Lato spędziłem w sanatorium pod Warszawą, gdzie przeprowadzałem kurację oczyszczającą. Jednego popołudnia wyszedłem na słońce. Na leżaku obok mnie wypoczywała dziewczyna o urodzie modelki. Zagadałem i gwałtownie nawiązaliśmy rozmowę. Akurat temat zszedł na powody naszego głodowania.
Muszę zrzucić czterysta gramów oznajmiła. Zaśmiałem się szczerze, sądząc, iż żartuje. Ale nie! Już rok żyję, czując się gruba. Chłopak mi powiedział, iż mnie zostawi, jeżeli nie schudnę O, patrz! złapała palcami fałdkę na brzuchu. Wstydzę się usiąść…
Długo potem myślałem o tej sytuacji. Nadałem jej choćby dla siebie przydomek Lena 400 gramów. Najwyraźniej zdaniem jej partnera takich jak ja można zrzucać ze skały w tej ich idealnej polskiej Sparcie przetrwają tylko chude, a pulchniaczków nie tolerują.
Kilka dni później trafiłem na duże, obce mi towarzystwo w warszawskiej restauracji z okazji imienin. W oczy rzucała mi się zadbana kobieta, która siedziała wyprostowana, z wdziękiem założyła nogę na nogę, pończochy połyskiwały, but ześlizgał się z pięty, a ona piła wodę z kieliszka do wina i przyciągała męskie spojrzenia.
Nagle wszedł jej mąż. Przywitał się z innymi, a do niej warknął przez zęby: Okryj się! Połowa uda na wierzchu!…
Speszyła się, zarumieniła, poprosiła kelnera o pled, choć siedziała przy kominku. Do końca wieczoru otulona jak wróbelek przestała się odzywać.
Pewnego dnia wziąłem do rąk biografie wybitnych polskich autorów, by wyśledzić sekrety ich sukcesu. gwałtownie dałem sobie spokój, bo bardzo trudno pogodzić geniusz z ziemskimi słabościami człowieka. Porzuciłem lekturę na losach Adama Mickiewicza, bo choć kocham Pana Tadeusza, nie byłem w stanie pogodzić faktów z jego życia z uwielbieniem dla dzieła. Jego stosunek do życia rodzinnego był, delikatnie mówiąc, kontrowersyjny żona po kolejnych porodach mdlała z wycieńczenia, lekarze zabronili jej rodzić dalej, a on zbył to wzruszeniem ramion.
Przeglądam czasem Instagram. Królują tam piękne, idealne dziewczyny, dla których każdy dzień to siłownia, solarium, zabiegi, sauna. Zawód: profesjonalna piękność. Wymaga to mnóstwa pieniędzy i energii, ale patrząc, łatwo odnieść wrażenie, iż wszystko się pomieszało. Dziewczyny dążą do urody, by być kochane, by faceci je zauważyli. Ustalono, iż piękno to chude ciało, wyrwane brwi, powiększone usta, kształtna pupa i wszyscy temu przyklasnęli. A facetom coraz trudniej odróżnić się wśród gromady barbie.
Pamiętam raz wizytę z żoną na targu ogrodniczym pod Legionowem. Ja krążyłem między stoiskami z altankami, ona oglądała figurki ogrodowe: krasnale, zające, jeże. Dwóch facetów debatowało przy czerwonych krasnalach. Jeden dźwigał ich do góry, drugi nagle się roześmiał: No, bracie, decyduj którą wybierzesz. Wczoraj z takim samym wyrazem twarzy oglądałeś panienki na mieście…
Uśmiałem się szczerze.
Leno 400 gramów, Krysiu Okryj Uda, Zosiu matko trzynastki Jak można siebie nie kochać, nie cenić, nie szanować? Jak można mylić miłość z traktowaniem nas jak podrdzewiały towar? Kto wam wmówił, iż idealne ciało jest warunkiem szczęścia?
Wiem, iż uroda nie ma nic wspólnego z miłością to fakt potwierdzony nie raz. Moja znajoma poznała męża w szpitalu, w oddziale nefrologii, gdy była blada, z workiem na mocz i rozczochrana a on padł jej do stóp. Widzieliście kiedyś zdjęcia Zofii Stryjeńskiej? Albo brwi Fridy? A przecież otaczało je grono najwspanialszych mężczyzn.
Parę lat temu miałem usuwaną ósemkę nieudany zabieg, rozległe zapalenie, policzek wielkości jabłka. Leżałem w domu, darłem się z bólu, a żona poiła mnie kefirem. W lustrze byłem dla siebie koszmarem, mleczne wąsy podkreślały groteskę. Płakałem z rozpaczy, a ona nagle mówi: Najpiękniejszy na świecie, wiesz? Teraz też! Wyjdziesz za mnie?
Później przyszedł czas na restaurację, pierścionek, gości i balony pod sufitem, ale najbardziej wzrusza mnie to pierwsze, niepozorne wyznanie. Uwierzcie, wtedy zrozumiałem: piękno to nie wygląd, a miłość nie zależy od ideału!
To nasze niedoskonałości czynią nas jedynymi w swoim rodzaju, to je ktoś w nas pokochuje. Zresztą, czy perfekcja w ogóle istnieje? Każdy ma swoją.
Ostatnio zdecydowałem się założyć aparat ortodontyczny. Faktycznie mam krzywe zęby. Żona mówi: Uwielbiam twój uśmiech nie widzę potrzeby, ale jeżeli sama tak chcesz, śmiało. Gdybym miał wybierać, nic bym nie zmieniał.
Po porodzie pierwszego syna ważyłem 118 kg. Żona prawiła mi komplementy i kompletnie odbierała motywację do odchudzania. Schudłem dopiero wtedy, kiedy sam tego chciałem. Przeglądaliśmy niedawno zdjęcia pytam:
Dlaczego nie mówiłaś, iż mam schudnąć, taki byłem gruby…
Byłeś puchatym misiem, schudnij, gdy sam zechcesz. Dla mnie byłeś idealny.
Gdy lata temu dopadł mnie latem atak łuszczycy, a plamy pojawiły się wszędzie, polecieliśmy nad morze i odmówiłem wejścia na plażę. Żona patrzyła na mnie jak na kosmitę: No co jest? Co ci przeszkadza? Wtedy zrozumiałem: naprawdę nie widziała żadnego problemu dla niej byłem wciąż najprzystojniejszy. A zmiany w ogóle nie miały znaczenia.
Nie chcę tu reklamować żony, tylko dobre relacje. jeżeli ktoś każe ci dopasować się do swojego ideału, to nie chodzi o miłość, a o kontrolę i przewagę. Jesteś piękny, soczysty jak polskie jabłko, a jeżeli ktoś widzi tylko skazy, to chciałby raczej mieć nad tobą władzę niż ciebie kochać.
Możesz iść jego śladem ze strachu. Tylko zastanów się, co tracisz? Despotę, dla którego jesteś tylko krasnalem z muchomorową czapką?
Każdy facet będzie próbował dominować, ale jego autorytet nie może opierać się na strachu, tylko na twoim zaufaniu i uznaniu. Wierność powinna być wyborem, a nie obowiązkiem. Warto wybrać kogoś, za kim samemu chce się pójść przez życie bo jest pewny siebie, troskliwy, silny. On poprowadzi cię przez świat, a ty pójdziesz za nim, bo mu ufasz. Ale tego zaufania i tego prawa, by cię prowadzić, musi najpierw sam w pełni się wykazać
Taka jest dla mnie prawdziwa lekcja o pięknie, miłości i o tym, co najważniejsze w życiu.










