Łukasz, ty mnie w ogóle nie rozumiesz. Zwariowałeś? Co to znaczy – odchodzę? -To właśnie znaczy. Ma…

polregion.pl 1 dzień temu

Paweł, ja cię naprawdę nie rozumiem. Zwariowałeś? Co to znaczy odchodzę?

To, co słyszysz. Już od dawna mam kochankę! Jest młodsza ode mnie o 16 lat! I uznałem, iż z nią będzie mi lepiej!

Przecież ona mogłaby być twoją córką!

Bez przesady! Ma już 20 lat.

Paweł podszedł do niej bliżej.

I wiesz co… Ojciec Gabrieli jest bardzo bogaty. W końcu będę mógł żyć tak, jak zawsze marzyłem! Rozumiesz? No i ona urodzi mi dziecko, czego ty nie dałaś rady.

Każde słowo Pawła raniło Zosię niczym nóż. Czuła, iż prędzej czy później ten dzień nadejdzie, bo latami nie mieli dzieci.

Ale nigdy nie pomyślała, iż odejdzie tak brutalnie.

Byli razem niemal 15 lat. Przeżyli różne rzeczy, jak wszyscy. Ale Zosia zawsze wierzyła, iż w rodzinie musi panować szacunek, bez tego nie da się żyć.

Zosiu, choćbyś zapłakała dla przyzwoitości, bo tak to ja się głupio czuję.

Zosia z dumą uniosła głowę.

Dlaczego miałabym płakać? Cieszę się twoim szczęściem! Naprawdę! Niech przynajmniej jedno z nas spełni swoje marzenie.

Mąż skrzywił się pogardliwie.

Wciąż mi wypominasz twoje pędzle? Przecież to choćby nie praca, to nic nie znaczy!

Owszem, to hobby. Ale gdybyś choć trochę więcej zarabiał, a ja mogła mniej pracować, może i ja bym się na poważnie zajęła tym, co lubię…

Daj spokój. Co ty byś jeszcze chciała w życiu robić? Dzieci mieć nie możesz. To zajmuj się pracą i tyle.

Spojrzała na Pawła, który właśnie próbował zapiąć walizkę.

Paweł, a ta twoja… nowa wybranka. Pracować raczej nie zamierza, więc jak zamierzacie żyć? Ty też pracy się nie boisz…

To już nie twoja sprawa! Ale dziś mam dobry humor, to ci powiem na własne pieniądze musimy przetrwać tylko jakiś czas. A potem, jak Gabriela będzie w ciąży, to jej ojciec obsypie nas złotówkami! I w ogóle, spokojnie, wystarczy nam!

Paweł w końcu dopiął walizkę i wyszedł z mieszkania, trzaskając głośno drzwiami. Zosia aż się skrzywiła zawsze nie znosiła hałasu. Odwróciła się z powrotem w stronę okna.

Pod blok podjechało czerwone volvo. Z auta wyskoczyła młodziutka dziewczyna, natychmiast rzuciła się Pawłowi na szyję.

Wszystkie sąsiadki na ławkach obserwowały tę scenę jak na spektaklu. Skubaniec… choćby odejść nie mógł, żeby jej nie upokorzyć.

A jednak Zosia poczuła ulgę. Ich życie już od dawna było tylko komedią.

Paweł praktycznie nie bywał w domu. Zosia wszystko rozumiała, ale sama nie miała w sobie siły, żeby rozciąć ten węzeł nazwany małżeństwem.

Roztrzęsiona sięgnęła po telefon.

Rytka, co robisz wieczorem?

Przyjaciółka była zdziwiona.

Słucham? Wynurzyłaś się z tej twojej chandry?

Oj, już cię proszę… Żadnej chandry nie było. Zwykłe zmęczenie. Chodźmy dziś gdzieś? Nalejemy sobie wina, pogadamy, jest dobry powód.

Na linii zapadła chwila ciszy, potem Rita niepewnie spytała:

Zosiu, wszystko w porządku? Jakie dziś brałaś tabletki? Przeciwbólowe? Przeciwgorączkowe? Nie masz czasem temperatury?

Rytka, dość już!

No, jak mówisz serio, to jestem za. Mam już dość twojej sflaczałej miny! Tylko…

Co? Nie możesz?

Nie o to chodzi. Jak twój Pawcio cię puści? Kto mu posiłek na kanapę przyniesie i wytrze nos?

Rytka, o siódmej w Diamentowej!

Zosia odłożyła telefon. Kiedyś jeszcze zabije tę przyjaciółkę. I to będzie raczej niedługo.

Uśmiechnęła się sama do siebie. Chciała coś z nią zrobić od dnia, kiedy się poznały.

Nie wpływało to jednak w żaden sposób na ich przyjaźń. Rzuciła torebkę na ramię i wybiegła z domu. Było już popołudnie, a tyle rzeczy zostało do zrobienia.

Rita z niecierpliwością patrzyła na zegarek. Zosia nigdy się nie spóźniała, a tu już pięć minut po czasie.

Aż wreszcie zobaczyła ją w drzwiach restauracji i dosłownie zaniemówiła. Zresztą nie tylko ona.

Zosia zawsze nosiła długie włosy, związane w kok. Teraz miała krótkiego boba, w jasnym kolorze.

Makijaż? Dziś Zosia wyglądała perfekcyjnie.

Zawsze wybierała spodnie, tymczasem przyszła w luźnej sukience, która subtelnie podkreślała figurę.

Zosia, wow

Zosia odłożyła torebkę na krzesło i zasiadła z triumfem.

Jak ci się podoba?

No, muszę przyznać wyglądasz dziesięć lat młodziej. Tylko nie mów, iż wygoniłaś swojego Pawcia!

Nie powiem… Sam poszedł.

Obie przez chwilę patrzyły sobie w oczy, po czym wybuchły śmiechem.

Pół godziny później kelner postawił przed nimi drinki od pana z drugiego stolika. Był jakieś pięć lat starszy.

Rita rzuciła Zosi porozumiewawcze spojrzenie:

Proszę, masz już adoratora.

Zosia uśmiechnęła się, pomachała nieznajomemu i zaprosiła go do ich stolika. Rita aż otworzyła szerzej oczy:

Ty to dzisiaj jesteś niemożliwa!

Bawiły się długo. Nowy znajomy miał na imię Michał. Był zabawny, inteligentny, nienachalny i naprawdę przystojny.

Odwiózł Ritę taksówką, po czym zaproponował, iż odprowadzi Zosię.

Mogę przespacerować się choćby na drugi koniec miasta mam samochód, ale nie prowadzę po drinku.

Bez przesady, ja mieszkam tylko za dwoma skrzyżowaniami.

Do domu Zosi dotarli już nad ranem. Spacerowali, rozmawiali o wszystkim i o niczym.

Zosia, zapomniałem zapytać, co świętowaliście z Ritą? Masz urodziny? To trzeba będzie uczcić!

Nie… Chociaż, w zasadzie. Mąż mnie wczoraj zostawił.

Zosia uśmiechnęła się swoim najpiękniejszym uśmiechem. Michał spojrzał na nią z zaskoczeniem.

No tak, Zosiu… Potrafisz zaskoczyć.

Trzy tygodnie później Zosia i Rita piły kawę w kawiarni.

Zosiu, jak leci z Michałem?

Zosia rozpromieniła się.

Wiesz, Rytka, chyba nigdy nie byłam taka szczęśliwa. Nic przed nim nie ukrywam, a on jakoś potrafi radzić sobie z moimi lękami.

Ale… coś cię gryzie?

Paweł nie daje mi spokoju. Nie wiem, po co, ale wysłał mi zaproszenie na swój ślub.

Co ty gadasz… po co?

Pewnie chce zobaczyć zapłakaną byłą żonę. Albo Gabi pokazać triumf.

Szkoda słów… Weź Michała, zajedziecie, pogratulujecie i wyjdziecie. Byle mu pokazać, jak się żyje!

…Paweł patrzył na Gabrielę.

Wyglądasz pięknie…

Wiem. Myślisz, iż tata przyjdzie?

Jak mógłby nie przyjść, jesteś jego córką…

Córką… Przez cały rok ani grosza, chce mnie nauczyć pracy. Też ojciec…

Paweł objął ją.

Nie martw się, przyjdzie. W końcu córka wychodzi za mąż!

Zrobili wesele na kredyt. Paweł i Gabriela byli pewni, iż ojciec wybaczy córce i odkręci kurek z pieniędzmi.

Paweł?

A twoja była przyjdzie?

Wyobraź sobie, tak! Wczoraj dzwoniła.

Nie do wiary!

Tak! Pewnie będzie mnie prosić o powrót.

O, ja lubię takie sceny!

Gdy Zosia wyjaśniła Michałowi, czego od niego oczekuje, był zaskoczony.

O której jest ślub?

O czternastej. Czemu pytasz?

A jak się nazywa twój były?

Paweł. Dlaczego?

No popatrz! Jasne, iż pójdę z tobą.

Wszystko wyjaśnił jej dopiero w drodze do sali weselnej. Zosia była tak zszokowana, iż choćby nie próbowała niczego zmieniać.

Szli razem ścieżką w stronę młodych. Zosia dumnie trzymała się Michała pod ramię.

A Paweł i Gabriela wcale nie wyglądali na szczęśliwych. Podeszli do młodych.

Gabriela wyszeptała:

Tato?

A Paweł ledwo wykrztusił:

Zosia?

Nie poznał jej od razu. Nie sądził, iż jego żona może tak wyglądać.

Michał wręczył córce kwiaty i kopertę.

Dobrze, iż wychodzisz za mąż, wreszcie staniesz na własnych nogach. A my z Zosią wybieramy się w świat podróże, ciepłe morza…

Zwrócił się do Pawła:

Pan rozumie, pani matka też potrzebuje odpoczynku. Przekazuję więc córkę w dobre ręce. Proszę wybaczyć śpieszymy się.

Wyszli z restauracji. Zosi chciało się śmiać, ale nie wiedziała, jak Michał to odbierze. Ten nagle zwrócił się do niej:

Masz świadomość, iż teraz musisz za mnie wyjść?

Zosia zamyśliła się, a potem poważnie odpowiedziała:

No, jeżeli trzeba, to trzeba…

Objęci skierowali się do auta. A Michał już przez telefon rezerwował bilety gdzieś, gdzie ciepło i jest morze.

Idź do oryginalnego materiału