Lina była zła. Bardzo zła – aż szkoda jej samej, jaka była ta LINA zła. Wszyscy próbowali to wytłuma…

twojacena.pl 8 godzin temu

Basia była zła. I to tak naprawdę zła, aż czasami jej samej było siebie szkoda, jaka z niej, według innych, zło wcielone.

Wszyscy próbowali jej to uświadomić, iż jest zła. Zła i do tego jeszcze nieszczęśliwa. No bo co? Ani męża, dorosły syn już dawno na swoim a Basia została sama, nikomu do niczego niepotrzebna.

Przyszła w poniedziałek do pracy, a tam jak zwykle wszyscy prześcigają się w opowieściach, jak to spędzili weekend: kto pranie ogarniał, kto sprzątał, kto całe dwa dni na działce orał, kto z kolei słoiki dżemem napełniał.

A Basia cicho, nie odzywa się. I co miałaby powiedzieć? O czym? Trochę siedzi jak mysz pod miotłą męża nie ma, synek już dorosły, nie ma do kogo wracać.

Dziś znowu wyszła z pracy trochę wcześniej i wszyscy kręcą głowami pełnymi połajanek, bo wiadomo, raz czy dwa na miesiąc Basia tak wychodzi. Gdzie ona idzie? Przecież to jasne spotykać się ze swoimi niezliczonymi kochankami. Przynajmniej tak sądzą wszystkie panie z biura, bo przecież Basia taka zła.

One są dobre: każda zamężna, każda zagoniona, każda spełniająca się w jakiejś babskiej rutynie a Basia wiadomo, od razu zła.

Basia, dlaczego ty, dziecko, taka jesteś? pyta mama.

Jaka, mamo?

No taka niewyżyta, nieustatkowana, o! Przecież byś jakiegoś chłopaczka znalazła, no Basia, na litość boską, córko! Przecież jeszcze nie późno, choćby drugie dziecko sobie sprawić teraz to wszyscy po czterdziestce rodzą!

Ale mamo, po co mi jakiś chłopaczek? Po co mi drugie dziecko, zresztą z kim? Wystarczy mi już mój Wojtek A facet, jak to nazywasz, po co mi? Co ja z nim zrobię? Przecież mam Olka.

Basia! Opamiętaj się! Przecież Olek to nie twój facet!

Jak to nie mój? Oj, jeszcze jak! śmieje się Basia. Raz na tydzień zaprasza mnie na randkę, prezenty daje, na urlop zabierze, nie suszy mi głowy, nie zaciąga do swojej mamy na wieś do mycia okien, nie każe prać skarpet, nie wymaga kolacji, nie zaśmieca mnie swoimi problemami, nie zaleguje na kanapie. Raj na ziemi!

No właśnie, a żona Olka nie ma już takiego raju

A chciałabyś, mamo, żeby to wszystko mnie trafiło? Wolne żarty. Mam czterdzieści parę lat, byłam zamężna dwa razy, przypominam dwa razy! I za każdym razem uciekłam, aż się w klapkach potykałam ze szczęścia.

Pierwszy mąż, ojciec Wojtka, jak pamiętasz sama mnie pchałaś do tego ślubu, bo starszy, bo mądrzejszy, bo poważny, bo szanuje, bo kasiasty, prawda, mamo? Przez pięć lat w domu jak w więzieniu nigdzie pójść nie mogłam, uczyć się nie wolno, do koleżanek choćby nie. Przy Wojtku pomagać? E tam za młoda, coś popsuję. Tylko siedź, zajmuj się nim i jego mamą. No fakt, w złocie chodziłam Przynajmniej mógł mnie raz na miesiąc do ludzi wyciągnąć i pokazać, jaka to ze mnie porządna żona.

Sami wiecie porządnych żon nie dotykają żadne kłopoty. A sam to sobie z laleczkami chadzał Gdy w końcu uciekłam, babcia mi wtedy bardzo pomogła, a on wszystko ode mnie chciał z powrotem choćby majtki

Drugie małżeństwo? Z miłości uczyłam się wtedy i jeszcze do tego pracowałam, żeby nie być na utrzymaniu twoim i taty Pamiętasz, mamo?

Ale Basiu! Ja cię nigdy nie goniłam ani nie wypominałam! Ani ci chleba, ani zupy nie pożałowałam tobie czy wnukowi!

Ty nie, mamo. Ale nie tylko ty byłaś w domu. A tata? A brat, ten nasz Krzysiek, wiecznie nieogarnięty, bo po co się starać, skoro mama ogarnia dwa etaty i jeszcze zdąży dla wszystkich zrobić zakupy, bo przecież wygłodniali: jeden na kanapie, drugi przy komputerze No i tak zostałam żoną drugi raz, chociaż bez miłości już żyłam.

Co się zmieniło? No Nic. Roboty więcej, byłam Basia od wszystkiego. Kochany na kanapie, Basia z pracy biegiem po dziecko do przedszkola, oczywiście facet nie może być obciążony cudzym dzieckiem, a choćby własnym też nie powinien Po drodze zakupy, wszystko na plecach, auta nie miałam a po co, mężowi przecież bardziej potrzebne, jak niby będzie tramwajem do pracy jeździł? Wszystkie kobiety tak żyją, więc kto się zmęczył? Obiad, pranie, sprzątanie, dziecko, a potem mąż broń Boże, bez porcji czułości, bo jeszcze się obrazi i pójdzie do innej

Pieniędzy brakuje? To przez twojego syna, jakbyś własnego chłopca miała to co innego! Może by choćby coś podrzucił, a tak szukaj innego frajera

Co znaczy: nie dasz na naprawę auta? Przecież jesteśmy rodziną! Porównał ile ja zarabiam, ile on, nic nie robiąc, i wyszło mu, iż mi się lepiej powodzi Odchodzisz? Dobrze ci tak, z dzieckiem nikt cię nie zechce, ha-ha! No to tak wyglądało, mamo, moje szczęście w małżeństwie zarówno z tym, co lepiej zarabia, jak i z tym, który mniej. Wszystkim dobrze, tylko nie mi.

Basiu, ale wszyscy tak żyją

A niech żyją! Ja nie chcę.

Jak spędziłaś sobotę?

Oj tam, Krzysiek z Kasią dzieci podrzucili nam z tatą, z maluchami na plac zabaw chodziłam, naleśniki im smażyłam, trochę w domu ogarnęłam, kurz wytarłam, odkurzyłam, podłogę umyłam, coś wyprałam. Wieczorem położyłam dzieci, tatę nakarmiłam, jeszcze prasowałam, do łóżka padłam ledwo przed północą. W niedzielę rano znowu dzieci na nogach, chciały naleśniki no to babcia Basiowa smaży Potem wrócili Krzysiek z Kasią, kurczaka upiekłam, sałatki zrobiłam, pizzy narobiłam, pożegnaliśmy ich, sprzątnęłam lekko i padłam o jedenastej na kanapie, tato mnie w nocy obudził, żebym chociaż do łóżka poszła

Mamo, nie przypominam sobie, byś rwała się siedzieć z Wojtkiem, nie przypominam, abym ci dziecko podrzucała i leciała na odpoczynek.

Ty od zawsze byłaś samodzielna, a z tymi moimi wnukami Słów mi brakuje

A wiesz, jak spędziłam ostatni weekend? W piątek Wojtek zadzwonił, czy wezmę Tadzika na weekend, bo z dziewczyną jadą w góry. Jasne, iż wzięłam. Tadzik to kot jego dziewczyny Magdy gdybyś, mamo, miała czas na życie starszego wnuka, wiedziałabyś Wieczorem podrzucili kocura, przywieźli pizzę, pożegnali się. Zjadłam pizzę, rozsiadłam się z serialem, bo nie musiałam w sobotę zrywać się bladym świtem.

Rano nakarmiłam kota, zaparzyłam sobie kawę, ogarnęłam ciuchy do pralki, zadzwoniłam do ciebie chciałam cię na wystawę zaprosić albo na kawkę. Telefon odebrał tata powiedział, iż harujesz, iż bawisz się z wnukami, a ja, wielka pani, po muzeach się włóczę. Chciałam się obrazić, ale po co? Zawsze ma rację Poszłam na wystawę twojego ulubionego malarza, posiedziałam w kawiarni, połaziłam po sklepach, wróciłam, kot spał. Nigdzie już wychodzić nie chciało mi się, znów serial. W niedzielę do południa spaliśmy z Tadzikiem, chciałam cię znowu porwać na rejs po Wiśle, ale odebrała Kasia, z pełną buzią! Mówiła, iż jesteś zajęta chyba znów sprzątałaś

Wieczorem zadzwonił Olek, zaprosił mnie na kolację do restauracji i wiesz co, poszłam. Mam być wolną kobietą i odmawiać? Jemu o jego żonie nie wypytuję nie moje sprawy, on mi nie marudzi, ja jemu nie. Fantastycznie spędziłam wieczór i wyspana poszłam w poniedziałek do roboty.

Próbowałam związać się z kawalerem, mamo. Masakra jakaś. Albo faceci szukają mamusi, albo biedacy po przejściach z pierwszą, drugą, choćby trzecią żoną i chmarą dzieci. Pewien jegomość oznajmił, iż **muszę** zaakceptować jego dzieci, bo mam automatyczną miłość do wszystkich maluchów jako kobieta. Będzie płacił alimenty i utrzymywał byłą żonę, bo matka jego dzieci, a żyć będziemy z mojej pensji, bo oszczędności musi mieć na hobby bo wędkarz z niego. W zamian nakarmi mnie rybą. O Wojtka nie zapyta, bo od wychowywania Wojtka masz byłego męża. To jest sprawiedliwe? Pewnie iż tak przynajmniej dla niego. Dla mnie już nie.

Wszystkim jestem ta zła, wyrachowana, chytra, interesowna, egoistka. Chciałam chłopa obarczyć swoim dzieckiem i żyć jak królowa Dlatego, mamo, w moim życiu jest Olek. Tak, według was wszystkich jestem zła ale nie wstydzę się życia, jakie sobie ułożyłam. Smutno mi właśnie przez to, jak ty żyjesz, dlatego tak się staram cię wyciągać z domu, choćby dzisiaj, kłamiąc wam z tatą, iż potrzebuję pomocy. Mamo, mi nie brakuje niczego. Teraz wyciągam cię na miasto, spędzisz czas ze mną, po swojemu, dla siebie i ze mną, swoją córką!

Zwariowałaś, Basia, a tata?

A co z tatą? Chory jest?

Nie, ale trzeba mu obiad podgrzać

Nie wierzę, iż nie masz gotowego obiadu.

No ale trzeba go podać, a i Krzysiek

Mamo! Oj, naprawdę się obrażę Wiem, iż jestem zła, pozwól mi być choć raz dobrą, spędźmy razem fajnie czas. Proszę cię bardzo!

W poniedziałek w pracy kobiety prześcigają się w narzekaniach, jak bardzo zmęczyły się w weekend odpoczywając. A Basia? Uśmiecha się pod nosem, wie przecież, iż wszyscy wiedzą, jaka to ona zła. Idzie do pracy lekkim krokiem, z jakąś tajemniczą euforią tylko dla siebie.

No przecież wiadomo, co siedzi Basi w głowie. Oczywiście złe rzeczy.

Idź do oryginalnego materiału