Należę do manosfery. Nieistotne, czy mi się to podoba, czy nie. Z technicznego punktu widzenia należę do manosfery. Prowadzę bloga, który od momentu powstania był skierowany do mężczyzn i z biegiem czasu nic pod tym względem się nie zmieniło.
Jeśli jednak ktoś śledzi moją pracę od wielu lat (albo czyta starsze artykuły), na pewno zauważył, iż ja się zmieniłem.
Nie ma w tym przypadku. Bo jeżeli chcę żyć w zgodzie z Bogiem i prawdą, nie mogę już bezmyślnie kolportować wątpliwych idei, które żerują na męskiej krzywdzie. Znajdziesz tego pełno w innych zakątkach “męskiego internetu”, więc po co mam się dokładać do chaosu tworzonego przez samozwańczych guru?
Do treści, które tylko pozornie pomagają mężczyznom, ale w rzeczywistości wpędzają ich w jeszcze większą beznadzieję?
Ja nie chcę żerować na twoich ranach, drogi czytelniku, chociaż prawdopodobnie mogłoby mi to przynieść sporo popularności i pieniędzy. Ja chcę, żeby twoje rany się zagoiły. Żebyś stał się prawdziwie silnym mężczyzną, a nie zahukanym gościem z mentalnością ofiary, który boi się wszystkiego i wszystkich (szczególnie kobiet).
Bo manosfera — a przynajmniej znaczna jej część — albo będzie utwierdzała cię w przekonaniu bycia ofiarą systemu, samic, całego świata (do wyboru, do koloru), albo zaoferuje ci alternatywę w postaci stania się oprawcą.
Albo chora przyjemność z własnej krzywdy, albo chora przyjemność z krzywdzenia innych.
Niesamowita alternatywa, nieprawdaż? Dlatego tutaj nie będziemy tego robić. Za to skupimy się na sprawach, które realnie mogą ci pomóc.
1
Zacznijmy od oddania honoru diabłu tam, gdzie ma rację. Bo to nie jest tak, iż nie rozumiem genezy i przyczyn powstania całej manosfery (z redpillem na czele). Doskonale zdaję sobie sprawę, skąd to się wzięło.
Już to pewnie kiedyś pisałem, ale warto powtórzyć.
Sam byłem zagubionym chłopaczkiem praktycznie do 23 roku życia. W dużej mierze wynikało to z mojej sytuacji rodzinnej, a przede wszystkim z faktu, iż matka zagarnęła mnie dla siebie, uczyniła “swoim dzieckiem” i czymś w rodzaju zastępczego męża. Zaś mój ojciec, mimo iż jest porządnym człowiekiem, nie za bardzo potrafił cokolwiek z tym zrobić.
Tak więc moja matka i jej emocje rządziły rodziną, co — jak można się domyślić — nie było dobrym prognostykiem na przyszłość.
Zmierzam do tego, iż z pierwszej ręki wiem, jak to jest być opóźnionym w męskim rozwoju. Bo fizycznie może i wyglądałem jak młody mężczyzna, ale psychicznie i emocjonalnie bardziej znajdowałem się gdzieś na poziomie dziecka, a najlepszym razie — nastolatka.
I nie ma w tym nic dziwnego.
Chłopak, który dorasta zbyt blisko matki, nigdy w życiu nie stanie się mężczyzną. Bo droga do męskości wymaga odrzucenia tego, co kobiece. A mówiąc bardziej poetycko: odrzucenia bezpiecznego świata matki i przejścia do niebezpiecznego świata ojca. W tym przejściu chłopakowi powinien pomóc właśnie ojciec (albo jakaś inna ojcowska figura).
Niestety w dzisiejszych czasach tak się nie dzieje. Co prawda nie mam tutaj żadnego potwierdzenia w danych, ale obstawiałbym, iż choćby w 7-8 przypadkach na 10 tak się nie dzieje.
Efektem braku tego przejścia jest późniejszy bunt. Chłopiec nie chce słuchać matki, otwarcie się jej sprzeciwia, a w niektórych przypadkach może być choćby wulgarny i agresywny. Nie dlatego, iż ma coś przeciwko matce per se, tylko dlatego, iż instynktownie czuje problematyczność takiej sytuacji.
Gdzieś tam w środku wie, iż jeżeli ma stać się mężczyzną, musi zerwać z matką i jej parasolem bezpieczeństwa.
Jeśli jednak nie ma żadnego mentora, który przeprowadziłby go przez ten proces, będzie szukał po omacku. Często objawia się to chęcią przypodobania się jakieś grupie równie zagubionych młodych mężczyzn, jak on sam. Albo sięganiem po alkohol i inne używki. Albo — co też jest bardzo popularne — szukaniem potwierdzenia swojej męskości u kobiet.
Ostatecznie, gdy próby się nie powiodą, wielu dorosłych chłopców wpada w marazm i apatię.
Jeśli zaś młody mężczyzna zechce dowiedzieć się czegoś na temat męskości dzisiaj, w cyfrowym świecie, prędzej czy później trafi na treści pochodzące z manosfery. Bo — prawdę mówiąc — nie ma wielu alternatyw. A choćby jeżeli jakieś istnieją, zwykle są zakopane pod bardziej “klikalnymi”, toksycznymi treściami.
Dorastający chłopak chce odnaleźć swoją męską siłę, dlatego imponuje mu siła. To nic złego.
Problem polega na tym, iż główny nurt manosfery oferuje fałszywą namiastkę siły. Pozerstwo podszyte kłamstwem i strachem. Obraz męskości, który mógłby się narodzić w umyśle nastolatka, ale nie dojrzałego, dorosłego mężczyzny.
Obraz męskości tworzony przez równie zagubionych “dorosłych chłopców”, jak sam poszukujący.
Weźmy na przykład gloryfikowanego w manosferze alfonsa, Andrzeja Tate’a. Cała jego persona opierała się na tym, jaki to jest twardy, niepokonany i ogólnie najbardziej alfa ze wszystkich samców alfa.
Do czasu, aż ostatnio w meczu bokserskim dostał łomot od pedała w różowych rękawiczkach, który choćby nie potrafi boksować.
Andrzej Tate, samozwańczy wielokrotny mistrz kickboxingu, został sprany przez kompletnego amatora. Gdyby mecz był jeszcze wyrównany, ale gdzie tam… idol wielu młodych facetów od początku do końca dostawał łomot.
Teraz cały internet się z niego śmieje.
I nie piszę tego po to, żeby się tutaj naigrywać. Chociaż uważam Andrzeja i jego brata za złych ludzi, wiem też, iż ich publiczne persony mają wiele wspólnego z doświadczeniami rodzinnymi. Byli wychowywani przez samotną matkę, bo ich ojciec wolał przewalać pieniądze na swoje kosmiczne pomysły, a kiedy wracał do domu, wmawiał swoim synom, jaki to jest zajebisty.
A nie był. Wszystko wskazuje na to, iż robił co najwyżej za marnego oszusta.
Żaden ze mnie psycholog, ale obstawiałbym, iż publiczna persona Tate’a jest przedłużeniem psychiki małego chłopca, który ciągle próbuje zadowolić swojego tatusia.
W wyniku tych starań Andrzej stał się takim samym oszustem, jak jego ojciec.
Jest to również kolejny dowód na to, żeby nie robić sobie bożka z żadnego człowieka. Bo każdy ludzki idol prędzej czy później cię zawiedzie. Ale Bóg cię nie zawiedzie.
Dlatego przykazanie brzmi:
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
2
Też byłem zagubionym chłopcem — ponad dwudziestoletnim chłopcem — więc wiem, o czym mówię. Miałem wtedy mentalność zranionego szczeniaczka. Moim największym marzeniem było to, żeby związać się z jakąś ładną dziewczyną, która się mną zaopiekuje i nada sens mojemu życiu.
Jako iż nigdy nie przeszedłem drogi do męskości, moja natura wydawała mi się podejrzana. Wszystko, co męskie, traktowałem jako gorsze. Z kolei kobiecość uważałem za tą lepszą część człowieczeństwa.
I choć na przestrzeni lat zdarzało się, iż różne dziewczyny były mną zainteresowane, zwykle nie były to te, za którymi ja się oglądałem. Poza jednym czy dwoma wyjątkami, które rzeczywiście były bardzo ładne.
Nie wiem, co one we mnie widziały, ale cóż…
Tak czy inaczej w wieku dwudziestu paru lat dotarło do mnie, iż nie mam pojęcia, co to znaczy “być mężczyzną”. Zacząłem więc szukać odpowiedzi.
Zgadnij, gdzie najpierw skierowałem swe kroki.
Zaznaczę tylko, iż działo się to ponad 10 lat temu. Manosfera i redpill były wtedy jeszcze w powijakach (przynajmniej w Polsce), a jeżeli już młodzi mężczyźni zrzeszali się wokół czegoś, dotyczyło to uwodzenia kobiet. Wtedy tzw. “artyści podrywu” rzeczywiście cieszyli się dużo większą popularnością.
A iż jedną nogą tkwiłem już w temacie, bo miałem kumpla, który obracał się w podobnych kręgach, wszedłem w ten świat głębiej.
Byłem zatem jednym z tych facetów, co myślą, iż odpowiedź na pytanie o swoją męskość znajdą u kobiet. Bo dużo kobiet na koncie to oznaka męskości, prawda? Heh, śmiechu warte. Zresztą wielu artystów podrywu ma poważne problemy z sobą samym — kilku poznałem osobiście, więc wiem, o czym mówię.
Dlatego koniec końców nie zabawiłem długo w tym świecie. Może to kwestia wychowania, ale nie czułem się dobrze w roli tresowanej małpy skaczącej wokół kobiety tylko po to, żeby ją zmanipulować do seksu i zmyć się po fakcie.
Tak robią oszuści i złodzieje.
Przeskoczyłem więc do redpilla, który w tych czasach dopiero nabierał rozpędu w USA. Wydawał się sensowniejszy, bo nie skupiał się tylko i wyłącznie na tym, jak wykorzystywać kobiety. Co prawda kobiety przez cały czas były centralnym elementem tej pożal się Boże ideologii, ale bardziej w kontekście tego, jak działają.
Byłem jeszcze młody, przez co nie bardzo potrafiłem stwierdzić, czy “odkrycia” redpillowe rzeczywiście miały oparcie w rzeczywistości i w badaniach, jak zarzekali się twórcy tego ruchu.
A powiedzmy sobie szczerze: młody mężczyzna jest zainteresowany tym, jak działają kobiety, więc redpill chociażby z tego względu wydawał się ciekawy.
Jednak w tym miejscu muszę zaznaczyć, iż nie wchodziłem w ten świat z pozycji kogoś, kogo kobieta skrzywdziła. Prywatnie nie miałem żadnych złych doświadczeń z kobietami — może poza tym, iż tu czy tam zdarzało mi się dostać kosza. No i oczywiście dorastałem zbyt blisko matki, o czym już pisałem.
Kiedy zatem czytałem książkę Racjonalny mężczyzna, autorstwa samozwańczego “ojca chrzestnego redpilla”, Rollo Tomassiego, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż jest ona podszyta jakimś urazem. Do dzisiaj pamiętam to uczucie, chociaż minęło już 10 lat. Mimo iż autor oczywiście powoływał się na wybrane przez siebie badania (wyniki których w wielu przypadkach są w tej chwili mocno wątpliwe), to jednak coś mi tam nie grało.
Zresztą…
Jeśli miałbym się nad tym zastanowić trochę dłużej, musiałbym stwierdzić, iż osobiście nie pozostawałem w kręgach redpillowych po to, aby “zyskać przewagę nad kobietami i je sobie podporządkować”. Nie. Chociaż oczywiście chciałem się podobać kobietom, moim głównym celem było naprawienie siebie. Stanie się mężczyzną.
Brałem z redpilla to, co pozwalało mi “być lepszym w byciu mężczyzną”, a cała reszta obchodziła mnie co najwyżej umiarkowanie.
Nie powinno zatem nikogo dziwić, dlaczego również z redpilla wyrosłem. Nie potrzebowałem czerwonej pigułki, żeby być lepszym mężczyzną. Odkryłem doskonałe źródło męskości, oparte na Bogu i prawdzie. Poza tym z biegiem lat cały ten redpillowy ruch stawał się coraz bardziej toksyczny, jadowity i pozbawiony skrupułów.
W internecie pojawiało się coraz więcej influencerów i szarlatanów próbujących coś ugrać na całkiem bogatym rynku, jakim są zranieni mężczyźni.
Zacząłem więc dusić się w tym otoczeniu, bo coraz wyraźniej zacząłem dostrzegać, iż redpill jest mentalnym więzieniem, które tak naprawdę blokuje rozwój mężczyzny, zamiast go wspierać. Pod płaszczykiem zrozumienia i “skutecznych rozwiązań” sprzedaje mu wizję świata, w której jest wieczną ofiarą. Więc albo dołączy do oprawców, albo będzie dymany.
A ja się pytam…
Jak możesz stać się silnym mężczyzną, jeżeli żyjesz w wiecznym strachu przed kobietami, światem i systemem? Jak możesz stworzyć zdrową, wieloletnią relację z drugą istotą ludzką, jeżeli “samica to twój wróg”?
W takim systemie myślowym albo będziesz uciekał przed światem jak tchórz, albo z zemsty i nienawiści będziesz ranił wszystkich wokół.
3
Wróćmy jeszcze na chwilę do oddawania honoru diabłu tam, gdzie ma rację. Bo redpill — i ogólnie manosfera — nie wzięły się znikąd. Ruchy te w dużej mierze są odpowiedzią na realną dyskryminację mężczyzn w wielu przestrzeniach życia społecznego:
- w sądach rodzinnych,
- w sprawach rozwodowych,
- w codziennym życiu (weźmy np. przyznawanie dodatkowych punktów za samo bycie kobietą w przyjmowaniu na niektóre kierunki studiów).
Dlatego pierwotne skargi manosfery na nieuczciwe traktowanie mężczyzn były w dużej mierze uzasadnione. Mężczyźni rzeczywiście są dyskryminowani w wielu przestrzeniach życia społecznego. Istnieje też sporo miejsc, w których kobiety mają więcej praw i przywilejów.
Poza tym współczesna kultura ciągle motywuje i zachęca kobiety do działania, a mężczyzn w najlepszym razie ignoruje.
Jednak musiałbym tutaj zaznaczyć, iż Polska to nie USA. U nas szaleństwo feministyczne przez długi czas nie było tak mocno rozwinięte, przez co obecny waginet Donalda Tuska staje na głowie, żeby dogonić Zachód pod tym względem.
Napiszę zatem jeszcze raz: rozumiem, skąd wzięły się te ruchy. I rozumiem, przez co wielu mężczyzn przechodzi.
Nie zamierzam tutaj nikomu wmawiać, iż mężczyźni mają łatwo, albo iż problemy naświetlane przez manosferę nie istnieją. To realne zagrożenia, których ostrze jest wymierzone przeciwko mężczyznom.
Jednak czym innym jest zwracanie uwagi na prawdziwe problemy, a czym innym rysowanie katastrofalnej wizji świata, która demotywuje, pozbawia nadziei i wpędza wielu mężczyzn w paranoję.
Właśnie to czyni redpill tak podstępną ideologią. Jej promotorzy biorą realne problemy i fragmenty prawdy, a następnie wykorzystują je przeciwko cierpiącym mężczyznom, czyniąc z nich wieczne ofiary, które potrzebują ideologii, żeby czuć się bezpiecznie.
Tylko ten kult jest w stanie cię obronić.
Czy to nie brzmi znajomo? Chyba właśnie tak postępują samozwańczy guru różnej maści, którzy zbijają majątek na ludziach z problemami. “Tylko my wiemy, jaka jest prawda. Tylko my możemy cię uratować przed cierpieniem.”
4
Oczywiście każda ideologia tego typu potrzebuje wroga, więc tutaj też jest on obecny.
A zatem w kogo został wymierzony nieubłagany palec redpilla? Cóż… w gruncie rzeczy we wszystkich spoza kultu. A już na pewno w każdą kobietę, która kiedykolwiek żyła lub będzie żyła, oraz w każdego mężczyznę, który w jakikolwiek sposób ją wspiera, motywuje czy kocha.
Tak, dobrze czytasz. Wedle wielu redpillowych kultystów darzenie kobiety miłością czyni cię simpem. jeżeli powiesz, iż kochasz swoją żonę (albo córkę), jesteś stracony. Znajdujesz się w matrixie i w niewoli gynocentryzmu.
Fanatyczni fani redpilla odjechali już tak daleko, iż nieironicznie w to wierzą.
Oczywiście promotorzy tej ideologii nie opierają się tylko i wyłącznie na wytworach swojego umysłu. Ich taktyka jest prosta:
Bierzemy skrajne przykłady kobiet z ostrymi zaburzeniami osobowości i tendencjami antyspołecznymi lub psychopatycznymi, które wykorzystują mężczyzn i znęcają się nad nimi, a następnie wmawiamy naiwnym facetom, iż każda kobieta taka jest.
Te ekstremalne przypadki serwowane regularnie łatwowiernym mężczyznom sprawiają, iż fani czerwonej pigułki rozciągają ów obraz na wszystkie kobiety.
Nie powinno cię zatem dziwić, iż wielu pigularzy uważa, iż kobiety są fundamentalnie niezdolne do miłości i w gruncie rzeczy stanowią coś w rodzaju seksualnego bydła, którym trzeba sprawnie zarządzać.
Wszystkie te pomysły istnieją swobodnie w redpillowym świecie, mimo iż nie znajdują poparcia w jakichkolwiek badaniach psychologicznych czy z szerszego zakresu nauki.
Przypomina to raczej znane z siłowni bro-science, co można by przetłumaczyć jako “kolesiowską naukę”. Banda kolesi na podstawie anegdot i stronniczych opowiastek (a nie badań naukowych) tworzy wspólny system przekonań i pseudowiedzy o świecie.
5
Oto, jak ów proces mniej więcej działa:
Mężczyźni, którzy mają problemy sami ze sobą — najczęściej charakteryzujący się lękowym stylem przywiązania i zinternalizowanym przekonaniem o tym, iż nie zasługują na miłość (bo np. dorastali przeświadczeni, iż muszą zadowalać własną matkę) — znajdują kobiety z poważnymi zaburzeniami (gdyż takie przyciągają), a następnie starają się im służyć w nadziei, iż w zamian otrzymają trochę upragnionej miłości.
Ale te kobiety, jako iż są fundamentalnie uszkodzone, nie będą wobec nich ani uczciwe, ani wierne. Może i zapewnią facetowi pewne przyjemne emocje, ale w sposób transakcyjny, stopniowo go wypompowując.
W efekcie dochodzi do dramatycznego zakończenia związku, a my otrzymujemy kolejną historię o “miłym facecie”, który został zniszczony przez bezlitosną babę.
Później ten głęboko zraniony mężczyzna szuka pocieszenia u innych mężczyzn z podobnymi historiami. Tak powstaje „echo komora” — przestrzeń, w której każdy, kogo zna, został zraniony przez podobny typ kobiety.
Łatwo się domyślić, do czego taka sytuacja doprowadzi.
Z biegiem czasu ci mężczyźni zaczną się wzajemnie pocieszać tłumaczeniem, iż każda kobieta taka jest. Że przecież oni nie zrobili nic złego. To wszystko wina kobiet.
Do tego dochodzi manosfera, gdzie samozwańczy guru, liderzy i influencerzy podręcają do kwadratu podobne nastroje w zranionych mężczyznach. Bo często jest tak, iż te gadające głowy z internetu, które teraz przedstawiają się w roli ekspertów od relacji, same zostały wcześniej zranione w mniej lub bardziej podobny sposób.
Dlatego mężczyźni wpadający w pułapkę redpilla — często dobrzy mężczyźni — przeważnie nie kończą wyleczeni. A już na pewno nie uczą się bezpiecznego stylu przywiązania, który jest najważniejszy do budowania udanego, długotrwałego związku.
Wyobraź sobie “miłego faceta”, który został zraniony. Albo w ogóle nie potrafi zainteresować sobą kobiety. Jednocześnie na lewo i prawo widzi silniejszych, odważniejszych mężczyzn, niemających z tym problemu.
Taki facet idzie potem do internetu i szuka odpowiedzi na pytanie: czemu kobiety nie są dla mnie dobre? Czemu nie chcą ze mną sypiać?
I jaką odpowiedź znajduje?
Kobiety nie chcą z tobą sypiać, bo kobiety to niezdolne do miłości potwory, które nie są w stanie tworzyć zdrowych związków opartych na lojalności. Trudno powiedzieć, czy kobiety są w ogóle ludźmi. Wszystko wskazuje, iż to bardziej zwierzęta.
Tylko ty jako mężczyzna jesteś w pełni racjonalny i tylko ty jako mężczyzna jesteś celem ataku, a nasza społeczność to jedyne miejsce, w którym możesz czuć się bezpieczny.
Chodź do nas, a nauczymy cię, jak wyłudzić trochę seksu od tych zwierząt.
Jakbyśmy odarli redpill z tych wszystkich intelektualnych sformułowań i narracji ubranych w wymyślne słówka, to właśnie z czymś takim byśmy zostali. To jest szkielet tej ideologii. Walka klasowa (a raczej płciowa) i manipulacja.
Nie patrz na ich słowa, patrz na owoce ich pracy.
6
Tym, co redpill tak naprawdę robi na gruncie psychologicznym, jest przerabianie mężczyzn z lękowymi tendencjami na facetów z unikowym stylem przywiązania. W efekcie stopniowo tracą oni zdolność do nawiązania zdrowej relacji z kimkolwiek, bo uczą się patologicznego braku zaufania do wszystkich istot ludzkich poza ich „bezpiecznym kultem”.
Oczywiście głównym wrogiem są tu kobiety.
Jakby nie było, w wielu przypadkach to kobieta była źródłem pierwotnej rany tych mężczyzn. Niejeden przez cały czas skrywa w sobie niechęć do własnej matki, bo albo nie dała mu miłości, której potrzebował jako dziecko, albo z powodu własnych lęków dawała jej za dużo (tak, jest coś takiego jak nadmiar miłości).
Właśnie stąd — z dzieciństwa — biorą się patologiczne style przywiązania.
7
Wiesz, co się stanie, kiedy pod wpływem redpillowej ideologii mężczyzna skończy postępować w sposób lękowy, a zacznie w sposób redpillowo-unikowy? Zmieni się rodzaj kobiet, które będzie przyciągał (i które sam będzie chciał “zdobywać”).
Facet z lękowym stylem przywiązania przyciągał do siebie kobiety, które z powodu swoich zaburzeń go kontrolowały, a finalnie raniły i zdradzały. Z kolei facet z unikowym stylem przywiązania wabi kobiety z poważnymi brakami na polu poczucia własnej wartości, które szukają aprobaty i zrobią wszystko, żeby poczuć się kochanymi.
Taki delikwent wykorzystuje potem techniki manipulacji wyniesione z manosfery, aby tę zakompleksioną kobietę emocjonalnie zmusić do seksu na warunkach, które mu odpowiadają.
Wykorzystuje obecny w niej, silny lęk przed porzuceniem, żeby trzymać ją na seksualnej smyczy. A kobieta z lękowym stylem przywiązania jest w stanie zrobić naprawdę dużo, żeby uniknąć ryzyka urzeczywistnienia swoich lęków. I żeby zatrzymać przy sobie mężczyznę, w którym „się zakochała”.
NAPRAWDĘ dużo. choćby bardzo poniżających praktyk seksualnych.
Tak więc redpill zmienia słabych i zranionych mężczyzn w oprawców, którzy żerują na słabych i zranionych kobietach, wykorzystując ich traumy i braki z dzieciństwa.
Ludzie charakteryzujący się zdrowym (bezpiecznym) stylem przywiązania — zarówno kobiety, jak i mężczyźni — zwykle nie dają się nabrać na takie sztuczki. Oczywiście może się od czasu do czasu zdarzyć, iż okażą zainteresowanie i dają szansę “pozerowi”, ale przeważnie potrafią stawiać rozsądne granice.
Poza tym ludzie cechujący się bezpiecznym stylem przywiązania zwykle nie bawią się w feminizm i maskulinizm, bo potrafią tworzyć szczęśliwe związki. Dla nich ta cała narracja i zabawa w manipulację jest głupia.
Bo dlaczego ktokolwiek miałby chcieć manipulować swoim wybrankiem/wybranką? Przecież to jest wykańczające psychicznie. Dlaczego po prostu — no nie wiem — nie być szczerym?
8
Jaki zatem jest cel redpillowej ideologii? Życie skrajnie hedonistyczne.
„Ruchać i obserwować”, prawda? To jest dzisiaj popularne powiedzonko w polskim redpillu.
Jako mężczyzna masz wykorzystywać kobietę, dopóki dostarcza ci przyjemności, ale gdyby jakimś cudem ta niepewna siebie panienka wykazała się choćby odrobiną kręgosłupa i własnego zdania, powinieneś ją porzucić i poszukać sobie innej ofiary do seksualnych eskapad.
Ci mężczyźni choćby przybijają sobie piątkę, kiedy tak robią.
9
A co z mężczyznami, którzy jednak chcieliby mieć rodziny? Dla których sam hedonizm to nie jest dobry sposób na życie?
Wtedy redpill radzi, żebyś sprawował totalną kontrolę nad tym seksualnym bydłem.
Jeśli już masz (lub planujesz mieć) żonę i dzieci, powinieneś swoją wybrankę trzymać w ciągłej niepewności i strachu. To ma choćby swoją nazwę — dread game — kiedy regularnie dajesz kobiecie do zrozumienia, iż może zostać porzucona lub zdradzona, jeżeli nie będzie robiła tego, czego chcesz.
W redpillu seks, strach i mania kontroli rządzi każdym związkiem.
10
Dla wielu mężczyzn czerwona pigułka jest przekonująca, bo zdaniem jej promotorów wszystkie te idee opierają się na „nauce”. Na psychologii ewolucyjnej.
Nie będę się tutaj szczególnie zagłębiał w temat, ale powiem, iż pigularze tak się znają na psychologii ewolucyjnej, jak ja na fizyce kwantowej.
Już parokrotnie na łamach bloga pokazywałem, iż cały wysiłek intelektualny redpilla sprowadza się do wzięcia jednego badania pod tezę (którego wyniku nieraz nie da się choćby jednoznacznie powtórzyć!) i stworzenia na jego podstawie całej ideologii przy zupełnym zignorowaniu dziesiątek innych badań pokazujących zgoła inne dane.
Co gorsza, czasem choćby to jedno badanie będące fundamentem myśli redpillowej jest przez pigularzy źle czytane i interpretowane.
11
Finał ideologii czerwonej pigułki sprowadza się do stwierdzenia, iż kobiety wyewoluowały do bycia seksualnym bydłem dla mężczyzn i w gruncie rzeczy nie są zdolne do korzystania z wyższych funkcji umysłowych, więc trzeba z nimi postępować w odpowiedni sposób.
Powiedziałbym, iż tylko skrajni pigularze dochodzą do takich wniosków, ale z dnia na dzień coraz bardziej przekonuję się, iż mnóstwo członków tej społeczności tak myśli.
Wygląda to na męski ruch supremacyjny, który coraz wyraźniej przypomina lustrzane odbicie żeńskiego ruchu supremacyjnego — feminizmu.
12
Oczywiście świętym graalem redpilla jest teoria hipergamii, którą też podkręca do kwadratu. Do tego stopnia, iż redpillowym kultystom wydaje się, iż każda kobieta tylko czeka, żeby się z nimi związać, ograbić z majątku i zacząć uganiać za innym facetem, który ma 5 zł więcej w portfelu.
Bo jak wiadomo w “czerwonych” kręgach, kobiety nie są zdolne do żadnej lojalności ani miłości. Hipergamia wyewoluowała w nich po to, żeby mogły wbić mężowi nóż w plecy i natychmiast zacząć rozglądać się za zasobami innego mężczyzny.
Tak jak pisałem wcześniej, w świecie redpillowym każda kobieta to ukryta socjopatka.
Tacy mężczyźni w ogóle nie dopuszczają do głowy myśli, iż mąż też może być winien rozpadowi małżeństwa.
Np. w USA zdecydowaną większość rozwodów przypisuje się totalnemu brakowi zaangażowania emocjonalnego ze strony męża. Bo prawdopodobnie nigdy nie nauczył się, jak wygląda prawdziwa intymność emocjonalna.
Jasne, część z tego może być wymówką dla kobiet, które i tak chciałyby się rozwieść, ale fakt pozostaje faktem.
Poza tym sama teoria hipergamii nie wygląda tak, jak wielu pigularskich influencerów próbuje ją przedstawiać. Bo chociaż rzeczywiście kobiety w swoich deklarowanych preferencjach bardziej zwracają uwagę na status i zasoby, a mężczyźni na młodość i urodę, to w przypadku realnego dobierania się w pary ludzie przeważnie łączą się na podobnym poziomie atrakcyjności.
Pod słowem “atrakcyjność” rozumiem tu zestawienie wszystkich cech wpływających na pożądalność danego człowieka, takich jak wygląd, wiek, status, majątek, wykształcenie, charakter, etc.
Niektóre badania sugerują nawet, iż im bardziej egalitarne jest społeczeństwo, tym mniej hipergamiczne kobiety się stają.
13
Redpill, jak każda szarlataneria, bierze fragmenty prawdy, żeby zbudować swoją wiarygodność, a następnie tworzy wokół nich kosmiczne teorie, które nie mają oparcia choćby w tych badaniach, na które sami szarlatani się powołują.
14
To nie znaczy, iż każdy mężczyzna wchodzący w świat redpilla jest zły. Większość to po prostu zagubieni chłopcy (tak jak ja byłem kiedyś zagubionym chłopcem), którzy próbują odnaleźć się w tym świecie, bo albo nikt ich nie nauczył być mężczyzną, albo doświadczyli cierpienia.
Takim facetom manosfera (i redpill) daje namiastkę zrozumienia i pokrętnej miłości, bo ktoś wreszcie nazywa ich problemy. Ale zamiast propozycji wyleczenia i naprawy samego siebie redpill wmawia im, iż powinni nosić swoje patologiczne style przywiązania jak odznakę honorową i najlepiej zrobią, ucząc się wykorzystywać i krzywdzić innych ludzi.
To nie ty jesteś problemem, to oni (albo one) są problemem.
Przypomina ci to coś?
I to nie jest tak, żebym nie rozumiał, iż niektórzy mężczyźni zostali zranieni. Część została choćby poważnie zraniona.
I nie ma nic złego w tym, żeby to czuć.
Ale wypełnianie tych ran nienawiścią, żalem i strachem nie jest rozwiązaniem. Tym bardziej nie jest, jeśli toksyczne emocje napędzają cię potem do krzywdzenia siebie albo innych ludzi poprzez wykorzystywanie ich własnych ran do manipulowania nimi.
15
Musisz zrozumieć jedno.
Większość mężczyzn, którzy dali się omamić redpillowi, nie cechuje się bezpiecznym stylem przywiązania. zwykle pochodzą z rodzin w najlepszym razie dysfunkcyjnych, gdzie nigdy nie nauczyli się, jak w bezpiecznych warunkach darować komuś miłość i otrzymywać ją.
- Może byli wychowywani przez samotną matkę.
- Może mieli słabego ojca, który pozwolił apodyktycznej matce rządzić wszystkim i wszystkimi.
- Może mieli matkę, która się nad nimi znęcała. A teraz próbują sprawować totalną kontrolę nad kobietami, żeby poczuć się bezpiecznie.
Tak czy inaczej wielu z nich wyrosło na facetów, którzy panicznie boją się kobiet. I chociaż nie chcą być sami, nie są w stanie zaprosić żadnej dziewczyny na randkę, bo każda wyczuwa ich strach na kilometr.
Zaś redpill tylko pogłębia męską paranoję. Czyni z mężczyzn wieczne ofiary, a następnie wmawia im, iż jeżeli nie chcą już być ofiarami, powinni stać się oprawcami.
A tak się składa, iż byłe ofiary potrafią być jednymi z najbardziej okrutnych oprawców, jeżeli otrzymają trochę władzy.
16
Oczywiście to, o czym piszę, nie dotyczy tylko facetów. Wedle najnowszych szacunków choćby 50-60% ludzi charakteryzuje się niezdrowym stylem przywiązania — zarówno mężczyźni, jak i kobiety.
Jeśli więc sam masz problemy na tym polu, prawdopodobnie już znajdujesz się w „basenie matrymonialnym” pełnym równie uszkodzonych ludzi. A w tym basenie panuje jeden wielki chaos.
- Jako lękowy mężczyzna będziesz albo kobiety odstraszał, albo przyciągał te wyrachowane, które z chęcią będą cię wykorzystywały.
- A jako unikowy mężczyzna (do tego wyszkolony przez redpill) będziesz przyciągał złamane kobiety, które chcą, żeby ktoś je kontrolował i ranił, bo to jedyna namiastka miłości, którą znają.
Także nie tylko mężczyźni są zagubieni w tym świecie. Kobiety też.
17
Dlatego rozwiązaniem nie jest utwierdzanie się w swoim skrzywionym stylu bycia, ale wyleczenie samego siebie i przeniesienie się z zepsutego „basenu matrymonialnego” do tego zdrowszego, w którym kobiety zdolne do bezpiecznego okazywania miłości szukają kandydata na męża, któremu można się lojalnie oddać i budować wspólne życie.
Bo prawda jest taka, iż większość kobiet (również tych złamanych) szuka miłości.
Dlatego wiele z nich trzyma się kurczowo pierwszego faceta, z którym wejdą w związek, a następnie próbują robić wszystko, żeby ten związek utrzymać. Nie dlatego, iż związały się z jakimiś milionerami, którzy mają sylwetki modelów rodem z rozkładówek Calvina Kleina. W wielu przypadkach ci mężczyźni to ledwo funkcjonujące przegrywy, którzy w najlepszym razie są w stanie zapewnić kobiecie przeciętne życie.
Jakby nie było, to kobiety w większości szukają kursów poprawy relacji, albo terapii dla par, albo same chodzą na terapię dla polepszenia związku.
I nie piszę tego po to, żeby bronić kobiet. Chcę, żebyś zrozumiał, iż kobiety jako ogół nie są bezlitosnymi i nielojalnymi potworami, jakimi próbuje je uczynić redpill.
Jasne, istnieją takie kobiety. Są na tym świecie kobiety wyrachowane, samolubne i złe do szpiku kości. Takie, które potrafią fałszywie oskarżyć męża o gwałt lub znęcanie się, a kiedy ten zostanie wywalony z domu, sprowadzić sobie na jego miejsce kochanka.
Ale to nie jest norma. To jest skrajność. Efekt patologicznych zaburzeń osobowości. A redpill rozciąga tę charakterystykę na WSZYSTKIE kobiety.
18
Redpill nie jest zatem żadnym wyjściem z matrixa — chyba iż wyjściem z matrixa nazywasz przeniesienie się do jeszcze ciaśniejszej celi własnego strachu i nienawiści. To nie jest czerwona pigułka, to pigułka przerażenia.
Obsesja na punkcie kontroli i wzajemne poklepywanie się po plecach, żeby kultyści tego ruchu nigdy nie musieli zabrać się za rozwiązanie swoich własnych problemów.
Dlatego wielu facetów nie lubi samych siebie, kiedy przejdą redpillowe pranie mózgu.
A ci, którzy zostają w tym środowisku, bardzo często kończą jako ohydni, złośliwi, agresywni kultyści, którzy zaczynają na ciebie wrzeszczeć i zrównywać cię z błotem w momencie, w którym podważysz jakąkolwiek pseudonaukę przepychaną przez ich kult.
Bo kult daje im poczucie bezpieczeństwa.
Prawdę mówiąc, zatwardziali pigularze w swoim zachowaniu kilka różnią się od rozbujanych emocjonalnie feministek.
19
I nie chodzi o to, żebyś nagle wrócił do naiwności i zaczął traktować kobiety jak ziemskie anioły. Nic z tych rzeczy. Powinieneś nauczyć się filtrować kobiety pod kątem zdrowia psychicznego i niebezpieczeństwa tak samo, jak kobiety (przynajmniej te rozsądne) filtrują mężczyzn.
Bo oczywistym jest, iż nie każda kobieta to dobra partia i nie każda nadaje się do związku.
Napraw siebie, a połączysz się ze zdrowszym „basenem matrymonialnym”, gdzie znajdziesz kobiety zdolne do bezpiecznej miłości, tworzenia długoterminowej relacji i budowania wspólnego życia.
Czy to możliwe? Oczywiście, iż tak.
20
Tak się składa, iż choćby sam „ojciec chrzestny” redpilla trwa w wieloletnim związku małżeńskim, mimo iż publicznie wmawia młodym mężczyznom, żeby nigdy się nie żenili. Podobno ma choćby córkę, mimo iż publicznie wmawia młodym mężczyznom, żeby nigdy nie mieli dzieci.
Co ci to mówi? Brzmi to może jak hipokryzja? Albo jak słowa kogoś, kto celowo próbuje pozbawić cię szczęścia i chce trzymać w wiecznych kajdanach strachu, bo przynosi mu to zyski?
Jak to mówią o współczesnej medycynie: wyleczony pacjent to stracony pacjent.
Swoją drogą ciekawi mnie, jak jego córce żyje się z ojcem publicznie głoszącym, iż nie ma czegoś takiego, jak kobieta wysokiej wartości. Oczywiście nie wiem, jaki jest wobec niej prywatnie, ale jeżeli tak ją traktuje, na rynku matrymonialnym prawdopodobnie pojawi się kolejna złamana kobieta gotowa do bycia wykorzystaną lub nienawidząca mężczyzn.
Uwaga, tutaj ciekawostka.
Jest pełno kultystów redpillowych, którzy mają córki. I którzy w wyniku zranienia (np. paskudnego rozwodu) tak głęboko wchodzą w redpill, iż potem dają ujście swojemu gniewowi, wyżywając na tych biednych dziewczynach, dla których powinni być opiekunami i wzorami.
A wszystko dlatego, iż ich córki miały tego pecha, iż urodziły się kobietami.
W ten sposób sami wychowują uszkodzone laski, na które kolejne pokolenie pigularzy będzie narzekało.
21
Dlatego moje przesłanie na ten rok jest następujące: nie spędzaj całego życia w strachu i nienawiści. I nie pozwól, żeby te emocje doprowadziły cię do krzywdzenia innych ludzi, którzy i tak są już poranieni.
Zgodnie z tym motywem przewodnim w kolejnych tygodniach i miesiącach będziemy zajmowali się tematami mogącymi realnie poprawić twoje życie. Będziemy też kontynuowali rozbrajanie różnych kłamstw i nie tylko, żebyś zobaczył, iż większość influencerów z manosfery to tylko aroganccy głupcy, którzy nie wiedzą, o czym mówią.
Bo ja osobiście życzyłbym sobie i tobie, żebyśmy byli jak najlepszymi mężczyznami — dobrymi, mądrymi, silnymi i odważnymi. I abyśmy godnie reprezentowali naszego Stwórcę na ziemi.
Amen.
Masz uwagi, przemyślenia albo osobiste doświadczenia w tym temacie? Podziel się w nimi w komentarzu (albo napisz do mnie bezpośrednio). A jeżeli uznałeś tekst za interesujący lub pomocny, podziel się nim z przyjacielem, kumplem, znajomym, albo wpadnij na stronę facebook’ową bloga i polub moją twórczość.
Nic tak nie napędza do dalszej pracy, jak dobry feedback.
Wesprzyj bloga i pomóż mi pomagać innym! Kliknij przycisk i postaw mi kawę!
Zajrzyj też na:






