List do Świętego Mikołaja – Historia o zgubionym liście, dziecięcych marzeniach i magii świąt, która…

polregion.pl 5 dni temu

11 grudnia

Dziś wracając z pracy, czułem jak śnieg przyjemnie chrzęści mi pod butami. Przyszły mi wtedy na myśl obrazy z dzieciństwa zjazdy z górki na teczce, bitwy na śnieżki, podjadanie sopli… Złote czasy. Świat wydawał się wtedy prostszy, a szczęście miało smak kakao podanego po powrocie do domu zmarzniętemu do szpiku kości.

Nagle usłyszałem rozpaczliwy płacz dziecka. To mnie wytrąciło z rozmarzenia. Rozglądnąłem się dookoła i zobaczyłem chłopca siedzącego na ławce. Miał na sobie brązowy płaszcz i szarą zimową czapkę, z oczu spływały mu grube łzy.

Podszedłem ostrożnie i spytałem:
Mały, zgubiłeś się? Dlaczego płaczesz?
Chłopiec pociągnął nosem.
Zgubiłem list… Niosłem go w kieszeni, potem patrzę a tu go nie ma… i znów wybuchnął szlochem.
Nie płacz, poszukamy razem. Jaki to list? Mama ci kazała na pocztę zanieść?
Nie, sam go napisałem… Do świętego Mikołaja… Mama nic nie wie…
Przyklęknąłem, by być bliżej jego poziomu.
Oj… To wielka strata, ale zobaczysz, napiszesz jeszcze jeden.
Ale on już nie zdąży dojść…
Wiesz co, pobiegnij lepiej do domu, bo robi się ciemno, a ja poszukam twojego listu. Umowa?
Naprawdę? Na pewno pan go wyśle, jak znajdzie?
Obiecuję! A poza tym święty Mikołaj i tak wszystko wie, co piszą do niego dzieci. choćby jeżeli list się nie znajdzie na pewno zostaniesz przez niego zauważony.
Chłopiec otarł łzy rękawem i pobiegł w kierunku najbliższego bloku.

Biedny dzieciak… Pewnie się starał, pisał zawzięcie, a tu taki pech.

Uśmiechnąłem się na wspomnienie świąt z dzieciństwa, kiedy wierzyłem, iż prezenty pod choinką naprawdę przynosił święty Mikołaj, bo przeczytał mój list. Jak dawno to było… Już niedługo mój synuś też zacznie pisać listy do Mikołaja na razie ma dopiero cztery lata i ledwo zna niektóre litery.

Szedłem dalej, bacznie patrząc pod nogi, ale długo nie mogłem nic znaleźć. Było mi żal tego chłopca, choćby nie wyobrażam sobie, czego tam mógł prosić… Może marzył o czymś tak bardzo, jak ja kiedyś.

I nagle w śniegu, pod ławką, wystawał zalany śniegiem róg koperty. Wydłubałem ją delikatnie. To musiał być ten list! Włożyłem ostrożnie do torby papier był już wilgotny.

W domu powitała mnie ukochana żona, Wiktoria, która gotowała kolację. Nasz synek, Maksio, bawił się samochodzikami na dywanie w salonie. Czułem w sercu radość, iż mam swoją rodzinę i ciepły dom.

Wika, wyobraź sobie, wracam dziś, a na ławce siedzi chłopiec może osiem lat i płacze za zgubionym listem do świętego Mikołaja. I wiesz co? Znalazłem ten list. Chcesz zobaczyć, o co prosił?
Wyciągnąłem kopertę. Dziecięce pismo: „Do Świętego Mikołaja od Kacpra Nowaka”.
Otwórzmy, co by tam nie pisał, na pocztę pewnie by nie trafiło… powiedziała Wiktoria.
Ostrożnie rozprostowałem mokry zeszytowy arkusz i przeczytałem na głos:

„Najukochańszy Święty Mikołaju! Pisze do Ciebie Kacper Nowak, mieszkający na ul. Kopernika 14, mieszkania 7, Warszawa. Mam dziewięć lat, uczę się w trzeciej klasie, lubię grać w piłkę i biegać z kolegami.
Mieszkam z mamą Anną i babcią Teresą. Niedawno przeprowadziliśmy się do starej kamienicy, gdzie dobrzy ludzie pozwolili nam zamieszkać.
Wcześniej mieszkaliśmy z tatą w innym mieście. Tata dużo pił i krzyczał na mamę. Czasem za dużo… I ja też się bałem. Mama razem z babcią to mama taty często płakały, ja razem z nimi. Uciekliśmy od taty, wzięliśmy babcię ze sobą.
Mikołaju, proszę Cię pomóż mamie znaleźć nową pracę. Teraz sprząta klatki, a źle jest jej się schylać, bo ma chore plecy. Przynieś jej też jakieś ładne sukienki, bo w starej już są dziury. Moja mama jest wysoka, szczupła i śliczna!
A dla babci poproszę tabletki na bolące kolana, bo jej ciężko chodzić, choć nie jest taka stara. Babcia bardzo chciałaby mieć cieplutki szlafrok, bo łatwo marznie.
A ja marzę najbardziej o ślicznej choince pełnej światełek i kolorowych ozdób. Kiedyś mieliśmy zawsze choinkę, był świąteczny czas, zanim tata nie zaczął złościć się i ją przewracać…
Święty Mikołaju, bardzo czekam na Ciebie.
Kacper Nowak”.

Skończyłem czytać, spojrzałem na Wiktorię. Miała łzy w oczach.
To jest piękne… szepnęła. Biedny chłopak… A prosi przede wszystkim dla mamy i babci. Dzieci nie zawsze tak potrafią…
Rzeczywiście, chłopak musiał przeżyć swoje. I jego mama, iż zabrała i siebie, i teściową. Dobrzy ludzie. Może my byśmy zrobili coś dla nich? podsunąłem cicho.
To byłoby cudowne, Piotr. Sama wiesz, jak trudno się żyje, gdy brakuje ciepła i bezpieczeństwa… Moja mama nie miała tyle odwagi, by nas zabrać i odejść od ojca…
Wiesz co, w mojej firmie szukają recepcjonistki. Może pani Annie zaproponować? Zarobki rozsądne, a nie trzeba dźwigać ani schylać się.
Pożyczmy od Matysiaków stroje Mikołaja i Śnieżynki i pójdziemy do Kacpra? Niech dzieciak uwierzy w cud. Zrobimy święta w prawdziwym stylu!
Kupimy babci leki na stawy, szlafrok mięciusi różowy, a dla mamy ładną sukienkę przecież mamy podobne wymiary. Coś skromnego, ale ładnego akurat się znajdzie, teraz są wyprzedaże przed świętami.
Dla Kacpra kupimy czekoladki, mandarynki, ozdoby na choinkę i może nowy telefon, przyda się do szkoły.
To dobry plan! powiedziałem z przekonaniem, całując Wiktorię w czoło. Jak dobrze, iż możemy robić coś dobrego.

Następnego dnia Wiktoria wróciła z zakupów: ciemnozielona sukienka, miękki różowy szlafrok, leki, siatka mandarynek, bombki i światełka na choinkę. Ja jeszcze dokupiłem niewielkiego, ale ładnego telefona pewnie Kacper nie miał własnego telefonu. Favorem znajomych wypożyczyliśmy stroje Mikołaja i Śnieżynki. Kupiłem małą sztuczną choinkę z lampkami.

Spakowaliśmy wszystko do dużego worka, podzieliliśmy się Wika wzięła prezenty, ja choinkę, i wsiedliśmy do samochodu. Maksia zostawiliśmy u mojej mamy.

Dom był stary, drewniany, trochę przechylony taki, gdzie życie toczy się bez zbytniego komfortu. Światło w oknie, więc ktoś był w domu. Zapukaliśmy.

Drzwi otworzyła wysoka, szczupła kobieta z jasnymi włosami Ania, mama chłopca, nie miałem wątpliwości. Ogłupiała przez chwilę na widok św. Mikołaja i Śnieżynki.
Przepraszam, chyba pomyliliście adres… zaczęła niepewnie.
Tu mieszka Kacper Nowak?
Tak… to mój syn.
Mamo, kto tam? usłyszeliśmy zza pleców chłopca.
Kacper wybiegł do korytarza i zamarł.
Mikołaj! ucieszył się, aż podskoczył.
Witaj, Kacprze! Dostałem Twój list, przybyłem z moją Śnieżynką. Zapraszamy nas? wymówiłem najniższym głosem, jak potrafiłem.
Mamo, mamo, on znalazł mój list! Ten pan dotrzymał słowa! Zapraszam! krzyczał z euforii chłopiec.
Ania zaprosiła nas do środka. Z salonu wyszła niska, drobna babcia.

Gdy Kacper dostrzegł choinkę, rozpromienił się:
To dla nas? Jaka piękna i jak pachnie!
Tak, Kacprze. Każde dziecko powinno mieć swoją choinkę. Ozdoby i lampki pobawicie się przy ubieraniu sami.
Ale mam jeszcze prezenty.

Zgodnie z tradycją św. Mikołaja, poprosiłem o wierszyk, ale chłopiec był taki szczęśliwy, iż zapomniał słów.

Śnieżynka mi podpowiada, iż jesteś wspaniałym chłopakiem! pomogła Wiktoria.
Wyciągnęliśmy worek. Kacper niepewnie do niego zajrzał wyciągnął różowy szlafrok dla babci, choćby przewiązany wstążką. Babcia zdziwiona rozpakowała i od razu otuliła się nim.
Nigdy nie miałam takiego szlafroka… Jest cudowny. Dziękuję, Mikołaju!
Potem Kacper wyciągnął dla mamy śliczną sukienkę, a następnie leki na stawy dla babci. Kobiety patrzyły z niedowierzaniem na prezenty.
Na końcu chłopiec wyjął ogromny worek pełen słodyczy i, na wierzchu, nowiutki telefon komórkowy.
To dla mnie? Naprawdę? aż mu zabrakło tchu. Dziękuję! Wiedziałem, iż Ty istniejesz, Święty Mikołaju!

Złożyliśmy im życzenia zdrowia, szczęścia i zostawiliśmy list wraz z moją wizytówką.
jeżeli będzie pani zainteresowana, poszukujemy administratorki. Jestem przekonany, iż świetnie by się pani sprawdziła.

Wracając z Wiktorią do domu milczeliśmy, rozumiejąc się bez słów. Ogarnęła mnie niezwykła radość, bo mogłem sprawić komuś święta prawdziwy cud. Takie chwile warte są więcej niż wszystkie złotówki świata. Bo choć pieniądze da się zarobić, szczęście wypisane na twarzy dziecka, łzy wzruszenia w oczach matki i babci to coś, czego nie kupi się za żadne pieniądze.

Idź do oryginalnego materiału