Latem pojechałam do polskiej kliniki terapii głodówkowej, żeby oczyścić organizm. Pewnego dnia poszłam się opalać i obok mnie, na leżaku, leżała piękna dziewczyna o urodzie modelki.

twojacena.pl 10 godzin temu

Latem pojechałam do kliniki oczyszczania organizmu w okolicach Polanicy-Zdroju. Jednego dnia postanowiłam się poopalać obok mnie, na leżaku, odpoczywała piękna dziewczyna o aparycji modelki.
Zaczęłyśmy rozmawiać. Wymieniałyśmy się powodami diety oczyszczającej.
Muszę zrzucić 400 gramów mówi. Zaśmiałam się, myśląc, iż żartuje. Ale ona była poważna.
Od roku jestem gruba. Mój chłopak powiedział, iż mnie zostawi, jeżeli nie schudnę… Widzisz? uszczypnęła się w fałdkę na brzuchu. Wstyd siadać…
Długo nosiłam w sobie to spotkanie. W myślach nazwałam ją Kasia 400 gramów.
Wyglądało na to, iż jej partner sądzi, iż dla takich jak ja w idealnej krainie nie ma miejsca tylko chudziutkie dziewczyny i tyle.

Niedawno znalazłam się na przyjęciu w restauracji, w dużej, nieznanej mi grupie.
Na fotelu siedziała pięknie zadbana kobieta noga założona na nogę, satynowe pończochy lśniły na jej zgrabnych nogach, pantofel zwisał ledwie na czubach palców. Z kieliszka, zamiast wina, sączyła wodę, a męskie spojrzenia wędrowały ku niej.
A potem wszedł jej mąż. Podał rękę wszystkim panom przy stole, a do niej wysyczał przez zęby: „Zakryj się, wywaliłaś te uda…”.
Natychmiast spłoszona, zarumieniła się, poprosiła kelnera o koc, choć siedziała przy kominku, opatuliła się i cały wieczór przesiedziała skulona jak wróbel.

Pewnego dnia postanowiłam poczytać biografie znanych polskich pisarzy, by znaleźć sekret ich sukcesu w zwyczajnym życiu. gwałtownie jednak odpuściłam trudno połączyć geniusz z jego ludzkimi słabościami.
Ostatnia była dla mnie biografia Stefana Żeromskiego. Uwielbiam „Przedwiośnie”, ale nie mogłam pogodzić się z niektórymi faktami z jego życia.
Po tym, jak jego żona Oktawia ciężko przeszła kilka porodów i lekarze zakazali jej dalej rodzić, on tylko wzruszył ramionami i stwierdził: „No to po co mi taka żona?”. A jeszcze urodziła mu kilkoro dzieci…
Po tym już przestałam szukać tajemnic geniuszy w ich codzienności.

Przeglądam Instagram. Tam świat pełen jest lalek barbie. Ich dzień to fitness, solarium, masaże, spa. Pracują nad swoją doskonałą sylwetką, przemysł piękności pomaga im w tym na każdym kroku.
Są profesjonalnie piękne, a to nie tylko kosztowne, ale i pracochłonne zajęcie.
Szanuję każdą pracę, ale mam wrażenie, iż znowu wszystko się pomieszało. Dziewczyny chcą być piękne, by je kochano. By zostały zauważone.
Powiedziano im: piękna to taka i taka chuda, wyregulowane brwi, pełne usta, idealna pupa i one kiwają głowami, próbując się dopasować.
A chłopakom coraz trudniej wybrać z rzędu tych samych idealnych lalek…

Kiedyś z mężem byliśmy na targu ogrodniczym. On kupował coś do ogródka, ja bez celu krążyłam między stoiskami.
Zajrzałam na dział z figurkami ogrodowymi: latarenki, kwiatki, wiatraczki, konewki, króliki, liski.
Przy wielkich krasnalach w czerwonych czapach, przypominających muchomory, kręciło się dwóch panów, wybierali najładniejszego krasnala.
Jeden oglądał je z każdej strony, podnosił, a drugi nagle wybuchnął śmiechem:
No, stary, zdecyduj się już Wczoraj z takim samym wyrazem twarzy wybierałeś panienki pod dworcem
Śmiałam się szczerze.

Dziewczyny, Kochane, Kasia 400 gramów, Basia „Zakryj uda”, Oktawia kilkoro dzieci Jak można siebie tak nie doceniać i nie szanować?
Jak można uznawać traktowanie siebie jak towar z wadą za przejaw miłości?
Kto wam wmówił, iż szczęście zależy od idealnego ciała i twarzy?
Mam setki dowodów, iż wygląd nie ma nic wspólnego z miłością.
Moja znajoma poznała męża w szpitalu, w oddziale nefrologii w szlafroku, blada, rozczochrana, z cewnikiem pod koszulą a mimo to, on ją pokochał właśnie wtedy.
Albo Frida Kahlo widziałyście? Jakie brwi! A najlepsi mężczyźni jej czasów byli dla niej rycerzami.

Parę lat temu miałam komplikacje po wyrwaniu ósemki rozwalona dziąsło, opuchnięty policzek, gorączka.
Leżałam w łóżku, wyglądałam tragicznie, mąż poił mnie kefirem, bo nic innego nie wchodziło.
Od kefiru miałam mleczne wąsy. Przeglądałam się w lustrze i szepnęłam przez łzy: „Boże”
A mąż powiedział: „Jesteś najpiękniejsza na świecie, słyszysz? Teraz też! Poślubisz mnie? Poślubisz?”
Potem był elegancki wieczór, pierścionek, oświadczyny na kolanie, brawa gości i kelnerów, kwiaty i „tak”…
Ale najcieplej wspominam to pierwsze pytanie. Prawdziwe. Wtedy naprawdę mu uwierzyłam. Bo piękno nie jest w wyglądzie, a miłość nie jest w idealności.
Nasze niedoskonałości czynią nas wyjątkowymi i żywymi. To za nie jesteśmy kochani.
Perfekcja nie istnieje każdy ma swoją.

Niedawno postanowiłam założyć aparat na zęby, bo mam krzywy zgryz.
A mąż powiedział:
Uwielbiam twój uśmiech, nie rozumiem, czemu chcesz się męczyć. Rób to tylko dla siebie, jeżeli chcesz. Ja bym nic nie zmieniał.
Po pierwszym dziecku ważyłam 118 kg, ale mąż zasypywał mnie komplementami i nie miałam siły na odchudzanie schudłam, gdy sama chciałam.
Ostatnio oglądaliśmy zdjęcia ja z maluchem, szeroka jak tapczan. Pytam:
Dlaczego nie powiedziałeś, iż mam schudnąć, przecież byłam gruba…
Byłaś jak rogalik, schudnij, gdy sama zechcesz. Mi się podobałaś.
A gdy pięć lat temu w lecie dostałam zaostrzenia łuszczycy i bałam się rozebrać na plaży, mąż pytał tylko: „Ale co jest nie tak?” I zrozumiałam, iż on naprawdę nic nie widzi poza mną.

Nie reklamuję tu męża, ale relację. jeżeli twój partner wymaga dopasowania się do jego kanonów piękna, to nie miłość, tylko władza.
Jesteś jak jabłuszko a on widzi same robaki? To nie jabłka szuka, tylko panowania.
Możesz za nim iść ze strachu przed samotnością, ale pomyśl co wtedy tracisz? Tyrana, który zrobi z ciebie krasnala w czerwonej czapce?
Każdy mężczyzna chce być samcem alfa, ale szacunek do partnerki powinien budować nie na strachu, a na podziwie i zaufaniu.
Posłuszeństwo nie jest obowiązkiem, a wyborem. Idziesz za kimś, bo on daje ci wsparcie, siłę, pewność. Weźmie cię za rękę i poprowadzi na koniec świata, a ty zaufasz, bo sama poszukałaś dokładnie takiego człowieka.
A prawo, by cię prowadzić, trzeba jeszcze sobie zdobyć.

Najważniejsza lekcja? Kochaj siebie z całym bagażem niedoskonałości to jedyna droga do prawdziwej miłości i szczęścia.

Idź do oryginalnego materiału