– Lucynka, cześć! Przyjmij gościa – powiedziała siostra, wpychając walizkę do przedpokoju nogą.
Była sobota, bliżej południa. Lucyna niczym się nie martwiła.
Wtedy zadzwonił dzwonek.
Dwa razy. Potem trzy. Potem długo i niecierpliwie.
Andrzej, siedząc przed telewizorem, mruknął:
– Ktoś się uparł.
Za drzwiami stała Nina, młodsza siostra. Dwie walizki, torba na ramię i mina pełna triumfu.
– Lucynka, cześć! Przyjmij gościa – powiedziała i wturlała pierwszą walizkę do przedpokoju.
Lucyna odsunęła się bez myślenia. Czterdzieści lat siostrzanej bliskości uczy odruchów.
– Na długo przyjechałaś? – zapytała, widząc drugą walizkę.
Nina zdjęła kurtkę i powiesiła ją obok płaszcza Lucyny. Rozejrzała się po mieszkaniu jak po własnym.
– Na stałe. Przeprowadzam się. Macie trzy pokoje, jesteście we dwoje. Jeden jest zbędny.
Lucyna spojrzała na siostrę w milczeniu.
Andrzej delikatnie podgłośnił telewizor.
– Nina, czekaj, mówisz serio?
– Oczywiście – odpowiedziała Nina, zaglądając do pokoi. – Ten będzie idealny. Cisza i okno na podwórko.
To był pokój gościnny ze starą kanapą i maszyną do szycia.
– Nina, nic nie ustalałyśmy – powiedziała Lucyna.
– A co tu ustalać? Jesteśmy rodziną. Mama nas tak uczyła.
Lucyna pomyślała, iż mamy lepiej teraz nie wspominać.
Telewizor mówił o pogodzie na cały tydzień. Andrzej wyglądał, jakby chciał poznać prognozę wyjątkowo dokładnie.
Nina już rozpakowywała walizkę.
Przesunęła łóżko, bo nie znosiła przeciągów. Maszynę do szycia zepchnęła w kąt.
– Po co ci to? Szyjesz coś? Nie? No to widzisz.
Lucyna milczała.
Wieczorem na korytarzu stanęły puchate kapcie z pomponami. Eleganckie buty Lucyny wyglądały przy nich skromnie.
Podczas kolacji Andrzej jadł w milczeniu, patrząc w zupę.
– Barszcz pierwsza klasa – powiedział.
– Normalny barszcz – skwitowała Nina. – Macie wiatrak? W pokoju duszno.
Andrzej spojrzał na Ninę, potem na żonę.
– Poszukamy – odpowiedział.
Lucyna westchnęła w duchu bardzo głęboko.
Trzeciego dnia Nina zabrała się za lodówkę.
– Kefir ci się przeterminował.
– Wiem, nie zdążyłam wyrzucić.
– Trzy kostki masła naraz? Zajmują miejsce.
– To moja lodówka.
– No i co z tego? Nie jestem obca.
Lucyna słyszała to zdanie codziennie. Miała ochotę odpowiedzieć szczerze, ale nie odpowiadała.
Nina zadomowiła się całkowicie.
Wiedziała, kiedy Andrzej wychodzi na zajęcia, i wtedy przychodziła z herbatą rozmawiać. O sąsiadach, pogodzie, polityce.
Lucyna kiwała głową i myślała, iż jej życie zaczyna przypominać serial.
Rano Nina wstawała pierwsza.
O szóstej już brzęczały garnki.
– Andrzej, jajecznicę? Lucynka, z pomidorem? Znalazłam ser, trochę twardy, ale starłam!
Andrzej szedł do kuchni zaspany, ale posłuszny. Jadł. Dziękował.
Lucyna stała w progu w szlafroku.
Karmi mojego męża w moim domu, pomyślała.
I wtedy coś w niej się zmieniło.
Zaparzyła kawę i zadzwoniła do córki.
– Ola, masz chwilę?
– Jasne, mamo. Co się stało?
– Przyjedź, muszę pogadać.
Ola przyjechała w niedzielę z sernikiem.
– Mów – powiedziała, przytulając matkę.
Lucyna opowiedziała wszystko. O walizkach, kapciach, serze, jajecznicach.
Ola słuchała, podnosząc brwi.
– A ona płaci za coś?
– Zapowiada, iż będzie.
– Zapowiada czy płaci?
Lucyna zamilkła.
– Zapowiada.
Wtedy z pokoju wyszła Nina, uśmiechnięta szeroko.
– Olcia! Cudownie! Lucynka, gdzie cukier?
– W szafce.
– Mogę wziąć?
– Bierz.
Nina wsypała cukier do kawy i spróbowała zadowolona.
Ola patrzyła spokojnie, jakby już wiedziała, co powie.
– Ciociu, kiedy sprzedałaś mieszkanie?
Nina zamarła.
– Skąd wiesz?
– Ciocia Halina wspomniała.
Nina spojrzała na Lucynę. Lucyna patrzyła w okno.
– No i co z tego? – powiedziała Nina urażona. – Mam pieniądze, szukam nowego mieszkania. Rynek taki, iż nie warto teraz kupować. Pomieszkam, odłożę, zobaczę.
– Jak długo to „trochę”? – zapytała Ola.
– Może rok. Może dwa.
Lucyna odwróciła się od okna.
– Nina, dostałaś pieniądze za mieszkanie i wprowadziłaś się do mnie, żeby nie wydawać?
– Lucynka, no co ty…
– Dobrze rozumiem?
– Jesteśmy rodziną – rzuciła Nina, jak zawsze.
Ale to już nie działało.
– Ola z rodziną się tu wprowadza. Zaprosiłam ich na sobotę.
Nina spojrzała na Olę. Ola patrzyła w kubek, milcząc znacząco.
– Kiedy ty…
– Zdążyłam – powiedziała Lucyna.
To nie była prawda. Ola miała swoje mieszkanie.
Ale Lucyna patrzyła na siostrę z takim spokojem, jakiego Nina nigdy u niej nie widziała.
Nina wstała. Poprawiła szlafrok.
– Jasne – powiedziała krótko.
Spakowała walizki tego samego dnia.



![Uruchamiamy MC1204, słynny zegar z CEMI [TOWARY MODNE 342]](https://i1.ytimg.com/vi/9Sw4qEphmjs/maxresdefault.jpg)








