
W stolicy Kuby doszło do największych od miesięcy protestów przeciwko dramatycznym przerwom w dostawach prądu. Setki mieszkańców Hawany wyszły na ulice, domagając się przywrócenia energii elektrycznej i protestując przeciwko pogłębiającemu się kryzysowi gospodarczemu.
Według agencji Reutersa demonstracje wybuchły w środę wieczorem w kilku dzielnicach miasta. Mieszkańcy blokowali ulice barykadami z płonących śmieci, uderzali w garnki i skandowali hasła: „Włączcie światło!” oraz „Zjednoczony naród nigdy nie zostanie pokonany”.
Protesty mają związek z dramatycznym kryzysem energetycznym na wyspie. Minister energii i górnictwa Vicente de la O Levy przyznał, iż kraj całkowicie wyczerpał zapasy oleju napędowego i paliwa, a krajowa sieć energetyczna znajduje się „w stanie krytycznym”. W wielu częściach Hawany prądu nie było choćby przez 20–22 godziny na dobę.
Reuters relacjonował, iż w niektórych miejscach po pojawieniu się protestów nagle przywracano zasilanie, co wywoływało spontaniczną euforia mieszkańców i szybkie rozchodzenie się tłumów. Siły bezpieczeństwa pozostawały głównie w tle i nie interweniowały wobec demonstrantów.
– Mieszkam w społeczności, gdzie jest wielu starszych ludzi, część z nich jest przykuta do łóżka. Nasze jedzenie się psuje. Zaczęliśmy walić garnkami, żeby sprawdzić, czy dadzą nam prąd choć na trzy godziny – powiedział Reutersowi pracownik socjalny Alonso.
Kuba walczy również z ogromnymi brakami żywności, leków i paliwa. Według danych państwowego urzędu statystycznego Onei na wyspie brakuje ponad 90 procent leków i środków medycznych.
Administracja prezydenta USA Donalda Trumpa od stycznia zaostrzyła blokadę energetyczną wobec Kuby i zagroziła sankcjami państwom dostarczającym wyspie paliwo. Po ograniczeniu dostaw z Wenezueli i Meksyku sytuacja energetyczna kraju gwałtownie się pogorszyła.
We wtorek Donald Trump poinformował, iż rząd Kuby zwrócił się o pomoc i zapowiedział rozmowy na ten temat.










