Jadąc drogą krajową numer 12 ze
starożytnego Kalisza do Sieradza (albo, jak to się mówi, curyk z
powrotem) zbliżając się już do stolicy dawnego Księstwa
Sieradzkiego pojawiać się zaczynają turystyczne drogowskazy
informujące, iż hej, drogi kierowco, kilka kilometrów stąd
znajdują się kurhany sprzed 3,5 tysiąca lat. Napis jest, iż tak
powiem, nieznaczny, niezbyt też zachęca, więc raczej trudno się
spodziewać, iż jakieś mknące szosą auto zwolni i skręci w
interior. Bo też – poza historykami i archeologami, którzy o owych
grobowcach kultury trzcinieckiej z epoki brązu wiedzą i szanują –
miejsce to nie istnieje w ogólnej świadomości. Ale skoro niewiele
osób słyszało o neolitycznych kopcach kujawskich, tak zwanych
żalkach sprzed 5,5 tysiąca lat, to nie ma się co dziwić.
![]() |
| Jeden z żalków kujawskich |
O
jedynym w Polsce dolmenie choćby nie wspominam (nie no, wspominam,
przecież było na blogu).
| Grobowiec korytarzowy w Borkowicach |
W każdym razie miejsce – mimo nawet
niezłych oznaczeń (po prostu: mimo oznaczeń) – jest niezbyt
znane. A, bo to trzeba wyjaśnić, chodzi o największy zachowany
kompleks grobowców z tamtego okresu (konkretnie kultura trzciniecka,
trwająca od 1700 do 1300 lat przed narodzeniem Chrystusa, dla niepoznaki zwana też kulturą ceramiki pasmowej) w Polsce
podle wioski Łubna-Jakusy (Łubna, choć nie wiem która jej część,
jest gniazdem rodowym Łubieńskich, dość ważnego rodu swego czasu
w Wielkopolsce). W opowieści o kopcach kujawskich narzekałem nieco
na dojazd do niektórych stanowisk, tu jest w sumie podobnie. Pokonać
trzeba typową polną drogę, nie zawsze równą – po deszczu
błotnistą, w suszę mocno kurzącą. Zimą nie byłem, ale mniemam,
że nie bywa odśnieżana.
![]() |
| Droga na Niżu Polskim - w zagajniku kurhany |
Same zaś kurhany – porośnięte
niezbyt zadbanym lasem – są niczym więcej niż starożytnymi
tumulusami. Jakby człowiek nie zachęcał – nie wyglądają
imponująco. Niemniej oprócz połamanej ławeczki, kosza na śmieci
i tablicy informacyjnej aż prosi się wytyczyć po porastającym
cmentarzysko lasku jakąś ścieżkę. Nie wiem, drewnianą kładkę?
I tak, zdaję sobie sprawę, iż to licha atrakcja, ale na Zachodzie
potrafią gorsze (młodsze) rzeczy bardziej promować.
![]() |
| Infrastruktura na stanowisku archeologicznym |
Grodzisko
Peel Ring of Lumphanan jest ogrodzone i zadbane, masa informacji, obrazki, późne
rokokoko, to w Małkowie podle Warty leży w szczerym polu, nie ma
żadnej informacji co to (tu w Łubnej-Jakusach jest przynajmniej
tablica). Nie jest to li tylko kwestia niedoinwestowania polskiej
historii.
![]() |
| Grodzisko koło Lumphanan |
Kurhany w Łubnej-Jakusach są o tyle ciekawe, że
znalezione w nich artefakty (także złoto) wskazują na to, iż w
epoce brązu lokalsi z kultury trzcinieckiej mieli kontakty z ludami
odległej Kotliny Panońskiej (naukowcy by powiedzieli, iż ze społecznościami kultury Otomani-Füzsabony). Swoją drogą z racji używania w
naszej części Europy ino drewna i ziemi do konstrukcji budowli na
powierzchni zachowały się zaledwie promile nieruchomych zabytków.
Reszta tkwi w ziemi (weźmy takie rondele – okrągłe konstrukcje
starsze jeszcze od żalków kujawskich, mogące być genetycznym
przodkiem angielskich henge, ze Stonehenge na czele – odkryto ich u
nas kilka, znaczy: śladów po nich; w Niemczech postawiono replikę,
my nie robimy – stety niestety – takich akcji). Albo i nie –
ile takich kurhanów rozorano (żalków kujawskich było kilkaset,
zostało kilkanaście), ile pól popielicowych zniszczono? Już w
czasach Władysława Jagiełły – pisze Paweł Jasienica za Janem
Długoszem – odkryto pole, które garnki rodzi. Jako kuriozum
pokazywano to zagranicznym posłom. Król rozkazał choćby przebadać
miejsce, ale przyczyny z jakiej ziemia wydaje gliniane dzbany nie
odnaleziono. Dziś wiemy, iż było to prehistoryczne cmentarzysko
popielnicowe, a owe garnki były pojemnikami na spopielone szczątki
ludzkie. Po wiekach mogły – i pewnie tak było – te urny służyć
do kiszenia ogórków czy przechowywania ziarna.
![]() |
| Kurhan w Łubnej-Jakusach |
![]() |
| Także kurhan, ale inny, kilkaset metrów dalej, a w tle jeszcze jeden |
Ale nie trzeba
aż tak daleko zaglądać w przeszłość. Przecież druga połowa XX
wieku to prawdziwa hekatomba drewnianych szlacheckich dworków.
Osłabione po rozbiorach i dwóch wojnach konstrukcje za okupacyjnej
władzy ludowej zwyczajnie zgniły i rozpadły się ze starości. Po
dworach murowanych zostały chociaż sypiące się mury – po
drewnianych, najczęściej modrzewiowych – nie.
![]() |
| Pozostałości murowanego dworu w Brodni |
Przejechałem
się ostatnio – odwiedzając kurhany w Łubnej-Jakusach – po
okolicy. Plusem jest, iż murowane dworki i pałacyki odzyskują
powoli drugie życie.
![]() |
| Dwór Kobierzyckich w Kobierzycku |
Ba, choćby opisywany przeze mnie dworek w Zadzimiu jest w tej chwili w remoncie (dopytywałem się znajomych, nie
wiedzieli jednak na co zostanie przeznaczony). To miłe.
| Dwór w Zadzimiu przed remontem |
Inne
zabytki nie mają niestety tyle szczęścia.
![]() |
| Pałac w Krąkowie - widok sprzed kilku(nastu) lat |
Kurhany zaś w
Łubnej-Jakusach pozostały nierozorane. To naprawdę wielkie
szczęście. choćby jeżeli nie są zbyt imponującą atrakcją to
jadąc DK12 można na chwilę zboczyć, to tylko kilka minut w jedną
stronę. Ogólnie warto jest zbaczać ze szlaku żeby zobaczyć coś
nowego (nie dotyczy parków narodowych czy innych ścisłych
rezerwatów, tam jak wiadomo ze szlaku zbaczać nie wolno).



.jpg)

.jpg)
.jpg)







