Mądra Teściowa na Złotej Górze

polregion.pl 13 godzin temu

Drogi pamiętniku,
Dziś, kiedy podlewałam kwiaty na parapecie w naszym mieszkaniu przy ul. Marii Skłodowskiej w Warszawie, do pokoju wbiegła moja córka, Bogna, trzydziesto pięcioletnia, z wyraźnym niepokojem w oczach.

– Mamo, jesteś sama? zapytała, nie czekając na odpowiedź.
– A może powinnyśmy się najpierw przywitać i zapytać, jak się czuję? odparłam z lekkim uśmiechem.
– O, witaj, mamo, jak się masz? Jestem taka załamana, a taty nie ma? powiedziała, łamiąc głos.

– Czuję się, jak pisze w moim dowodzie osobistym odparłam, bo dokument to podstawa. Tata? Ten odszedł, bo postanowił oddać się Bogu.
– Gdzie dokładnie? dopytała.

– Spróbuj sobie wyobrazić, gdzie tata chodzi w soboty.
– Do kościoła? odpowiedziała, niepewnie.

– Mam nadzieję, iż do kościoła, a nie na podwórko, żeby rozmawiać o Bogu z jakąś nieznajomą (roześmiała się). Dodałam, iż nie rozumiem, dlaczego Bogna znowu nie dziękuje Bogu.

– Mamo, nie mogę dłużej wyznała, łamiąc rękę w talii rozwiodę się z Jarkiem!

– A twój Jarek, między nami, nie jest najgorszym mężem na świecie! Myślisz, iż przy nim będzie kolejka? Aha, zaraz zobaczymy! odparłam żartobliwie, przywołując stary żart: Królowo szarlotki!.

– Po co tak go podnosisz? Czy naprawdę myślisz, iż cię kocha? rzuciła.

– Czy to tak, iż mój żołądek kwaśnieje jak barszcz, bo cię nie kocha? Wiem, iż moja córka potrafi wzbudzić nienawiść u teściowej, jeżeli ma takiego męża! odpowiedziałam, wskazując, iż każdy potrafi doprowadzić kogoś do czerwonego krzyża.

– Mamusiu, a mówi się: Jabłko od jabłoni uśmiechnęła się złośliwie.

– A jeszcze: W rodzinie nie ma róży bez kolców pokazałam język i mrugnęłam. Dość krzywdy serca, powiedz wreszcie!

– Mamo, przyjrzyj się: idziemy dziś na urodziny, chcę dać pięćdziesiąt złotych, a on mówi: Ojej! westchnęła.

– A co w tym złym? Nie trzeba wybuchać oczami i wołać, iż jesteśmy bogaci! Weź sześć kryształowych kieliszków i idź. doradziłam.

– Kto potrzebuje teraz twoich kieliszków? Wszyscy już je mają! skwitował Jarek.

– Nie jestem sędzią, a ty chcesz wiedzieć, jestem pracownikiem kultury! Sprzedaję bilety na cyrk od lat i robię to świetnie! Nie potrzebują kieliszków, bo rozdają je innym, a nie ja! wyjaśniłam.

Bogna spojrzała na mnie z oburzeniem. Wtedy wszedł do pokoju czterdziestoletni Janusz, nasz sąsiad.

– Dlaczego otwarte drzwi? Dzień dobry, mamo! przywitał się.

– Och, Januszu! Cieszę się, iż jesteś. Zjesz coś? Mam wspaniałą rybę, którą przygotowałam specjalnie dla ciebie. Gdybyś nie przyszedł, wysłałabym tatę, żeby ci ją przyniósł! odparłam.

– A mnie? spojrzała Bogna rozczarowana. Nie zaproponowałaś mi nic!

– Dziecinko, przepraszam, już zaraz ci coś podam. Zauważyłam Jarka i nie mogłam się powstrzymać, iż mam złotego syna! Lepiej niż syn? zaśmiała się, patrząc na Jana. Posłuchaj, Jarku, chcę, żebyś wiedział, iż stoję po twojej stronie. Twoja żona mnie szaleńczo rozbawiła, a ja mówię, iż masz rację! Czy wolisz zjeść w kuchni, czy przynieść ci coś tutaj?

– Dziękuję, mamo, ale właśnie jedliśmy śniadanie, nie jestem głodny, i dzięki za wsparcie odparł Jarek. Gdyby nie twoje słowa, nie przekonałbym żony, iż trzyma się swojego zdania.

– Jarku, wiesz, iż nie jest zła żona. Opowiadała mi mnóstwo dobrych rzeczy o tobie, więc kocham cię jak własnego syna. dodałam, a Bogna, popijając wodę, zakrztusiła się przy tych słowach.

Jarek objął moją żonę, Dzięcioła:

– Naprawdę? Myślałem, iż będziesz narzekać

– Nie, poszła po radę, bo nie chciała rozmawiać. Powiem ci sekretnie: Dinka chce przygotować coś pysznego, ale nie powiem co. My się doradzaliśmy jak dwie gospodynie! I przy okazji, jako prezent powiedziała, iż jeszcze nie zdecydowaliście, więc zgodziłam się, iż masz rację.

Cały monolog matki słuchała Bogna szeroko otwartymi oczami, po czym uśmiechnęła się:

– Mamusiu, dziękuję, zapamiętam wszystko, co mi powiedziałaś, a jeżeli coś zapomnę, zadzwonię. Czas już iść.

– Nie, dopóki nie przyniesiesz Jarkowi tej ryby, nie wypuszczę was!

– Tylko dla Jarka? Znowu o mnie zapomniałaś?

– Och, głupia moja głowa, wiesz przecież, iż on jest dla mnie najważniejszy, a potem ty dodałam, wzruszając ramiona z wyrzutem.

Jarek stał z zadowolonym uśmiechem. Jego teściowa przyniosła rybę owiniętą w pasiasty ręcznik, włożyła ją do wodoszczelnej torby i podała synowej w małym koszyku.

– Proszę, jedz na zdrowie, niech mi wszystko już wyjdzie, bo się obrażę! zażartowała.

– Dziękuję, mamo, jesteś prawdziwą przyjaciółką, mam szczęście z taką teściową! wziął żonę pod ramię i ruszył w drogę. Idziemy, Dinka?

– Idę, dorozumiem i pożegnam się z mamą.

Mój mąż wyszedł, a Bogna podeszła do mnie i szepnęła:

– Mamo, jesteś wielką aktorką! Wielki Teatr Narodowy by płakał z twojego występu! A jak zostawiłaś tatę bez grosza?

– Wiesz, kochana, nie chcę, żebyś płakała po obu oczach, więc z tatą zjemy rybę następnym razem. Pamiętaj: żeby w domu panował porządek, trzeba czasem trochę grać w aktora.

Takie rozmowy przypominają mi, iż rodzina jest jak scena każdy ma swoją rolę, ale najważniejsze, by grać z sercem.

Lekcja: prawdziwe wsparcie i odrobina humoryzmu potrafią rozwiązać najtrudniejsze konflikty w życiu.

Idź do oryginalnego materiału