Lód na Bałtyku załamał się pod namiotem. Turystów uratował wielki napis SOS

natemat.pl 3 godzin temu
Para turystów otarła się o śmierć, gdy zamarznięty Bałtyk rozstąpił się pod ich namiotem. Ocalił ich nowoczesny nadajnik i sygnał SOS ułożony z lodowych brył na środku mroźnej pustyni.


Wyprawa niemieckich turystów przez Zatokę Botnicką, będącą najbardziej wysuniętą na północ częścią Morza Bałtyckiego, miała być pokazem siły charakteru i miłości do arktycznych wyzwań, jednak w ułamku sekundy zamieniła się w walkę o życie. Przejście z Finlandii do Szwecji po lodzie to wyczyn, na który decydują się tylko nieliczni, ale tegoroczna aura przypomniała, iż morze nigdy nie daje gwarancji bezpieczeństwa, choćby gdy pod stopami mamy kilkadziesiąt centymetrów lodowego pancerza.

Turystom z Niemiec pozostała tylko lodowa kra na Bałtyku


Para niemieckich turystów zaplanowała trasę, która dla wielu brzmi jak szaleństwo: ok. 170 kilometrów marszu na nartach przez skute lodem wody Zatoki Botnickiej. Wystartowali z fińskiego Oulu, kierując się prosto na zachód, ku szwedzkiej Lulei. Przez pięć dni zmagali się z arktycznym wiatrem i ekstremalnym wysiłkiem, pokonując imponujący dystans 150 kilometrów. Byli już niemal u celu, gdy zdecydowali się na ostatni nocleg na skutym lodem Morzu Bałtyckim. Sobotnia noc przyniosła jednak dramatyczny zwrot akcji.

Pod namiotem, w którym odpoczywała para, doszło do nagłego pęknięcia pokrywy lodowej. W jednej chwili lodowata toń wciągnęła niemal cały ich ekwipunek – sanie, zapasy jedzenia, narty i sprzęt biwakowy zniknęły w czarnej otchłani Bałtyku. Rozbitkowie zostali na niewielkiej, dryfującej krze, ubrani jedynie w to, co mieli na sobie w śpiworach, otoczeni przez setki metrów wody i miażdżącego lodu.



Sygnał SOS ułożony z lodu


Sytuacja wydawała się beznadziejna, ale turyści byli przygotowani na czarny scenariusz. najważniejszy okazał się satelitarny nadajnik sygnału niebezpieczeństwa, który mimo utraty reszty bagażu, udało im się gwałtownie aktywować. Sygnał został odebrany przez Centrum Ratownictwa Morskiego w Turku (MRCC), które skoordynowało międzynarodową operację z udziałem fińskich i szwedzkich służb. W powietrze wzbiły się samoloty patrolowe, a z bazy wyruszył poduszkowiec Straży Przybrzeżnej.

Odnalezienie dwóch osób na gigantycznej, poszarpanej tafli Bałtyku okazało się jednak zadaniem karkołomnym. Wiatr spiętrzył lód w potężne, dwumetrowe bariery, które z wysokości kilkuset metrów czyniły ludzi niemal niewidocznymi. Rozbitkowie wykazali się jednak przytomnością umysłu – wykorzystując bryły lodu, ułożyli na krze gigantyczny napis "SOS". Po ok. pięciu godzinach poszukiwań turyści, choć skrajnie wychłodzeni, zostali odnalezieni i bezpiecznie przetransportowani na ląd.

Bałtyk zamieniony w lodową pustynię


Eksperci podkreślają, iż Zatoka Botnicka jest wyjątkowo zdradliwa, co wynika z jej unikalnej charakterystyki. Dzięki bardzo niskiemu zasoleniu woda zamarza tu znacznie szybciej i mocniej niż w pozostałych częściach Bałtyku. Tegoroczna zima była rekordowo surowa – od stycznia do końca lutego temperatury niemal nie wychodziły powyżej zera, co pozwoliło uformować pokrywę lodową o grubości od 40 do choćby 80 centymetrów. Jednak to, co laikowi wydaje się solidnym gruntem, w marcu staje się śmiertelną pułapką.

Wiosenny lód, mimo swojej imponującej grubości, strukturalnie różni się od tego zimowego. Pod wpływem coraz silniejszego słońca i zmiennych prądów morskich tafla traci swoją spójność, stając się miękką i podatną na pęknięcia pod wpływem wiatru. To właśnie ten proces sprawił, iż potężny pancerz, który teoretycznie powinien utrzymać ciężki pojazd, rozpadł się pod ciężarem małego namiotu. Marzec na północnym Bałtyku to czas, w którym biała pustynia zaczyna "pracować", przypominając o tym, iż wiosna na morzu to okres gwałtownych ruchów tafli.

Idź do oryginalnego materiału