Kto spał na moim łóżku i je pogniotła… Wspomnienie.
Kochanka mojego męża była niemal rówieśniczką mojej córki puszyste, dziecięce policzki, naiwne spojrzenie, kolczyk w nosie (pamiętam, jak Weronika chciała taki sobie zrobić, a Darek wpadł w furie i zabronił). Nie dało się choćby porządnie się na nią złościć patrzyłam na jej sine, gołe nogi, na króciutką kurtkę i chciałam rzucić złośliwie: jeżeli planujesz rodzić dzieci temu durniowi, kup sobie zimową kurtkę i załóż rajstopy pod dżinsy. Ale oczywiście nic nie powiedziałam. Po prostu oddałam Klarysie klucze, chwyciłam dwie torby z resztkami swoich rzeczy i poszłam na przystanek.
Pani Janino, a co to takiego pod blatem w kuchni? zawołała za mną dziewczyna. Tam się trzyma naczynia?
Nie powstrzymałam się i rzuciłam przez ramię:
Zwykle tam chowałam zwłoki kochanek Darka, ale możesz tam myć talerze.
Nie czekając na odpowiedź i nie patrząc choćby na przestraszoną twarz Klarysy, zeszłam po schodach, zadowolona z siebie. No i co dwadzieścia lat życia poszło na marne, można powiedzieć.
O tym, iż Darek miał kochankę, pierwsza dowiedziała się Weronika. Zwiała z lekcji, wróciła wcześniej do domu, myśląc, iż nikogo nie będzie, i zastała młodą nimfetkę, która piła kakao z jej ulubionego kubka. Ubrania na tej nimfetce prawie nie było, a z łazienki dochodził plusk wody, gdzie kąpał się ojciec. Weronika, rozgarnięta dziewczyna, gwałtownie połączyła fakty i zadzwoniła do mnie, mówiąc:
Mamo, chyba tata ma kochankę i założyła moje kapcie, a teraz pije z mojego kubka!
Jak w bajkach, pomyślałam wtedy z ironią, żałując, iż córka smuciła się bardziej z powodu naruszenia jej rzeczy niż przez zdradę ojca. Kto spał na moim łóżku i je pogniotła…
Ja jednak przyjęłam całą sprawę spokojniej. Oczywiście, ucierpiała moja duma, bo dziewczyna była młoda i ładna, a u mnie już nadwaga, cellulit i inne nieprzyjemne cechy czterdziestolatki. Ale poczułam ulgę ileż lat trwały te nocne telefony, nieregularny czas pracy, paragony z kawiarni, do których nigdy mnie nie zabierał… Nigdy nie złapałam Darka na gorącym uczynku, tak zręcznie wszystko ukrywał, iż koniec końców sama czułam się winna, gdy go podejrzewałam.
To pierwszy raz, bezczelnie kłamał Darek. Nie wiem, jak to się stało, jakby mi kometa na głowę spadła.
Kometa okazała się pracownicą hotelu, w którym nocował w delegacji. Miała dwadzieścia lat, a oprócz ładnej buzi nie miała żadnych szczególnych zalet. Rozumem też raczej nie grzeszyła, bo pognała za Darkiem do Warszawy i wynajęła pokój za zaoszczędzone złotówki, brudny i obskurny. Dlatego spotykali się w naszym mieszkaniu tam mogła się wykąpać i uprać ubrania. Zastanawiałam się, dlaczego ciagle włącza mi się szybki tryb prania zamiast mieszanych tkanin!
Mieszkanie należało do Darka, odziedziczył je po ojcu jeszcze przed ślubem ja z Weroniką musiałyśmy wyprowadzić się do mojego własnego mieszkania na obrzeżach Warszawy, które dostałam po babci. Weronika była wściekła jak ona do szkoły będzie teraz dojeżdżać!
Zamieszkaj z nami, zaproponował Darek, za co w odpowiedzi dostał porcję ostrej krytyki. Przynajmniej Weronika miała odwagę mówić, co myśli.
Początki były trudne nowe trasy, nowe sklepy, do pracy i do szkoły jeździło się po godzinie. Ale przyzwyczaiłyśmy się, wsiąknęłyśmy w rytm znalazłam inną pracę, Weronika dostała się do technikum, do którego jeździła dwa razy krócej. Na smutki nie było czasu codzienne sprawy i egzaminy zajmowały nam głowy, a gdy minęły problemy, smucić już się nie chciało.
Klarysa dzwoniła do mnie kilka razy pytała, jak piec drożdżówki i gdzie wkładać tabletkę do zmywarki. Raz choćby przyjechała z zapomnianymi zdjęciami potrzebnymi na zakończenie szkoły. Sam Darek nie mógł (albo się bał), ja leżałam przeziębiona, a Weronika choćby nie chciała słyszeć o powrocie do starego mieszkania mówiła, iż to źle wpłynie na jej psychikę, a zaraz ma egzamin z informatyki.
Miło tu u was, wymamrotała Klarysa, rozglądając się po wyblakłych tapetach i starych lampach.
Tylko się uśmiechnęłam no tak, miło. Tam było nowocześniej, dwadzieścia lat na to pracowałam. Trudno, niech korzystają.
To zdarzenie trochę mi się odbiło czkawką minął około rok od tamtego dnia, gdy wieczorem usłyszałam dźwięk zamka.
Do ciebie ktoś? zapytałam Weronikę.
Tylko otworzyła szeroko oczy.
Na progu stała Klarysa zapłakana, z rozmazanym tuszem i cieniami. W ręce sportowa torba.
Coś z Darkiem się stało? przestraszyłam się.
Stało! zasnęła nosem. Przyłapałam go z sekretarką! Chciałam zrobić niespodziankę, bo miał pracować do późna…
Znów się rozpłakała, chowając twarz w dłoniach.
A czego ode mnie oczekujesz? zapytałam, patrząc na wypchaną torbę.
Mogę u was przenocować? Nie mam pieniędzy. Jutro chciałam jechać do mamy pociągiem.
A za co pojedziesz, skoro nie masz pieniędzy?
Myślałam, iż mi pani pożyczy.
Nie wiedziałam, czy płakać, czy się śmiać.
Weronika podjęła decyzję za mnie.
Wynoś się stąd! powiedziała z pogardą i dorzuciła kilka soczystych słów, których nigdy przy mnie nie używała.
Spojrzałam na nią z naganą.
Przejdź, Klarysa powiedziałam. Jest noc, nie wyrzucę cię przecież na ulicę.
Dalej było już tylko gorzej.
Weronika tak się oburzyła, iż zagroziła: albo ona, albo Klarysa. Rozłożyłam ręce jesteś pełnoletnia, zrobisz jak chcesz. Chcesz, jedź do ojca.
Mnie tam wasz tata nie interesuje! Jadę do Natalii!
Musiałam zamówić Weronice taksówkę, żeby przenocowała u koleżanki. Potem poiłam Klarysę herbatą i kroplami uspokajającymi. Przez rok życia w Warszawie nie dorobiła się ani przyjaciół, ani pracy, tylko nowego kolczyka w języku. Pożyczyłam jej złotówki no bo gdzie miała się podziać. choćby zawiozłam na dworzec, żeby się nie pogubiła.
Długo dziękowała, przepraszała i obiecywała zacząć nowe życie pójść na studia i nigdy nie wiązać się z żonatymi facetami.
Mama zawsze mówiła, iż do niczego się nie nadaję. Miała rację.
Nie odprowadzałam jej na peron, nie machałam na pożegnanie to już przesada. Z Weroniką gwałtownie się pogodziłyśmy, ale ona jeszcze długo nie mogła zrozumieć jak mama mogła wpuścić rozbijaczkę rodziny do domu. Gładziłam jej włosy, uśmiechałam się i mówiłam:
Podrośniesz, zrozumiesz.
Darek zadzwonił po tygodniu. Powiedział, iż wszystko zrozumiał, rzucił Klarysę i gotów na szczęśliwe pojednanie.
Skończyły ci się czyste koszule? zapytałam z przekąsem.
No tak westchnął były mąż. I ona nie umie prać, od roku chodzę w brudnych ubraniach.
Oczywiście, nie wróciłam do niego. Nie triumfowałam ale muszę przyznać, usposobienie mi się bardzo zmieniło po tym wszystkim. Lekko mi się zrobiło i na duszy, i w głowie, częściej się uśmiecham. Wzięłam ze schroniska psa, zaczęłam z nim chodzić na długie spacery po zmroku. Poznałam miłego sąsiada nie szkodzi, iż starszy ode mnie o dziesięć lat, przecież ja już dawno nie dziewczynka. I życie potoczyło się dalej swoim torem.










