Kuba wysiadł z pociągu, pożegnał się z konduktorką i skierował się ku staremu jednopiętrowemu budynkowi dworca. W środku

newskey24.com 6 dni temu

Kuba wysiadł z pociągu.

Pożegnał się z konduktorką.

Ruszył ku staremu budynkowi dworca.

W środku była jedna duża hala.

Pod ścianami stały kasy biletowe.

Były tam też kioski z gazetami.

Na środku rzędy metalowych krzeseł.

Po lewej mały bufet, za ladą pulchna kobieta.

Kilkanaście osób czekało na pociągi.

– Młody człowieku, czy możesz dać sto złotych? – zapytała kobieta, podchodząc do niego.

Miała czerwoną twarz i niedbały makijaż.

Czuć było od niej alkohol.

– Może lepiej kupię pani coś do jedzenia? – zaproponował Kuba.

Chciał wziąć ją pod łokieć.

Ona wyrwała rękę.

– Zostaw mnie! A wygląda na porządnego człowieka – krzyknęła na całą salę.

Rozmowy ucichły na chwilę.

Potem gwar wrócił.

– A idź sobie… – odeszła od Kuby.

Uśmiechnął się i podszedł do bufetowej.

– Dobrze zrobiłeś, młody, iż nie dałeś jej pieniędzy – powiedziała kobieta. – Codziennie tu żebrze. A jaka była piękna. Co miłość z ludźmi robi.

Pokręciła głową.

– Może kawę z pączkiem? – zapytała.

– Nie, dziękuję. Muszę do wsi Majów. Gdzie tu autobus?

– Do Majowa dziś już nie ma. Jutro o piątej trzydzieści.

Bufetowa zauważyła jego smutek.

– Na zewnątrz stoją czasem prywatni kierowcy. Biorą drogo, ale podwiozą.

– Dziękuję – Kuba chwycił torbę i wyszedł.

Na dworze gwałtownie zapadł zmrok.

Wyciągnął telefon i zadzwonił.

Nikt nie odebrał.

Nagle zatrzymało się srebrne „Skoda”.

Wyskoczyła z niej dziewczyna i wbiegła do budynku.

Wydała mu się znajoma.

Skąd? Przecież tu był pierwszy raz.

Kuba wrócił do dworca.

Dziewczyna rozmawiała z bufetową.

– Może herbaty? – zapytała bufetowa.

– Dziękuję, ciociu Jadziu, już jadę – odwróciła się i wpadła na Kubę.

– Przepraszam, nie zauważyłam pana.

Kuba zobaczył jej błękitne oczy i dołeczki w policzkach.

Piękniejszej dziewczyny jeszcze nie widział.

– A właśnie, Wojtek jedzie do Majowa. Podwieź chłopaka – powiedziała bufetowa.

Dziewczyna spojrzała na niego uważnie.

– Do widzenia, ciociu Jadziu. Jedziemy – powiedziała do Kuby i wyszła.

Ledwo za nią nadążał.

Wojtek otworzył drzwi i wyciągnął dużą torbę.

– Pozwól, pomogę – powiedział Kuba.

– Nie trzeba. W środku welon i kwiaty – uśmiechnęła się dziewczyna.

– Lepiej otwórz tylne drzwi.

Postawiła torbę na siedzeniu.

– Wsiadaj – powiedziała do Kuby.

– Zaczekaj. Ty jesteś Weronika! A ja się zastanawiałem, skąd znam twoją twarz.

Zobaczył jej zdziwienie.

– W życiu wyglądasz jeszcze piękniej. Ja jadę z Jackiem na wasz ślub. Służyliśmy razem. Tylko on nie odbiera telefonu.

– Bo ma dzisiaj wieczór kawalerski – zaśmiała się Weronika.

– Widziałem cię na zdjęciu. Jacek pokazywał – dodał Kuba.

Samochód jechał wąską drogą przez las.

Reflektory odganiały ciemność na boki.

– Nie boisz się jeździć nocą przez las? – zapytał Kuba.

– Nie. I tak rzadko jeżdżę sama. Dziś Jacek nie mógł jechać ze mną do miasta.

– A w waszej wsi nie ma kwiatów?

– Są. To bukiet ślubny. Chciałam coś wyjątkowego – odpowiedziała, patrząc na drogę.

– gwałtownie ze ślubem. Ledwo rok po wojsku – zawstydził się, iż się wtrąca.

– A my umówiliśmy się jeszcze przed wojskiem, iż się pobierzemy, gdy wróci – powiedziała wesoło.

Kuba wpatrywał się w jej dołeczek.

– Więc wychodzisz przez umowę? Nie z miłości? – zapytał cicho.

– Z miłości też – nie zauważyła jego tonu.

Jechali chwilę w ciszy.

– Dobrze prowadzisz – przerwał Kuba.

– Jacek nauczył mnie jeszcze w szkole. Gdzie cię podwieźć? Do hotelu?

– Chyba tak.

– Wiesz co? Podwiozę cię od razu do knajpy, na wieczór kawalerski. Tam dogadasz się z Jackiem.

– Z torbą do knajpy niewygodnie – zawahał się.

– To zabiorę ją do siebie. Rano odbierzesz. Więc do knajpy?

Spojrzała na niego szybko.

– Więc do knajpy – uśmiechnął się Kuba.

Dalej jechali już w milczeniu.

Las za oknem powoli się kończył.

Przed nimi zabłysły światła wsi Majów.

Idź do oryginalnego materiału