Latem wybrałam się do kliniki leczenia głodówką, aby oczyścić organizm. Pewnego dnia poszłam się opalać i tam, obok mnie na leżaku, leżała piękna dziewczyna o urodzie modelki.

newsempire24.com 13 godzin temu

Latem wybrałam się do kliniki oczyszczania organizmu przez post to był mój sposób, żeby zadbać o zdrowie. Pewnego dnia wyszłam się poopalać. Obok mnie, na leżaku, wyciągała się dziewczyna o urodzie rodem z wybiegu śliczna, zjawiskowa. Zaczęłyśmy rozmawiać o motywacjach do postu.

Muszę zrzucić czterysta gramów rzuciła nagle. Zaśmiałam się, przekonana, iż żartuje. Ale ona była całkiem poważna.

Już rok tak żyję, gruba jestem. Chłopak powiedział, iż mnie rzuci, jak nie schudnę… Widzisz? chwyciła fałdkę na brzuchu. Wstyd usiąść…

Długo potem chodziłam pod wrażeniem tej rozmowy. W głowie nazwałam ją Hania Czterysta Gramów.

Cóż, według takiego podejścia, dziewczyny wyglądającej tak jak ja można by w Polsce od razu spisać na straty bo w wymarzonej Spartze mają mieszkać tylko szczupłe, a dla pulchnych pączków nie ma tam miejsca.

Kilka dni później trafiłam na urodziny do restauracji, do większego, nieznanego towarzystwa. Wśród gości była pewna bardzo zadbana kobieta siedziała na fotelu, zgrabnie zakładając nogę na nogę, cienkie rajstopy połyskiwały na jej idealnych nogach, pantofelek zwisał z pięty, delikatnie balansowała na palcach. Piła wodę z kieliszka, przyciągając spojrzenia facetów.

Wtedy zjawił się jej mąż. Podszedł, przywitał się z mężczyznami wylewnie, a jej syknął przez zaciśnięte zęby: Zakryj się, wypięłaś te uda…!

Zamarła, speszona wyprostowała się, spłonęła rumieńcem, poprosiła kelnera o koc, chociaż siedziała tuż przy kominku. Owinęła się nim i resztę wieczoru przesiedziała skulona jak wróbelek.

Kiedyś ciekawiło mnie, czy w biografiach wielkich polskich pisarzy odnajdę jakieś sekretne przepisy na sukces, więc zagłębiłam się w życiorysy romantyków, poetów, noblistów. gwałtownie dałam sobie spokój ciężko było mi pogodzić wybitne dzieła z ludzkimi słabościami ich autorów.

Ostatnią kroplą była historia Henryka Sienkiewicza. Podziwiam “Quo Vadis” i “Potop”, ale nie mogłam przełknąć niektórych faktów z jego życia. Po piątym dziecku żona, Maria, była ciężko chora i lekarze zabronili jej mieć kolejne dzieci. Sienkiewicz miał wtedy powiedzieć: A co mi po niej, skoro nie będzie rodzić?

Urodziła mu trzynaścioro…

Przeglądam Instagram. To świat zaludniony idealnie wygładzonymi lalkami. Ich dzień to fitness, solarium, zabiegi i spa. Kształtują ciała na zamówienie, wspiera je w tym cała branża kosmetyczna.

Bycie pięknością to dzisiaj ciężka i droga praca. Szanuję każdą profesję, ale mam wrażenie, iż znowu coś pomieszałyśmy. Dziewczyny chcą być piękne, żeby ktoś je wreszcie pokochał. Żeby chłopcy je dostrzegli, wybrali.

Powiedzieli im: piękno to to chudość, regulowane brwi, powiększone usta i pupa jak orzeszek. Przyjęły to, skinęły głową i ruszyły pod linijkę. A chłopakom coraz trudniej wybrać jedną spośród rzędu jednakowych lalek…

Pewnego razu z mężem byliśmy na warszawskim rynku ogrodniczym, on kupował narzędzia na działkę, a ja kręciłam się między alejkami. Trafiłam na stoisko z ozdobami do ogrodu, przeglądałam latarenki, kwiatki, wiatraczki, konewki, ceramiczne zające i liski.

Przy figurkach dużych krasnali w jaskrawych czapkach (wyglądali jak muchomory) dwóch facetów wybierało najpiękniejszego. Jeden macał krasnale, podnosił, oglądał z każdej strony, a drugi w końcu parsknął:

No stary, zdecyduj się, ile można! Wczoraj dziwki wybierałeś z równie poważną miną…

Rozchichotałam się.

Dziewczyny, kochane, Hania Czterysta Gramów, Basia Zakryj Uda, Maria Trzynaścioro Dzieci… Co się stało, iż tak łatwo odebrałyśmy sobie miłość, szacunek, dobre myślenie o sobie? Dlaczego pozwalamy się traktować jak towar z defektem i bierzemy to za miłość? Kto nam wmówił, iż idealne ciało i twarz to warunek szczęśliwego związku?

Mam mnóstwo dowodów, iż miłość nie ma nic wspólnego z wyglądem.

Moja przyjaciółka poznała swojego męża w klinice w oddziale nefrologii on zakochał się w niej, gdy biegała po korytarzu w szlafroku, blada, z woreczkiem u boku, wystającym spod koszuli nocnej.

Popatrzcie na Fridę Kahlo zna ktoś? Widzieliście jej brwi? No właśnie. Najlepsi mężczyźni jej epoki darzyli ją namiętnym uwielbieniem.

Kilka lat temu miałam nieudaną ekstrakcję ósemki. Uszkodzili mi usta dosłownie. Temperatura do czterdziestu stopni, rozorowana dziąsło, spuchnięty policzek. Leżałam w domu, wypluwałam krew, policzek jak poduszka, rozcięte usta, ledwo żyłam. Mąż poił mnie kefirem, bo nic innego nie przechodziło przez gardło. Od tego kefiru na ustach miałam śmieszne wąsy. Spojrzałam w lustro, wyszeptałam: Boże… i ryczałam z przerażenia.

A on wtedy: Najpiękniejsza na świecie jesteś, wiesz? choćby teraz, właśnie teraz! Wyjdziesz za mnie? Teraz?

Po tym wszystkim, kiedy wyzdrowiałam, zaprosił mnie do restauracji, było pierścionek, jedno kolano, oklaski, balony pod sufitem i kwiaty. Ale ja do dziś z rozczuleniem wspominam te oświadczyny w domu prawdziwe. Wtedy mu uwierzyłam, bo zrozumiałam, iż piękno nie jest ciałem, a miłość to nie dążenie do ideału.

To nasze niedoskonałości czynią nas żywymi, jedynymi w swoim rodzaju. I za te nasze dziwactwa się nas kocha! To one sprawiają, iż jesteśmy sobą!

Zresztą, czy w ogóle istnieje coś takiego jak doskonałość? Każdy mając swoją.

Teraz chcę założyć aparat ortodontyczny moje zęby są naprawdę krzywe. Mąż powiedział wtedy:

Kocham twój uśmiech i naprawdę nie rozumiem, po co się męczyć z aparatem. Zrób jak chcesz, jeżeli sama tego chcesz. Ja gdyby to ode mnie zależało zostawiłbym jak jest.

Po urodzeniu naszego pierwszego syna ważyłam 118 kilo. A mój mąż wciąż prawił mi komplementy, odbierał motywację do odchudzania. Schudłam wtedy, gdy naprawdę sama tego chciałam.

Ostatnio oglądaliśmy zdjęcia z tamtych czasów ja, rozlaną na kanapie z malutkim synem na rękach. Pytam:

Dlaczego nie powiedziałeś, żebym schudła? Byłam gruba!

Moja apetyczna bułeczka, chudnij kiedy masz ochotę. Mnie wszystko się podobało.

A kiedy miałam wybuch łuszczycy, plamy rozeszły się po całym ciele, a on, gdy odmówiłam wyjścia na plażę, zapytał: Co jest nie tak? I uświadomiłam sobie, iż naprawdę nic nie widział. Dla niego wciąż byłam piękna.

To nie reklama mojego męża ale naszych relacji. jeżeli twój facet oczekuje, byś trzymała jego standardy urody to nie jest miłość, a próba dominacji.

Jesteś piękna, jak rumiane jabłuszko! jeżeli on widzi tylko robaczki, to nie chce jabłuszka, a władzy.

Możesz pójść za nim ze strachu przed stratą. Ale zastanów się co byś straciła? Tyrana, dla którego jesteś ogrodowym krasnalem w czapce muchomora?

Każdy facet chce być samcem alfa, ale autorytet oparty powinien być na szacunku i zachwycie, nie na zastraszaniu.

Posłuszeństwo nie jest obowiązkiem, to wybór. Wartość ma ten, za którym sama chcesz pójść, bo czujesz się bezpieczna, kochana, doceniana. Taki, który chwyci cię za rękę i poprowadzi na koniec świata, jeżeli zechcesz za nim iść.

A prawo poprowadzić cię trzeba sobie dopiero zasłużyćDlatego następnym razem, kiedy spojrzysz rano w lustro i dostrzeżesz własne niedoskonałości, uśmiechnij się do nich to twoje życiorysy zapisane na skórze, znaki bitew i świąt, historii tylko twoich. Przypomnij sobie: jesteś kimś więcej niż kształtem twarzy, wagą czy rozmiarem ubrania. Jesteś sumą śmiechu, łez, marzeń, opowieści szeptanych nocą i siły, której może jeszcze nie odkryłaś.

Jeśli więc masz ochotę upiecz sobie ciasto, zatańcz po pokoju w skarpetkach nie do pary, załóż bluzkę, w której czujesz się szczęśliwa, choćby jeżeli ktoś powie, iż niepasująca do sylwetki. Zrób to dla siebie. I zasiej w ogrodzie swojego serca odrobinę łagodności.

Bo na końcu i tak liczyć się będzie tylko to, czy kochasz siebie i tych, których wybrałaś do swojego świata. Reszta to tylko krasnale w bajecznych czapkach, strojące miny w sklepie z ozdobami. Ty możesz być sobą. I to, uwierz, jest wystarczająco piękne.

Idź do oryginalnego materiału