwia, uwalnia od wątpliwości.


Zastanawia mnie to. Język potrafi zniewalać i w tym sensie “mądrze” powinno nas niepokoić. Jest powierzchowne, niedojrzałe, na odwal, jakby kryła się za tym jakaś niepewność, strach, a może choćby kłamstwo i cynizm – w końcu „mądrze” znaczyć może również sprytnie, z korzyścią, wykorzystując okazję, przebiegle i egoistycznie. Sądzę, iż powinniśmy domagać się konkretu, oczywiście także od samych siebie! Prawda o świecie wiedzie przez detal, jestem o tym głęboko przekonany. A “mądrze” daje pozory skutecznej odpowiedzi na wszystko. Ma być po prostu mądrze i to uratuje nas wszystkich. Od wszystkiego złego. Na zawsze. Nienawidzę takiej szmiry! Nudne to i głupie, jak mówił Ciastek w “Shreku 2”.

Idź do oryginalnego materiału