Austrię odwiedzamy od lat. Raz na dłużej, raz na krócej. Wracamy tam chętnie i często. Na przełomie maja i czerwca otrzymaliśmy zaproszenie do Karyntii, do rowerowego regionu Lake Bike, zlokalizowanego w okolicach Villach. Cel był jeden – przetestować tamtejsze bike parki, szlaki i atrakcje. I choć finał tej podróży nieco nas zaskoczył, to… bez wątpienia z miejsca zakochaliśmy się w tym zakątku Austrii. A teraz mamy nadzieję, iż i Was zainspirujemy do wizyty w nim.
Materiał powstał we współpracy barterowej z regionem Lake Bike.
Lake Bike – czyli co, jak i gdzie?
Idealne połączenie gór i jezior? W Austrii czeka ono na Was właśnie w okolicach Villach. Lake Bike obejmuje w swych granicach dwa większe jeziora: Ossiacher See oraz Faaker See. Przy obu tych akwenach znajdują się dwa centra rowerowe: 28 tras w ośrodku przy Faaker See – znanych ze sportowych linii i alpejskiego terenu oraz 17 tras nad Ossiacher See – idealne dla miłośników widoków. Oprócz tego poprowadzono tu mnóstwo klasycznych szlaków, które pozwalają na zorganizowanie rekreacyjnych wycieczek, skupionych na lokalnych atrakcjach. Przez Lake Bike przebiegają też trasy długodystansowe, jak choćby Drauradweg, czyli szlak wzdłuż Drawy. Oprócz tego w regionie powstały też 3 nowoczesne pumptracki oraz dwa parki rowerowe przeznaczone przede wszystkim dla dzieci – jeden przy południowym brzegu Ossiacher See, a drugi na Gerlitzen Alpe (przy górnej stacji kolei gondolowej Kanzelbahn).

Korzystanie z tras obu centrów rowerowych czy pumptracków jest biletowane. Dzięki temu miejsca te mogą być utrzymane we właściwym stanie oraz rozwijane. Informacje na temat tego, jak kupić bilety oraz aktualny cennik znajdziecie na stronie Lake Bike. Poniżej prezentujemy cennik na 2026 r.

Nasza baza w Lake Bike
W Lake Bike mieliśmy spędzić 5 dni. Naszą bazą wypadową stał się Terrassencamping nad Ossiacher See, a dokładniej przy jego południowo-wschodnim brzegu. Korzystaliśmy z jednego z w pełni wyposażonych domków letniskowych. Z racji tego, iż faktycznie cały kemping położony jest tarasowo, to oferuje naprawdę ładną panoramę jeziora i otaczających go gór. Na miejscu czekają pomosty, plaża, place zabaw dla dzieci, w pełni wyposażone sanitariaty (dla tych, którzy nocują w namiotach/przyczepach), sklep oraz restauracja, którą gorąco polecamy, bo karmią w niej zacnie. Dodatkowo, tuż powyżej kempingu, po drugiej stronie głównej szosy, znajdują się dwie prostsze trasy Trailcenter Ossiacher See, czyli Mini i Miki, a jeszcze wyżej dłuższe i trudniejsze traile.




Co porabialiśmy w Lake Bike?
Nad Ossiacher See przyjechaliśmy w sobotę popołudniu. Po zameldowaniu na kempingu i odebraniu roweru elektrycznego (dla mnie – rudej), od razu ruszyliśmy w teren.
Burg Tour nr 13, czyli jezioro, góry, zamek
Na dobry początek postanowiliśmy zrealizować wycieczkę szlakiem nr 13 o nazwie Burg Tour. Wiedzie on znad Ossiacher See do zamku Landskron, położonego ponad południowo-zachodnim krańcem jeziora. Uznaliśmy, iż to dobra trasa na rozgrzewkę oraz poznanie okolicy. Z kempingu musieliśmy udać się ścieżką rowerową wzdłuż głównej szosy i po pokonaniu ok. 1.5 km odbić w szutrową drogę. Nią zaczęliśmy się wspinać po okolicznych wzgórzach. Na rowerach elektrycznych pokonywanie kolejnych kilometrów i przewyższeń szło bardzo sprawnie. Po ok. 40 min jazdy dotarliśmy do punktu, z którego doskonale widać było nasz główny cel – zamek Landskron.



Z racji pory (dojechaliśmy tam ok. godz. 18) okolice warowni, w tym duże parkingi, świeciły pustkami. Pod sam zamek nie można podjechać na rowerach, należy je zostawić nieco poniżej. Tak też zrobiliśmy i dalej udaliśmy się pieszo. Landskron oferuje piękną panoramę jeziora i okolic Villach. Słynie z organizowanych tu pokazów z udziałem orłów. I o ile spacer po zamku jest darmowy, o tyle udział w pokazach jest odpłatny. My orły mogliśmy jedynie podziwiać w ich wolierach. Ale za to byliśmy na zamku jedynymi gośćmi. Po spacerze zjechaliśmy nad brzeg Ossiacher See. Na chwilę wpadliśmy do Seepark Annenheim (park przy północnym brzegu), a następnie wróciliśmy bezpośrednio na kemping. W trakcie wycieczki pokonaliśmy 26 km, co wraz z przystankami zajęło nam 3 godz.




Trekking wzdłuż wąwozu Ossiacher
Kolejnego dnia rozdzielamy się. Marek wyrusza na testowanie tras Trailcenter Ossiacher See, ja natomiast decyduję się na trekking. Moim pierwszym celem jest szlak wzdłuż wąwozu Ossiacher (znajdziecie go pod nazwą Schluchtweg). Aby się do niego dostać musiałam przejść z kempingu do miasteczka Ossiach z malowniczym opactwem benedyktynów oraz ładnym nabrzeżem.

Stamtąd czekało mnie podejście asfaltem do początku szlaku. Trasa wzdłuż wąwozu jest nie tylko malownicza, ale też szalenie urozmaicona. Początek podejścia jest dość stromy. Są drewniane pomosty, schodki, czasem trzeba się przeciskać między skałami. Im wyżej, tym trasa staje się łagodniejsza, ale przez cały czas jest mocno klimatyczna. Po jakiś 40 min dotarłam nad brzeg jeziora Tauernteich. To niewielki, otoczony lasem akwen. Popularne miejsce na piknik czy przysłowiowe moczenie kija. Co ważne, można do niego dojechać autem, jest też wyznaczony parking.

Ja jednak nie zdecydowałam się na postój przy nim. Wyruszyłam dalej na zachód. Z racji tego, iż pomyliłam ścieżki, udało mi się przez przypadek wdrapać na wzniesienie z krzyżem, z którego miałam ładną, choć fragmentaryczną panoramę jeziora Ossiacher. Dalej moja trasa obejmowała wieś Oberwinklern, z której nieco okrężną drogą zeszłam bezpośrednio na kemping. W trakcie wycieczki pokonałam 13,7 km i 596 m przewyższenia, co zajęło mi niecałe 4 godz.



Trailcenter Ossiachersee – oczami Marka
Jednym z głównych powodów, dla których odwiedziliśmy ten region, jest Trailcenter Ossiacher See. Nocując na Terrassencamping, pierwsze trasy rozpoczynają się dosłownie tuż powyżej niego. W sumie do dyspozycji mamy 12 tras typowo rowerowych i kolejne 3, które są współdzielone ze szlakami pieszymi. Dostępne są ścieżki od bardzo łatwych i familijnych, aż po bardzo trudne, typowo zjazdowe. Zaczynając od najprostszych: zielonych i niebieskich – są to typowe płynne trasy typu flow, o w pełni wygładzonej nawierzchni. Znajduje się na nich mnóstwo profilowanych zakrętów, muld i stolików. Na trudniejszych trasach czerwonych można spotkać większe przeszkody i hopy bez stolików, a także więcej naturalnych elementów. Trasy czarne, najtrudniejsze, to strome zjazdy po korzeniach i kamieniach, które gwarantują odpowiedni poziom adrenaliny.

Nie ma tutaj transportu do góry. Aby dostać się na start trzeba podjechać korzystając z sieci dobrze oznaczonej sieci tras transferowych. Drogi podjazdowe to najczęściej szutrówki o dobrej nawierzchni, ale momentami są dosyć strome. Mając to na uwadze, jeżeli chcecie więcej pojeździć, to łatwiej będzie to zrobić rowerem elektrycznym. Chociaż oczywiście bez wspomagania też da radę podjechać do każdej z tras. Cała sieć jest świetnie oznaczona w terenie. Przy starcie każdej z tras są mapy i opisy, co można na nich spotkać. Jazda po nich jest płatna i dzięki temu są utrzymane w świetnym stanie. Całościowo określiłbym je jako niesamowicie płynne. Pomimo, iż znajdują się na dużym nachyleniu stoku, to budowniczowie bardzo dobrze je poprowadzili. Chociaż niektóre trasy są dosyć ciasne i techniczne, to dają mnóstwo satysfakcji i radości. Bardzo dobre miejsce do szlifowania techniki jazdy.



Gerlitzen
Z racji zapowiadanych późnym popołudniem burz postanowiliśmy jeszcze rzutem na taśmę odwiedzić szczyt Gerlitzen. Znajduje się on po przeciwnej stronie jeziora niż Terrassencamping. Na jego zboczach znajduje się jedna z trudniejszych w tej okolicy tras rowerowych o nazwie PROlitzen. Była ona celem Marka. Ja natomiast postanowiłam wbiec na szczyt. Oczywiście nie z samego dołu, a od górnej stacji kolei linowej Kanzelbahn. W 2026 roku nie było możliwości wjechać bezpośrednio na Gerlitzen. Wcześniej można było skorzystać z gondoli, a następnie wyciągu krzesełkowego. Aktualnie trwa modernizacja tego drugiego i pod Gerlitzen można podjechać dwoma krótkimi wyciągami i dalej udać się pieszo. Ja zdecydowałam się na inny wariant. Czyli bieg spod górnej stacji kolei gondolowej. Dystans do pokonania nie był duży, jednak czekało mnie ok. 450 m przewyższenia. Motywację do szybkiego przemieszczania się miałam sporą, bowiem wszędzie wokół zaczęły krążyć burze. gwałtownie się jednak okazało, iż Gerlitzen stanowił słoneczną, bezdeszczową wyspę. Ołowiane chmury albo przechodziły poniżej niego, albo obok. Dzięki temu spokojnie i bezpiecznie mogłam na niego wbiec, a następnie zbiec do gondoli. Zrealizowana przeze mnie trasa była bardzo widokowa, bo i sam szczyt oferuje rozległą panoramę 360 stopni. Również godne uwagi są widoki, jakie można podziwiać podczas podróży koleją linową.

PROlitzen Trail – oczami Marka
Na zboczu góry Gerlitzen, w ramach projektu Lake Bike, dostępna jest trasa PROlitzen. Określana jest mianem najtrudniejszej w całym regionie. Na ok. 4 km dystansu jest tu do pokonania 970 metrów przewyższenia. Już jadąc gondolą do góry jasno widać, iż jest bardzo stromo. Trasa przeznaczona jest tylko dla zaawansowanych rowerzystów. Jest na niej sporo technicznych przeszkód i dla większości z nich nie ma objazdów. Dzięki kolei gondolowej mogłem spokojnie zrobić 2 zjazdy na moim rowerze analogowym. Tu ważna informacja: kolej wywozi do góry tylko rowery o masie do 25 kg. jeżeli Wasz rower elektryczny waży więcej, to jest wyznaczona trasa podjazdowa na start. Ja wolałem wziąć lżejsze enduro. Trasa na praktycznie całej swojej długości jest bardzo stroma, jest tu kilka hop z dziurami, dużo elementów dobudowanych, ale też fragmenty dawnego szlaku pieszego. Obecna trasa trekkingowa idzie równolegle, ale jest wyraźnie oddzielony od tej zjazdowej. jeżeli dobrze czujecie się na stromych i technicznych trasach to PROlitzen będzie ciekawym wyzwaniem dla Was i Waszych hamulców. Ja bawiłem się bardzo dobrze i jeżeli czujecie się na siłach, to polecam.



Spacer po Bleistätter Moor
Będąc nad Ossiacher See warto wpaść do położonego przy jego wschodnim krańcu Bleistätter Moor. Pod nazwą tą kryją się mokradła będące ostoją dla licznych gatunków ptaków. Zajmuje powierzchnię ok. 650 ha. Niegdyś znajdowało się tu największe wrzosowisko w Karyntii, ale w latach 30. XX wieku zostało osuszone pod uprawy rolne. Jednak w 2016 r. postanowiono ponownie zalać te tereny i oddać naturze to, co jej się należało. Stale lub czasowo przebywa tu 200 gatunków ptaków, w tym żurawie, zimorodki i bociany czarne. Przez teren Bleistätter Moor poprowadzono przyjemną trasę spacerową, przy której znajdują się dwie wieże obserwacyjne, w tym jedna z darmową lunetą. Podczas ok. 4-kilometrowego spaceru mogliśmy dostrzec liczne gatunki kaczek, łabędzie czy żurawie. Teren jest tu niezwykle malowniczy. Więc to idealny kierunek niezbyt wymagającej przechadzki w otoczeniu wspaniałej przyrody.

Wycieczka dookoła Ossiacher See i Faaker See
Trzeciego dnia zdecydowaliśmy się na wspólną wycieczkę na e-bike’ach. Plan był prosty – objechać dwa jeziora i jeszcze lepiej poznać tę malowniczą okolicę. Niestety nie przewidzieliśmy jednego – iż wycieczka ta zakończy naszą podróż, zanim ta na dobre się rozkręci. Zacznijmy jednak od początku.
Dookoła Ossiacher See
W pierwszej kolejności postanowiliśmy objechać Ossiacher See. Dookoła biegnie szlak rowerowy, który jednak przez większość czasu przeprowadza w pewnej odległości od brzegu akwenu. Nie jest to problematyczne, bo widoki i tak cały czas nam towarzyszą. Na trasie mijamy sporo rowerzystów w każdym możliwym wieku. Ruch jest spory. Gdy docieramy do zachodniego krańca, kierujemy wzdłuż rzeki Seebach ku wschodnim obrzeżom Villach. Po minięciu miasta skierowaliśmy się ku Faaker See.





Dookoła Faaker See
Trzymając się szlaku R1B zjechaliśmy nad brzeg Faaker See, tuż przy plaży Strandbad Drobollach (zwanej też po prostu Panorama). I pod tą drugą nazwą podpisujemy się obiema rękami. Bowiem widok, jaki oferuje, zapiera dech w piersi. Do tego Faaker See ma intensywny, niebieski odcień, który staje się jeszcze piękniejszy w promieniach słońca. Sama plaża jest darmowa, a oferuje zjeżdżalnię wodną, pomost, sanitariaty. Na miejscu działa też kawiarnia. W czerwcu nie było tłumów, a woda miała przyjemną, idealną do kąpieli temperaturę oscylującą wokół 22℃. Spędzamy tam dłuższą chwilę, rozkoszując się widokiem gór i jeziora. Stąd nasunął nam się jeden wniosek – późna wiosna/wczesne lato to najlepszy czas na wizytę nad tym jeziorem. Po odpoczynku ruszyliśmy na objazd jeziora. Tu ponownie szlak wiedzie w pewnym oddaleniu od jego brzegu. Ale trasa jest przyjemna i dość szybka do pokonania.



Pumptrack Drobollach i Trailcenter Faaker See
Po objechaniu jeziora skierowaliśmy się na obrzeża miejscowości Drobollach. To właśnie tam znajduje się jeden z pumptracków zbudowanych w ramach projektu Lake Bike. Marek postanowił go przetestować. Niestety na trzecim przejeździe zaliczył potężną glebę. Wraz z opiekunką pumptracku próbowałyśmy ocenić szkody, jakie sobie wyrządził. Najbardziej spektakularną raną okazała się zdarta skóra z prawego łokcia i przedramienia. Na szczęście na miejscu znalazły się opatrunki, bo te, którymi ja dysponowałam, były za małe na tak dużą ranę. Jednak większym problemem okazała się lewa dłoń. Marek miał podejrzenie, iż złamał nadgarstek. Ja zaczęłam analizować, w jaki sposób mam przetransportować naszą dwójkę wraz z rowerami elektrycznymi do położonego 20 km dalej kempingu i naszego auta. Na szczęście po jakimś czasie Marek stwierdził, iż nadgarstek go już nie boli i może wsiąść na rower. Testy tras Trailcenter Faaker See Marek miał odbyć wraz z lokalnym przewodnikiem następnego dnia. Niestety oczywiście nie było to możliwe tym razem. W sumie przy Faaker See jest dostępnych 24 kolejnych tras zjazdowych o różnym stopniu trudności. Zdecydowanie do nadrobienia w przyszłości.


Drawa, Villach i… koniec
Ruszyliśmy więc w drogę powrotną. W nastrojach dalekich od pozytywnych. Wybraliśmy szlak wzdłuż Drawy, którym dojechaliśmy bezpośrednio do centrum Villach. Tam wpadliśmy na obiad, chwilę pokręciliśmy się po jego zabytkowym centrum, aby następnie obrać drogę powrotną na kemping. Wieczorem wydawało się, iż wypadek Marka nie będzie miał większych konsekwencji. Niestety w nocy ręka spuchła jak balon. Ruchomość nadgarstka i palców spadła niemal do zera. Dość mocno rozważaliśmy, co zrobić. Ostatecznie podjęliśmy decyzję o tym, aby zakończyć podróż i wrócić do Polski. Dlaczego nie zdecydowaliśmy się na diagnozowanie na miejscu? Bowiem dalsza część wyjazdu była ustawiona pod kolejną, rowerową, bike parkową współpracę. W stanie, jakim był Marek, nie mieliśmy szansy, by wywiązać się ze zobowiązań. Dlatego kolejnego dnia się spakowaliśmy i wróciliśmy do domu. Po wizycie na polskim SOR-ze okazało się, iż nadgarstek nie został złamany, a jedynie bardzo silnie stłuczony. Niestety kolejne badania i konsultacje wykazały, iż Marek złamał kość. Ale na tyle specyficznie, iż iluś specjalistów to olało. Co nie zmienia faktu, iż ręka wymagała usztywnienia, oszczędzania i odpowiedniego leczenia.




Lake Bike – na pewno tam wrócimy!
Nasz pobyt w Lake Bike został skrócony o półtora dnia. A to sprawiło, iż nie udało nam się zobaczyć wszystkich miejsc i atrakcji, jakie mieliśmy zaplanowane. Nie byliśmy w stanie odwiedzić cytrynowego ogrodu (Botanisches Zentrum für Zitrusgewächse). Marek nie zdążył przetestować tras rowerowych w Trailcenter Faaker See. Nie mieliśmy okazji popływać kajakiem po Ossiacher See. I mocno nad tym ubolewamy, bo ta część Karyntii jest naprawdę śliczna, różnorodna i ciekawa. A przed szczytem letniego sezonu oferuje przyjemną, kameralną atmosferę, która sprzyja eksploracji. Dlatego na pewno wrócimy do Lake Bike, by skończyć to, co zaczęliśmy.

Lake Bike i Villach – garść informacji praktycznych
- Ze względu na swoją lokalizację, pobyt w Lake Bike można bez trudu połączyć z wizytą w Słowenii (w szczególności okolicami Kranjskiej Gory), jak i we Włoszech (okolice Tarvisio czy region Natisone).
- Gdzie warto zjeść? My polecamy na pewno: Restaurant Martinz (na terenie wjeździe na teren Terrassencampingu – pyszne pieczone ziemniaki nadziewane masą dodatków); Villacher Brauhof (Villach, połączenie browaru i restauracji); Restaurant & Pizzeria Santa Lucia (Bodensdorf, nad brzegiem Ossiacher See; włoskie klasyki od pizz na risotto kończąc).
- Gdzie szukać noclegów? Wzdłuż południowego brzegu Ossiacher See znajdziecie sporo campingów o różnym standardzie. My na pewno możemy polecić Terrassencamping ze względu na lokalizację oraz naprawdę dobrą infrastrukturę. Oczywiście zarówno nad Ossiacher See i Faaker See znajdziecie hotele i mniejsze pensjonaty.
Jeśli uważacie ten artykuł za pomocny, to zachęcamy Was do postawienia nam wirtualnej kawy. Mała rzecz, a cieszy i wspiera działanie bloga. Dziękujemy!

Post Lake Bike, czyli z wizytą w Karyntii, w krainie gór i jezior pojawił się poraz pierwszy w Bałkany według Rudej.






