Kurhany

adamaswtrasie.blogspot.com 3 dni temu
Jadąc drogą krajową numer 12 ze starożytnego Kalisza do Sieradza (albo, jak to się mówi, curyk z powrotem) zbliżając się już do stolicy dawnego Księstwa Sieradzkiego pojawiać się zaczynają turystyczne drogowskazy informujące, iż hej, drogi kierowco, kilka kilometrów stąd znajdują się kurhany sprzed 3,5 tysiąca lat. Napis jest, iż tak powiem, nieznaczny, niezbyt też zachęca, więc raczej trudno się spodziewać, iż jakieś mknące szosą auto zwolni i skręci w interior. Bo też – poza historykami i archeologami, którzy o owych grobowcach kultury trzcinieckiej z epoki brązu wiedzą i szanują – miejsce to nie istnieje w ogólnej świadomości. Ale skoro niewiele osób słyszało o neolitycznych kopcach kujawskich, tak zwanych żalkach sprzed 5,5 tysiąca lat, to nie ma się co dziwić.
Jeden z żalków kujawskich
O jedynym w Polsce dolmenie choćby nie wspominam (nie no, wspominam, przecież było na blogu).
Grobowiec korytarzowy w Borkowicach
W każdym razie miejsce – mimo nawet niezłych oznaczeń (po prostu: mimo oznaczeń) – jest niezbyt znane. A, bo to trzeba wyjaśnić, chodzi o największy zachowany kompleks grobowców z tamtego okresu (konkretnie kultura trzciniecka, trwająca od 1700 do 1300 lat przed narodzeniem Chrystusa, dla niepoznaki zwana też kulturą ceramiki pasmowej) w Polsce podle wioski Łubna-Jakusy (Łubna, choć nie wiem która jej część, jest gniazdem rodowym Łubieńskich, dość ważnego rodu swego czasu w Wielkopolsce). W opowieści o kopcach kujawskich narzekałem nieco na dojazd do niektórych stanowisk, tu jest w sumie podobnie. Pokonać trzeba typową polną drogę, nie zawsze równą – po deszczu błotnistą, w suszę mocno kurzącą. Zimą nie byłem, ale mniemam, że nie bywa odśnieżana.
Droga na Niżu Polskim - w zagajniku kurhany
Same zaś kurhany – porośnięte niezbyt zadbanym lasem – są niczym więcej niż starożytnymi tumulusami. Jakby człowiek nie zachęcał – nie wyglądają imponująco. Niemniej oprócz połamanej ławeczki, kosza na śmieci i tablicy informacyjnej aż prosi się wytyczyć po porastającym cmentarzysko lasku jakąś ścieżkę. Nie wiem, drewnianą kładkę? I tak, zdaję sobie sprawę, iż to licha atrakcja, ale na Zachodzie potrafią gorsze (młodsze) rzeczy bardziej promować.
Infrastruktura na stanowisku archeologicznym
Grodzisko Peel Ring of Lumphanan jest ogrodzone i zadbane, masa informacji, obrazki, późne rokokoko, to w Małkowie podle Warty leży w szczerym polu, nie ma żadnej informacji co to (tu w Łubnej-Jakusach jest przynajmniej tablica). Nie jest to li tylko kwestia niedoinwestowania polskiej historii.
Grodzisko koło Lumphanan
Kurhany w Łubnej-Jakusach są o tyle ciekawe, że znalezione w nich artefakty (także złoto) wskazują na to, iż w epoce brązu lokalsi z kultury trzcinieckiej mieli kontakty z ludami odległej Kotliny Panońskiej (naukowcy by powiedzieli, iż ze społecznościami kultury Otomani-Füzsabony). Swoją drogą z racji używania w naszej części Europy ino drewna i ziemi do konstrukcji budowli na powierzchni zachowały się zaledwie promile nieruchomych zabytków. Reszta tkwi w ziemi (weźmy takie rondele – okrągłe konstrukcje starsze jeszcze od żalków kujawskich, mogące być genetycznym przodkiem angielskich henge, ze Stonehenge na czele – odkryto ich u nas kilka, znaczy: śladów po nich; w Niemczech postawiono replikę, my nie robimy – stety niestety – takich akcji). Albo i nie – ile takich kurhanów rozorano (żalków kujawskich było kilkaset, zostało kilkanaście), ile pól popielicowych zniszczono? Już w czasach Władysława Jagiełły – pisze Paweł Jasienica za Janem Długoszem – odkryto pole, które garnki rodzi. Jako kuriozum pokazywano to zagranicznym posłom. Król rozkazał choćby przebadać miejsce, ale przyczyny z jakiej ziemia wydaje gliniane dzbany nie odnaleziono. Dziś wiemy, iż było to prehistoryczne cmentarzysko popielnicowe, a owe garnki były pojemnikami na spopielone szczątki ludzkie. Po wiekach mogły – i pewnie tak było – te urny służyć do kiszenia ogórków czy przechowywania ziarna.
Kurhan w Łubnej-Jakusach
Także kurhan, ale inny, kilkaset metrów dalej, a w tle jeszcze jeden
Ale nie trzeba aż tak daleko zaglądać w przeszłość. Przecież druga połowa XX wieku to prawdziwa hekatomba drewnianych szlacheckich dworków. Osłabione po rozbiorach i dwóch wojnach konstrukcje za okupacyjnej władzy ludowej zwyczajnie zgniły i rozpadły się ze starości. Po dworach murowanych zostały chociaż sypiące się mury – po drewnianych, najczęściej modrzewiowych – nie.
Pozostałości murowanego dworu w Brodni
Przejechałem się ostatnio – odwiedzając kurhany w Łubnej-Jakusach – po okolicy. Plusem jest, iż murowane dworki i pałacyki odzyskują powoli drugie życie.
Dwór Kobierzyckich w Kobierzycku
Ba, choćby opisywany przeze mnie dworek w Zadzimiu jest w tej chwili w remoncie (dopytywałem się znajomych, nie wiedzieli jednak na co zostanie przeznaczony). To miłe.
Dwór w Zadzimiu przed remontem
Inne zabytki nie mają niestety tyle szczęścia.
Pałac w Krąkowie - widok sprzed kilku(nastu) lat
Kurhany zaś w Łubnej-Jakusach pozostały nierozorane. To naprawdę wielkie szczęście. choćby jeżeli nie są zbyt imponującą atrakcją to jadąc DK12 można na chwilę zboczyć, to tylko kilka minut w jedną stronę. Ogólnie warto jest zbaczać ze szlaku żeby zobaczyć coś nowego (nie dotyczy parków narodowych czy innych ścisłych rezerwatów, tam jak wiadomo ze szlaku zbaczać nie wolno).
Idź do oryginalnego materiału