
RysunekAnna Głąbicka
Drodzy Czytelnicy „Pisma”!
Przez kilka ostatnich lat odpowiadałam na Wasze listy. Dzisiaj ta wspaniała przygoda (ależ to jest wyświechtany zwrot! Ale co zrobić, jeżeli to naprawdę była wspaniała przygoda?) się kończy.
To dla mnie duża zmiana. Dotąd każdy koniec miesiąca był naznaczony rytuałem: z ekscytacją otwierałam skrzynkę mailową, czytałam wszystkie nowe listy; jeden z nich zawsze wydawał mi się najpilniejszy albo najbliższy temu, co gryzło i mnie. A potem chodziłam z tym listem w głowie, piłam z nim herbatę, robiłam z nim zakupy i wyprawiałam z nim dzieci do szkoły, aż wreszcie słowa zaczynały się schodzić, odpowiedź zaczynała się formować i powstawał tekst, który czytaliście potem w „Piśmie”.

Aktualności „Pisma”
W każdy piątek polecimy Ci jeden tekst, który warto przeczytać w weekend.
DlaczegoRozmowy z K.się kończą? Lepszym pytaniem jest: dlaczego się w ogóle zaczęły? Nie da się ukryć, iż za decyzją o rozpoczęciu takiego cyklu musiał stać jakiś rodzaj buty – w końcu komu się wydaje, iż może rozumieć czyjeś problemy, komentować je, ba, choćby dawać innym rady? Tu trzeba pewności siebie, jakiejś dezynwoltury; przekonania, iż ma się coś do powiedzenia i iż potrafi się to powiedzieć w sposób, który coś zmieni albo coś pomoże. Żeby odpisywać na listy, trzeba myśleć o swoich słowach nie jak o bańkach mydlanych unoszących się w powietrzu ku chwilowej uciesze dzieci, ale jak o wrzucanych do wody kamieniach – wolno i zdecydowanie spadających na samo dno. Nie twierdzę bynajmniej, iż nie było w tym …









