Latem wybrałam się do polskiej kliniki leczenia głodówką, aby oczyścić organizm. Pewnego dnia poszłam się opalać i obok mnie, na leżaku, leżała piękna dziewczyna o wyglądzie modelki.

polregion.pl 12 godzin temu

Latem wybrałem się do sanatorium pod Warszawą, gdzie zajmowałem się oczyszczaniem organizmu przez post. Pewnego dnia postanowiłem się wygrzać na słońcu, i przy leżaku obok opalała się piękna dziewczyna o urodzie jak z wybiegu. Poznaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać. Wymienialiśmy się powodami, dla których pościmy.

Muszę schudnąć czterysta gramów powiedziała. Roześmiałem się, myśląc, iż żartuje, ale ona nie.
Od roku żyję z kompleksami. Chłopak mówił, iż mnie zostawi, jeżeli nie schudnę… O, widzisz? chwyciła fałdkę na brzuchu Wstyd mi usiąść…

Długo potem chodziłem pod wrażeniem tej rozmowy. Tak ją sobie nazwałem w myślach Kinga 400 gramów.

Wyglądało na to, iż według jej chłopaka takich jak ja w ogóle nie powinno być w jakiejś idealnej Spartze powinni mieszkać tylko chudzi, a dla pulchnych kluseczek nie ma tam miejsca.

Niedawno znalazłem się w większym, zupełnie obcym mi towarzystwie, była okazja do świętowania w modnej restauracji w centrum Krakowa. Zauważyłem bardzo zadbaną kobietę siedzącą na fotelu, zgrabnie założyła nogę na nogę, pończochy delikatnie błyszczały na smukłych łydkach, pantofel ledwo trzymał się na palcach, piła wodę z kieliszka od wina i przyciągała wzrok mężczyzn.

Wtedy przyszedł jej mąż. Podeszedł do stołu, przywitał się uściskiem dłoni ze wszystkimi facetami, a do niej powiedział przez zaciśnięte zęby: Zakryj się! Rozwaliłaś te uda!…

Stężała, zarumieniła się, poprosiła kelnera o pled, choć siedziała tuż przy kominku, i resztę wieczoru przesiedziała skulona jak wróbelek.

Próbowałem zgłębić biografie słynnych polskich poetów i pisarzy, by znaleźć w ich życiu sekrety sukcesu. gwałtownie dałem sobie z tym spokój, bo trudno połączyć geniusz z codziennymi słabościami człowieka. Ostatecznie skończyłem na biografii Bolesława Prusa. Uwielbiam Lalkę, ale nie którymi faktami życiorysu autora nie mogłem się pogodzić.

Po piątym dziecku (córce Marysi) jego żona Antonina była wyczerpana i lekarze zabronili jej dalej rodzić. On powiedział: A po co mi ona wtedy potrzebna? A Antonina urodziła mu jeszcze trzynaścioro dzieci…

Patrzę czasem na Instagram. Tam same piękne laleczki. Ich dzień to fitness, solarium, zabiegi i SPA. Tworzą ideał figury, a cała branża beauty tylko im w tym pomaga. To praca na pełen etat, wymagająca mnóstwa pieniędzy i wysiłku.

Podziwiam każdą pracę, ale wydaje mi się, iż znowu się nam poplątało: dziewczyny chcą być piękne, by były kochane, by chłopcy je wybrali. Powiedziano im: piękno to właśnie to szczupłe ciało, wyskubane brwi, pełne usta, pośladki jak orzech. Przyjęły wytyczne i próbują się wpasować. Tyle, iż chłopakom coraz trudniej wybrać spośród korowodu jednakowych lalek…

Kiedyś z żoną byliśmy na targu ogrodniczym w Łodzi. Ona poszła oglądać grządki, ja łaziłem bez celu i zaszedłem na stoisko z figurkami ogrodowymi. Przy dużych krasnalach w czerwonych czapkach dwóch facetów wybierało najładniejszego. Jeden podnosił, oglądał, drugi nagle się roześmiał i mówi:

No stary, zdecyduj się szybciej… Wczoraj dziewczyny też wybierałeś z identycznym miną…

Śmialiśmy się do łez.

Dziewczyny, kochane, Kinga 400 gramów, Monika Zakryj Uda, Antonina trzynaście dzieci… Kiedy zdążyłyście tak bardzo się nie szanować, nie kochać siebie? Jakim cudem zaakceptowałyście, iż traktowanie was jak towar z defektem to miłość? Kto wmówił wam, iż perfekcyjne ciało i twarz to warunek szczęścia w związku?

Mam setki dowodów, iż wygląd nie ma nic wspólnego z miłością. Moja koleżanka poznała męża w szpitalu, w nefrologii, pokochał ją bladą, w szlafroku, z wielką butlą do zbierania moczu, wystającą spod koszuli nocnej.

Popatrzcie na Fridę Kahlo. Widzieliście? I te brwi? O, właśnie. Najlepsi mężczyźni jej czasów byli w nią zapatrzeni.

Kilkanaście lat temu źle wyrwano mi ósemkę pękło mi usta, dostałem komplikacji: gorączka prawie 40 stopni, spuchnięty policzek. Leżałem w domu, plując krwią. Policzek jak poduszka, ledwo na oczy widzę, słaby jak mucha. Żona poiła mnie kefirem, bo tylko to przeszło przez spuchnięte gardło, a potrzebowałem siły.

Od kefiru zostały mi mleczne wąsy. Zerkam w lusterko, mówię: Boże… i łzy mi lecą z żalu do samego siebie.

A ona mówi: Jesteś najprzystojniejszym facetem na świecie, słyszysz? Teraz też! Wyjdziesz za mnie? Proszę, wyjdziesz?
Potem, jak wyzdrowiałem, była restauracja, pierścionek, klęknięcie na jedno kolano, brawa gości, balony pod sufitem i kwiaty i to moje tak.
Ale do dziś najmilej wspominam właśnie tamto pierwsze oświadczyny prawdziwe. Wtedy… uwierzyłem jej. Bo uroda to nie kwestia wyglądu, a miłość nie polega na doskonałości.

To nasze niedoskonałości czynią nas niepowtarzalnymi i za to nas kochają. To one czynią nas sobą!

A przecież ideał jako taki nie istnieje. A jeśli, to każdy ma swój.

Ostatnio postanowiłem założyć aparat na zęby są krzywe, obiektywnie mówiąc. Żona mnie wspierała:
Uwielbiam Twój uśmiech, nie rozumiem, po co się męczyć z aparatem. Zrób, jeżeli naprawdę chcesz. Gdyby to ode mnie zależało, zostawiłbym wszystko jak jest.

Po pierwszym dziecku ważyłem 118 kilogramów, żona prawiła mi tyle komplementów, iż nie miałem motywacji, żeby schudnąć. Zrzuciłem, dopiero jak sam chciałem.

Jakiś czas temu przeglądaliśmy zdjęcia, gdzie siedzę z synkiem na kanapie, ledwo się mieszczę.

Czemu mi nie mówiłaś, żebym schudł? Przecież byłem gruby…
Byłeś pysznym rogalikiem, chudnij, jak sam będziesz chciał. Mnie wszystko pasowało.

A jak parę lat temu dostałem rozległego ataku łuszczycy i na ciele pojawiły się wielkie plamy, pojechaliśmy nad morze. Odmówiłem rozbierania się na plaży. Żona pyta: Co się stało? I zdałem sobie sprawę, iż ona naprawdę nie widzi problemu. Dla niej zawsze byłem piękny, łuszczycy choćby nie zauważała.

Nie reklamuję tutaj żony, tylko pokazuję jak zdrowy związek powinien wyglądać. jeżeli Twój partner wymaga od Ciebie spełnienia własnych standardów urody to nie miłość, to dominacja.

Jesteś piękną, rumianą jabłuszką! A on widzi tylko plamki? On wcale nie szuka jabłka chce władzy.

Możesz iść za nim, bo boisz się straty. Ale pomyśl, co tracisz? Kogo? Despotę dla którego jesteś krasnalem ogrodowym z muchomorową czapką?

Każdy facet chce panować, ale jego autorytet powinien wynikać z Twojego podziwu i szacunku, a nie strachu.
Posłuszeństwo powinno wynikać z wyboru podążaj za tym, który jest pewny siebie, silny, godny zaufania i czuły. Chwyci Cię za rękę i pójdzie z Tobą na koniec świata, a Ty pójdziesz, bo mu ufasz i sama go wybrałaś.

Prawo prowadzić Cię przez życie trzeba sobie u Ciebie dopiero wywalczyć…

Idź do oryginalnego materiału