List do Świętego Mikołaja
Tyle lat już minęło, choć pamietam to, jakby wczoraj śnieg skrzypiał pod butami, kiedy wracałem z pracy przez zakopane w śniegu ulice starego Krakowa. W głowie pojawiały się migawki dzieciństwa zjazdy na tekturowym pudle z górki w parku Jordana, bitwy na śnieżki i lizanie sopli. Ach, co to były za czasy Człowiek nie myślał wtedy o problemach, tylko o tym, by śnieg był świeży i żeby starczyło energii na cały dzień zabawy.
Nagle usłyszałem dziecięcy płacz. Rozejrzałem się, trochę zaniepokojony. Na ławce pod starym kasztanem siedział chłopiec w brązowym płaszczu i wełnianej, szarej czapce twarz cała mokra od łez rozmazanych po policzkach.
Podszedłem bliżej.
Chłopcze, zgubiłeś się? Czemu płaczesz?
Zgubiłem list… Niosłem w kieszeni, a potem patrzę nie ma westchnął rozpaczliwie i znów wybuchnął płaczem.
Nie płacz, poszukamy razem. Jaki to list? Mama kazała wysłać na pocztę?
To ja napisałem. Świętemu Mikołajowi Mama nie wie
Ech, przykro mi Ale napiszesz drugi, zdążysz jeszcze.
Ale już nie dojdzie na czas zawodził.
Wiesz co, biegnij do domu, bo robi się ciemno, a ja poszukam twojego listu. Obiecuję.
Na pewno wyśle Pan, jeżeli znajdzie?
Obiecuję, słowo honoru! A zresztą, choćby jak nie znajdę, Mikołaj wszystko wie zawsze wiedział, o czym piszą do niego dzieci.
Chłopak otarł łzy rękawem i pobiegł w stronę osiedla.
Biedny dzieciak. Pisał, starał się, a taka wpadka Sam się uśmiechnąłem pod nosem, przypominając sobie jak znajdowałem prezenty pod choinką i wierzyłem, iż to Święty Mikołaj przeczytał mój list. Jak dawno to było…
Mój synek dopiero zaczyna zauważać świąteczną magię, ma cztery lata jeszcze nie pisze sam. Pewnie niedługo i on zaadresuje swój pierwszy list z wielkimi oczami pełnymi nadziei…
I tak szedłem dalej wzdłuż ulicy, wpatrzony pod nogi, a jednak nie widząc wokół nic interesującego. Żal mi się zrobiło chłopca, na pewno liczył na spełnienie jakiegoś marzenia
Wtem coś białego mignęło w śniegu. Ostrożnie wyciągnąłem róg przemokniętej koperty spod śnieżnej czapy. To musiał być ten list. Ostrożnie schowałem wilgotną już kopertę do torby, żeby czasem jej nie rozerwać.
W domu czekała na mnie żona Wioletta, krzątała się po kuchni, przygotowując kolację, a syn Mikołaj bawił się w salonie resorakami. Lubiłem wracać po pracy do naszego ciepłego mieszkania, pełnego spokoju.
Wiolu, wyobraź sobie, wracam i na ławce siedzi chłopiec, osiem lat może, płacze, bo zgubił list do Mikołaja. Szukałem, znalazłem pokazałem jej kopertę. Zerknijmy, co napisał
Na kopercie, dziecięcą ręką, był napis: „Do Świętego Mikołaja. Od Antosia Kowalczyka”.
Otworzyliśmy więc delikatnie list kartka w kratkę, złożona na pół, i czytam żonie na głos:
„Drogi Święty Mikołaju! Pisze do Ciebie Antoś Kowalczyk, mieszkający przy ulicy Lubicz 24, Kraków. Mam dziewięć lat, chodzę do trzeciej klasy. Najbardziej lubię grać w piłkę i biegać po podwórku z kolegami.
Mieszkam z mamą Zofią i babcią Stanisławą. Niedawno przeprowadziliśmy się do starej kamienicy, w której dobrzy ludzie dali nam kąt do życia. Wcześniej mieszkaliśmy z tatą w Katowicach, ale tata pił i bił mamę. Często ja też dostawałem. Mama i babcia (to mama mojego taty) płakały nocami, a ja razem z nimi. Źle nam było, więc uciekliśmy i wzięliśmy babcię ze sobą.
Święty Mikołaju, proszę Cię, pomóż mojej mamie znaleźć nową pracę. Teraz sprząta klatki, ale nie może się dużo schylać bolą ją plecy. Podaruj jej też, proszę, nowe sukienkę, bo stara podarła się już całkiem. Mama jest wysoka i szczupła, i bardzo piękna! Babci przywieź proszę lekarstwo na bolące kolana, bo coraz trudniej jej chodzić. Babcia marzy też o ciepłym szlafroku z miękkiego materiału, bo ciągle jej zimno jest taka drobna i chudziutka.
Ja zaś marzę o ślicznej choince z kolorowymi lampkami i ozdobami. Dawniej zawsze mieliśmy choinkę i był u nas świąteczny nastrój dopóki tata nie wypił i nie zrzucił jej na podłogę
Bardzo czekam na Ciebie, Święty Mikołaju.
Antoś Kowalczyk.”
Skończyłem czytać, spojrzałem na żonę, a jej oczy już były zaszklone.
Ojej, jakie to wzruszające Biedny chłopiec Uciekli od alkoholika, teraz brakuje im na wszystko I jakie czyste serce ma ten dzieciak o siebie tylko choinki poprosił, wszystko dla mamy i babci
Takich dzieci naprawdę coraz mniej. Wytrzymał swoje z takim ojcem A jego mama choćby teściowej nie zostawiła samej. Chyba to porządni ludzie Co powiesz, Wioletto, może spełnimy marzenie Antosia?
Myślisz? To byłoby cudowne Sama pamiętasz, jak u mnie w domu tata pił i nie mieliśmy nigdy świąt z prawdziwego zdarzenia Mama bała się odejść. Udało się im uciec, pomóżmy, jeżeli możemy.
Wiesz, w naszej firmie szukają kogoś do recepcji może twoja mama mogłaby zaproponować to pani Zofii? Zapłata przyzwoita, a pracy lżejszej
Pożyczę od sąsiadki strój Mikołaja i aniołka, i pójdziemy z prezentami do Antosia. Zróbmy mu prawdziwe święta! Kupię babci leki na stawy, jak mojej mamie doktor ostatnio przepisał, oraz ciepły szlafrok i sukienkę dla mamy ma rozmiar mniej więcej jak mój. Ozdoby na choinkę, pomarańcze, paczkę słodyczy. Teraz przed świętami są promocje, coś ładnego się znajdzie.
Pieniędzy na szczęście nam nie brakowało, a dobra okazja, by uczynić coś wyjątkowego jak myślisz?
Oczywiście, jestem za całym sercem, Wiolu!
Przytuliłem ją mocno. Szczęście to mieć taką zgodność dusz.
Następnego dnia Wioletta wybrała ładną, ciemnozieloną sukienkę, miękki różowy szlafrok, lekarstwa, torbę słodyczy i mandarynek, ozdoby świąteczne. Ja dokupiłem jeszcze niedrogi telefon dla Antosia pewnie nigdy nie miał swojego.
Udało się pożyczyć strój Mikołaja i aniołka od znajomych, a w sklepie wybrałem niewielką, pachnącą choinkę. Synka zostawiliśmy u babci i pojechaliśmy pod adres z listu.
Na miejscu stara oficyna, podniszczony płotek, za oknem migocze światło.
Wziąłem choinkę, Wioletta worek zapakowany prezentami, i zapukaliśmy.
Kto tam? Otworzyła nam wysoka, jasnowłosa kobieta, na oko około trzydziestu pięciu lat, pewnie pani Zofia.
Widząc Świętego Mikołaja zmieszała się.
My nic nie zamawialiśmy Chyba się państwo pomylili
Czy tu mieszka Antoś Kowalczyk?
Tak, to mój syn
Mamo, kto tam? zza drzwi wybiegł szczupły chłopiec w dresach i sweterku.
Święty Mikołaj! wykrzyknął z radości.
Witaj, Antosiu! Dostałem Twój list i przybyłem z Aniołkiem. Zapraszacie nas?
Mamo, to naprawdę on! chłopiec niemal podskakiwał szczęśliwy. Proszę, wejdźcie! pobiegł po babcię.
Wchodzimy do środka. Z pokoju wyszła drobna, szczupła starsza pani. Gdy Antoś rozpakował drzewko, aż błysk pojawił mu się w oczach.
To dla mnie choinka? Jaka piękna!
Oczywiście, Antosiu. Każde dziecko zasługuje na przepiękną choinkę. A tu ozdoby i lampki uprzyjemnicie sobie wieczór. A i prezenty czekają, tylko musisz opowiedzieć wierszyk lub zaśpiewać tak z dawien dawna bywało u wszystkich Mikołajów
Troszkę onieśmielony, Antoś patrzył na mnie z rozdziawioną buzią i na Wiolettę przebranej za aniołka.
Słyszałem, iż pilnie się uczysz i bardzo kochasz swoją mamę oraz babcię zacząłem świętym basem. Teraz sam rozdziel prezenty!
Chłopak rzucił spojrzenie na mamę ta przytaknęła z uśmiechem.
Wyciągnął z worka mięciutki szlafrok dla babci, potem nowe lekarstwa, a potem elegancką sukienkę dla mamy.
Babcia przytuliła szlafrok zaskoczona, a pani Zofia popłakała się. Potem wyciągnął ogromną paczkę pełną łakoci, mandarynek, a na końcu pudełko nowy telefon.
To dla mnie? Telefon? Dziękuję, Święty Mikołaju! aż rzucił się mi na szyję, szczęśliwy i rozemocjonowany do granic.
Przy pożegnaniu, babcia i mama patrzyły na nas z niedowierzaniem.
Proszę powiedzieć, państwo Kto wy jesteście? Skąd wiecie o Antosiu?
Znalazłem list i bardzo chciałem spełnić tę piękną prośbę. A tu jeszcze, proszę podaję wizytówkę. Potrzebujemy osoby do pracy w recepcji, jeżeli byłaby pani zainteresowana, proszę zadzwonić.
Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, a potem pożegnaliśmy się serdecznie i wróciliśmy do domu.
Po drodze długo milczeliśmy, czując cichą radość, iż mogliśmy podarować komuś choć trochę ciepła i magii. Bo czasem większą euforią jest dawać, niż dostawać zwłaszcza gdy widzi się szczęście i wdzięczność w oczach dziecka
Złotówki na prezenty nie były żadne żal. Przecież zawsze można znów zarobić. Ale tych chwil, ich nie kupi się za żadne pieniądze.


.jpg)







