Słuchaj, muszę ci opowiedzieć tę historię, bo naprawdę mnie wstrząsnęła. Łucja, pięćdziesiąt lat w twojej głowie, zanim napiszesz odmowę przyjęcia dziecka, dwa razy się nad tym zastanów później może być już za późno. Nie mogę go zostawić, zrozumcie mnie, po prostu nie dam rady…
Cała załoga szpitala w Warszawie była mocno zaniepokojona młodą rodzącą. Widać było, iż podjęcie takiej decyzji nie przychodzi jej łatwo i iż trzeba jakoś ją przekonać. Pan tata mnie wychował w surowości. Od dziecka powtarzał mi, iż nie dam rady przynieść na świat „dziecka pod podwórzem”. A jak mu teraz powiem, iż tak się stało? Myśli, iż studiuję, zdobywam zawód. Pół roku nie byłam w domu przez ciążę, kłamałam. No tak, w życiu różnie bywa. Może cię krzyknie, pohamuje, ale i przyjmie chłopca jako swego wnuka to przecież jego potomek. Nie, nie znacie mojego ojca, jest bardzo surowy… Gdyby mama żyła, zrozumiała by mnie…
Łucja rozpłynęła się w łzach. Ojciec dziecka od razu stwierdził, iż „myje ręce”, nie chce mieć z nim nic wspólnego. Łucja wierzyła w szczere uczucia, co bolało jeszcze bardziej. Nie zdecydowała się na aborcję, a tak się urodził zdrowy, pulchny chłopczyk. Mama nie żyła już, kiedy Łucja była w szóstej klasie. W drodze do pracy ze współpracownikami wpadli w wypadek. Wszyscy przeżyli, oprócz niej. Życie Łucji podzieliło się na przed i po. Ojciec, jakby wyrwany z łańcucha, wyładowywał całą swoją złość i ból na córce.
Łucjo, patrz, żebyś nie przyniosła nieślubnego dziecka wyrzucę cię z domu. W naszej rodzinie nie będzie takiego wstydu, rozumiesz? Ucz się, córko, zdobądź zawód, zostań lekarzem, bądź szanowaną osobą. Tato, co to za nieślubne? Jestem jeszcze mała, dobrze się uczę, nie chcę cię rozczarowywać, nie krzycz na mnie.
Skończyła szkołę z złotym medalem, dostała się na medycynę, tak jak chcieli ojciec i matka. Do domu wracała kilka razy w roku. Tata gotował swoją legendarną kartoflankę i pytał o studia, co chwilę przypominając o podwórzu, żeby nie dało się na bogato. To, czego się bał, w końcu się spełniło. Na drugim roku poznała na balu tanecznym chłopaka. Nie zauważyła, iż zakochała się to był jej pierwszy chłopak.
W wyobraźni już widziała siebie w białej sukni, idącą pod rąk ojca, który byłby dumny: Jaka mądra i piękna jest moja córka przyszła panna młoda. Ale nie tak poszło. Chłopak odszedł, marzenia o ślubie rozproszyły się jak piórka.
Poród minął bez problemów, ale nie było łatwo młodej mamie patrzeć na maleństwo. Od razu zadeklarowała, iż napisze odmowę przyjęcia. Gdy zobaczyła to maleńkie ciałko, pomarszczoną twarz, serce Łucji zadrżało. Niosła go w sobie dziewięć miesięcy, a teraz miała go oddać
W sali leżało trzy mamy z maluszkami. Łucja odwracała się do ściany, nie chcąc patrzeć, jak karmią swoje dzieci. Swojego nigdy nie podniosła, choć położne zachęcały, mając nadzieję, iż zmieni zdanie. Odmowa została napisana. Żadne namowy nie pomogły. Łucja gwałtownie spakowała rzeczy i milcząco opuściła szpital, zabierając dokumenty. Położne i pielęgniarki patrzyły smutno na chłopczyka, którego nazywały Andrzejkiem.
No i co, mały zostanie sam, bo mama odjechała. Jak się potoczy twoje los, tylko Bóg wie. Najpewniej trafi do dobrej rodziny, takie dzieci gwałtownie się znajdują
Maluszek ucichł, jakby słuchał, uśmiechając się noskiem. Pielęgniarka Nadiśka, pełna troski, przytuliła i nakarmiła odmówcę. Pamiętała prawie każde dziecko, od którego rodzice się wycofywali. Bywały przypadki, iż matki się odzywały i wracały, ale rzadko. Nocą Andrzejek, jakby rozumiejąc, iż został porzucony, płakał głośno, jęcząc. Nie jadł, ledwie przyjmował trochę mieszanki, a potem znowu wył. Do rana uspokoił się, stał się ospały i obojętny.
O, maleństwo, wołałeś matkę, a jej już nie ma, odjechała, nie chciała cię brać.
W trakcie ronda nagle wpadła Łucja.
Gdzie on? Jeszcze nie oddali? Chcę go zabrać! Zawołała. Łucjo, wróciłaś? Dzięki Bogu! Andrzejek wciąż u nas, dokumenty jeszcze nie przekazano. Jesteś pewna tego wyboru? To nie zabawka, a życie. Nie, jestem pewna! To mój syn, jak mogłam go porzucić!!!
Łucja zaczęła płakać. Nie spałam całą noc, słysząc jego płacz, serce prawie pękało od bólu! Mój synek, sam tutaj, bez mamy Dajcie mi go nakarmić, mleko już przychodzi.
Przenieśli ją do oddzielnego pokoju, przynieśli chłopca. Położyła go na piersi, a mały zaczął głośno mlaskać. W drzwiach stał personel medyczny i szczerze cieszył się. Nie czekał na los porzuconego, miał mamę.
Rozmawiałam z ojcem, przyznałam się, iż urodziłam i zostawiłam dziecko przez niego. Powiedziałam, iż nie mogę bez niego żyć i chcę go zabrać. Najpierw był w szoku, potem powiedział, iż chce zobaczyć wnuka, i iż jestem głupia, a nie matka. Zgwałcił mnie, iż nic mu nie powiedziałam, iż zostawiłam dziecko. Całe życie słyszałam, iż nie wolno rodzić poza małżeństwem. A tu on, płacząc ze szczęścia W porządku, zabiorę synka, pojedziemy do dziadka. Podam mu imię i nazwisko.
Cały szpital patrzył w okno na tę kruchą figurę matki z dzieckiem. Niech Bóg da im szczęście!
Ile razy rodzice od małego straszą dziewczynki: Przyniesiesz nieślubne dziecko wyrzucę cię z domu!? Ile kobiet zrezygnowało z ciąży, zostawiło noworodki, bo tak wmawiano? Ile zniszczonych losów kobiet i dzieci. Moralny przekaz jest ważny, ale dziewczyny muszą wiedzieć, iż rodzice je kochają i przyjmą, niezależnie od tego, czy są zamężne, czy noszą nieślubne dziecko Bądźcie kochani i szczęśliwi!





