List
Michał wracał z pracy, a pod nogami skrzypiał miękki śnieg. Nogi same niosły go znajomymi uliczkami Warszawy, aż poczuł nostalgię za dzieciństwem jazda na sankach z górki, bitwy na śnieżki, zjadanie lodowych sopli Cudowne czasy
Nagle usłyszał płacz dziecka. Rozejrzał się gwałtownie i zobaczył chłopca w brązowym płaszczyku i popielatej czapce siedzącego na ławce. Dziecko zanosiło się łzami, rozcierając je po policzkach.
Michał podszedł powoli.
Chłopczyku, zgubiłeś się? Czemu płaczesz?
Zgubiłem list Niosłem w kieszeni, a potem patrzę nie ma odpowiedział i znów zaszlochał.
Nie płacz, poszukamy razem. Co to za list? Mama ci dała, żeby wysłać na poczcie?
Nie, to ja napisałem. Dziadkowi Mrozowi Mama nic nie wie
Rozumiem No trudno, zawsze możesz napisać nowy.
Już za późno List nie zdąży dotrzeć
Wiesz co? Leć do domu, robi się ciemno, a ja poszukam twojego listu. Obiecuję, jak znajdę, wyślę go na pewno, dobrze?
Dobrze Naprawdę pan wysłałby, jakby znalazł?
Na pewno! Dziadek Mróz wie o wszystkich listach od dzieci. A choćby jakby nie i tak coś ci przyniesie
Chłopiec otarł rękawem płaszcza łzy i pobiegł w stronę osiedla.
Biedaczek. Pisał z nadzieją, a tu taki pech
Michał uśmiechnął się smutno. Przypomniał sobie, jak dawniej pod choinką odnajdywał prezenty i wierzył, iż sam Święty Mikołaj czytał jego listy. To były dawne, dobre czasy
Już niedługo jego własny synek też będzie pisał listy, choć na razie ma dopiero cztery lata i jeszcze nie umie
Michał ruszył powoli przed siebie, bacznie patrząc pod nogi. Nic nie widział, aż nagle dostrzegł róg koperty wystający ze śniegu. Ostrożnie wyjął ją z zasp, wpatrywał się chwilę to musiał być ten!
Papier był lekko przemoknięty. Michał starannie schował list do torby, żeby nie uszkodzić.
W domu czekała już kolacja. Żona Zuzanna gotowała barszcz z uszkami, a ich synek Staś bawił się samochodzikami na dywanie. Michał kochał ten dom i swoją rodzinę, zawsze wracał z radością.
Zuzka, wyobraź sobie: wracam, a na ławce siedzi chłopiec może z osiem lat i płacze strasznie. List do Dziadka Mroza zgubił. A ja odnalazłem! Sprawdźmy, co napisał
Michał wyjął lekko wilgotną kopertę, na której dziecięcą ręką napisano: Do Dziadka Mroza od Adasia Nowaka.
Może sprawdzimy, o co prosił? zaproponował Michał.
Pewnie, dobrze, iż to list nigdy dalej niż na pocztę by nie dotarł
Ostrożnie otworzył kopertę, wyciągnął kartkę w kratkę i zaczął czytać na głos:
Kochany Dziadku Mrozie! Pisze do ciebie Adaś Nowak, ul. Sienkiewicza 45. Mam dziewięć lat, chodzę do trzeciej klasy. Bardzo lubię grać w piłkę i biegać z kolegami.
Mieszkam z mamą Martą i babcią Jadwigą. Dopiero się przeprowadziliśmy do starego domku, bo dobrzy ludzie pozwolili nam tu zamieszkać.
Kiedyś mieszkaliśmy z tatą w innym mieście. Tata pił i bił mamę, a często i mnie. Mama z babcią to mama taty dużo płakały. Bardzo źle nam się żyło z tatą, dlatego uciekliśmy i zabraliśmy babcię.
Dziadku Mrozie, proszę, pomóż mojej mamie znaleźć nową pracę. Teraz sprząta, ale nie może się pochylać, bo boli ją kręgosłup. Daj mamie nową sukienkę, stara już się porwała. Mama jest wysoka, szczupła i bardzo ładna!
Babci daj proszę lekarstwo na kolana, bo ledwo chodzi. Marzy też o ciepłym, puchatym szlafroku, bo zawsze jej zimno. Babcia jest drobna i chudziutka.
A ja marzę o kolorowej choince z lampkami. Kiedyś mieliśmy święta, dopóki tata się nie upił i nie przewrócił drzewka
Czekam na ciebie, Dziadku.
Adaś Nowak
Michał skończył czytać i spojrzał na żonę. W oczach Zuzanny lśniły łzy.
Jezu, jakie to wzruszające Ten mały niczego dla siebie nie prosi, poza choinką. Wszystko dla mamy i babci Kto w tych czasach jeszcze ma tak czyste serce?
Widać dużo przeszli I dobrze, iż nie zostawili babci. Myślisz, żeby spełnić jego marzenie?
Michał, to cudowny pomysł! Wiesz, sama miałam ojca pijaka, ile ja w dzieciństwie wycierpiałam A moja mama nigdy nie odeszła. Dopiero jak zmarł, znalazłyśmy spokój
U nas akurat w firmie szukają recepcjonistki, może tej Marcie by odpowiadało? Płaca niezła, sprzątać nie trzeba przypomniał sobie Michał.
Weźmy od Przybylskich stroje Mikołaja i Śnieżynki, pojedźmy do Adasia, sprezentujmy mu prawdziwe święta! Ja kupię lekarstwa dla babci, ciepły szlafrok, sukienkę dla mamy pod wymiar podobną do mnie. Coś ładnego i w dobrej cenie znajdę, świąteczne przeceny teraz wszędzie.
Pieniądze mamy. Dajmy komuś szczęście.
Jestem za! Jesteś wspaniała, Zuzko
Michał przytulił żonę. Tak dobrze być razem i czuć, iż rozumieją się bez słów.
Nazajutrz Zuzanna kupiła elegancką butelkowo-zieloną sukienkę, mięsisty różowy szlafrok, lek przeciw bólowi stawów, czekoladki, mandarynki, i bombki na choinkę. Michał postanowił dorzucić tani telefon dla Adasia pewnie chłopak takiego nie miał.
Pożyczyli od znajomych stroje świętego Mikołaja i Śnieżynki. Michał szybciutko załatwił też małą, pachnącą choinkę jedną dla Adasia, drugą dla siebie.
Zuzanna i Michał założyli kostiumy, spakowali prezenty do dużego worka od Mikołaja. Michał spakował choinkę do bagażnika, synek Staś został u babci.
Gdy zajechali pod wskazany adres, zobaczyli niziutki domek z przekrzywionym płotkiem. W oknie paliło się światło.
Michał chwycił choinkę, Zuzanna worek z prezentami i podeszli cicho do drzwi, pukając delikatnie.
Kto tam? otworzyła wysoka, jasnowłosa kobieta, około trzydziestu pięciu lat. Musiała to być Marta, mama Adasia.
Zobaczywszy Świętego Mikołaja, speszyła się:
Przepraszam, na pewno pomyłka, my nie zamawialiśmy
A mieszka tu Adaś Nowak?
Tak, to mój syn
Mamusiu, kto przyszedł? rozległ się głos. Z pokoju wybiegł Adaś w dresie i swetrze.
Ojej Święty Mikołaj!
Cześć, Adaś! Dostałem twój list i przyjechaliśmy z wnuczką Śnieżynką, przyjmij nas!
Mamo! On przeczytał mój list! Ten pan znalazł go i naprawdę wysłał! Super! wykrzyknął chłopiec.
Marta uśmiechnęła się i wpuściła gości do środka, zza drzwi wyszła babcia Jadwiga, drobna kobieta o dobrych oczach. Adaś patrzył z zachwytem na pachnącą choinkę.
To dla nas? Naprawdę? Ale pachnie świętami
Dla was. A tu bombki i lampki potem sobie sami udekorujecie. Mam też prezenty, ale najpierw musisz mi coś powiedzieć albo zaśpiewać. Tak to już jest z Mikołajami
Michał podjął poważny ton, udając głęboki głos, jak na Świętego przystało.
Adaś z wrażenia zapomniał wszystkich wierszyków. Stał onieśmielony, patrząc wielkimi oczami na Mikołaja w czerwonym ornacie i brodzie.
Adaś, dużo o tobie wiem od leśnej sójki jesteś grzeczny, pomagasz mamie i babci, dobrze się uczysz.
Dla waszej rodziny mamy właśnie te prezenty, o które prosiłeś.
Chłopiec spojrzał na mamę pytająco, ta kiwnęła głową. Adaś rozwiązał worek, wyjął pudło z szlafrokiem dla babci, ozdobione czerwonym kokardą.
Babciu, to dla ciebie! Pisałem o tym w liście!
Dla mnie?! Przecież nigdy takiego nie miałam babcia nie mogła powstrzymać łez. Przymierzyła szlafrok pasował idealnie!
Dziękujemy, dobrodzieje! Kochani jesteście!
Potem chłopiec wręczył mamie sukienkę, a babci lekarstwa. Kobiety zaniemówiły ze wzruszenia.
Adaś sięgnął po kolejny prezent ogromny worek z cukierkami i mandarynkami. Na samej górze leżało pudełko ze telefonem.
Dla mnie? Prawdziwy telefon? Jaki super! Święty Mikołaju, dziękuję z całego serca! Wiedziałem, iż jesteś! krzyknął Adaś.
Zdrowia i szczęścia wam życzymy! A my już musimy iść
Zuzanna wraz z Michałem pożegnali się i zaczęli zbierać do wyjścia. Adaś rozpinał pudełko z nowym telefonem oczy mu błyszczały.
Do przedpokoju przyszły jeszcze Marta i Jadwiga.
Powiedzcie, kim jesteście? Skąd wiecie o Adasiu?
Znalazłem list i z żoną postanowiliśmy sprawić chłopcu trochę radości.
Proszę, tu jest list syna oraz wizytówka szukamy recepcjonistki, pani by się idealnie nadawała. jeżeli pani chce, proszę zadzwonić.
Dziękujemy Tyle szczęścia naraz Adaś marzył o cudzie, i dzięki wam się spełniło
Wracali do domu w milczeniu. Oboje czuli radość, widząc, ile szczęścia dali obcej rodzinie. Bo najpiękniejsze są prezenty, które dajesz komuś z serca. Nie szkoda żadnych pieniędzy te się zarobi. Ale radości, świętych łez, nie da się kupić za żadne złotówkiZa oknem sypał śnieg, zasłaniając świat grubą pierzyną. Michał, ściskając dłoń Zuzanny, poczuł spokój i ciepło rozlewające się po całym ciele. W ich domu też pachniało teraz choinką, barszczem i piernikami. Staś wybiegł im naprzeciw w świątecznej piżamie, z szerokim uśmiechem na buzi.
Kiedy kładli się spać, Michał spojrzał na żonę i szepnął:
Wiesz, czasem jedno drobne dobro potrafi zmienić komuś cały świat.
Zuzanna odpowiedziała uśmiechem i wtuliła się w jego ramiona.
Zaś w odległym, małym domku Adaś kładł się do snu obok kolorowej, mrugającej światełkami choinki. Na twarzy miał pierwszy od dawna uśmiech pełen szczerej dziecięcej radości. Mama Marta przytuliła go delikatnie. Babcia Jadwiga cicho mruczała kolędę, w swoim nowym, ciepłym szlafroku. Wszyscy poczuli, iż tej nocy przyszły do nich prawdziwe święta nie przez prezenty, ale dzięki dobroci, która połączyła obcych sobie ludzi.
Na parapecie, pod cienką warstwą szronu, leżał stary, już niemal niewidoczny liścik do Dziadka Mroza. Obok niego zapłonęła jedna, maleńka światełko jak znak, iż cuda naprawdę się zdarzają. Trzeba tylko czasem wyciągnąć rękę i dostrzec kogoś, kto czeka na odrobinę ludzkiego serca.
A magia świąt wróciła nie tylko do domku Adasia, ale i do serc każdego, kto uwierzył w moc dobroci.









