Kto spał na moim łóżku i je pogiął… Opowieść.
Kochanka męża miała zaledwie kilka lat więcej niż córka pulchne policzki, naiwne, duże oczy, kolczyk w nosie (gdy córka chciała mieć taki, mąż zrobił awanturę i zabronił). Na taką trudno było się gniewać Jadwiga patrzyła na jej sine, bose nogi, zbyt krótką kurtkę i miała ochotę rzucić złośliwie: jeżeli planujesz rodzić dzieci temu głupcowi, kup porządny płaszcz i załóż rajstopy pod dżinsy. Oczywiście nic nie powiedziała. Po prostu przekazała Zuzannie klucze, złapała dwie torby z resztą swoich rzeczy i ruszyła na przystanek.
Pani Jadwigo, a co to za schowek pod blatem w kuchni? zawołała Zuzanna, gdy już wychodziła. Na naczynia?
Jadwiga nie mogła się powstrzymać i rzuciła na pożegnanie:
Zwykle chowałam tam ciała kochanek Andrzeja, ale możesz tam trzymać talerze.
Nie czekając na odpowiedź, choćby nie patrząc na przestraszoną twarz Zuzanny, Jadwiga z satysfakcją zeszła po schodach. No i tyle, dwadzieścia lat życia psu na budę, można by rzec.
Pierwsza o kochance Andrzeja dowiedziała się córka. Wagarowała w szkole, wróciła do domu przekonana, iż nikogo nie zastanie, i zastała młodą nimfę popijającą kakao z jej ulubionego kubka. Biorąc pod uwagę, iż na nimfie było ledwie trochę ubrań, a w łazience szumiał prysznic, od razu domyśliła się, o co chodzi i wykręciła do Jadwigi:
Mamo, chyba tata ma kochankę! Przebrała się w moje kapcie i pije z mojego kubka!
Prawie jak w bajce, uśmiechnęła się gorzko Jadwiga, wspominając, jak bardzo córkę to zabolało mniej z powodu zdrady ojca, bardziej dlatego, iż ktoś dotknął jej rzeczy. Kto spał na moim łóżku i je pogiął…
Jadwiga zareagowała spokojniej niż córka. Jej dumę trochę to ukłuło dziewczyna młoda i ładna, a Jadwiga samej przybyło kilka kilogramów i cellulit, typowe problemy czterdziestolatki. Ale poczuła też ulgę ile lat trwały te dziwne nocne telefony, nienormowany czas pracy, paragony z kawiarni, do których nigdy jej nie zabierał… Nigdy nie udało się go złapać na gorącym uczynku Andrzej był sprytny, tak to wszystko pozwijał, iż Jadwiga czuła się winna, gdy go podejrzewała.
Pierwszy raz coś takiego, łgał bezczelnie Andrzej. Nie wiem, jakiś kosmiczny przypadek, czuję się, jakby mnie kometa trafiła.
Kometa okazała się recepcjonistką z hotelu, w którym Andrzej mieszkał podczas delegacji. Miała dwadzieścia lat i poza ładną buzią nie wiele więcej do zaoferowania. Z rozsądkiem na bakier, bo rzuciła się za nim do Warszawy, wynajęła na zaoszczędzone złotówki brudny pokój. Spotykali się więc w mieszkaniu Andrzeja była tam łazienka i można było zrobić pranie. Jadwiga zastanawiała się, czemu zawsze musi ustawiać szybki program zamiast normalnego do mieszanych tkanin!
Mieszkanie należało do Andrzeja, odziedziczył je po ojcu jeszcze przed ślubem. Skoro Jadwiga zdecydowała się na rozwód, musiała z córką wyprowadzić się do swojego mieszkania na Pradze, które zostało po babci. Córka narzekała jak ona będzie dojeżdżać do szkoły!
To zamieszkaj z nami, proponował Andrzej, dostając kolejne cięte riposty. No cóż, przynajmniej córka potrafi mu wygarnąć wszystko.
Na początku faktycznie było ciężko nowe trasy, inne sklepy, do pracy i szkoły szło się godzinę. Potem jednak przywykły, Jadwiga znalazła inną pracę, córka zapisała się do technikum i dojazdy były już znacznie krótsze. Na smutki nie było czasu codzienne trudności i egzaminy nie pozwalały się rozpamiętywać, a kiedy życie wróciło do normy, smucić się już nie miały ochoty.
Zuzanna kilka razy dzwoniła do Jadwigi pytała, jak ustawić piekarnik na ciasto, jaką tabletkę wrzucić do zmywarki. Raz choćby przyjechała zostawiła u nich albumy ze zdjęciami, których córka potrzebowała na maturę. Andrzej nie mógł (lub się bał), Jadwiga miała akurat katar, a córka nie chciała wracać do starego mieszkania, twierdząc, iż to źle wpłynie na jej psychikę a egzamin z matematyki blisko.
Uroczo tu u was, powiedziała niepewnie Zuzanna, rozglądając się po starych tapetach i wiekowych lampach.
Jadwiga tylko się uśmiechnęła. No tak, swojsko, nie ma co kryć. Tam, w ich mieszkaniu wszystko urządzone nowocześnie, dwadzieścia lat jej pracy. Niech korzystają.
Ale to spotkanie okazało się zgubne po roku od pamiętnego wyprowadzania, wieczorem nagle ktoś otworzył drzwi.
Czekasz na kogoś? spytała Jadwiga córkę.
Ta tylko otworzyła szeroko oczy.
Na progu stanęła Zuzanna zapłakana, z rozmazaną czarną mascarą i błyszczącymi cieniami na policzkach. W ręku sportowa torba.
Co się stało z Andrzejem? przestraszyła się Jadwiga.
Stało się! zasmarkała Zuzanna. Przyłapałam go z sekretarką! Chciałam mu zrobić niespodziankę, bo siedział długo w pracy i…
Znów rozpłakała się jak dziecko, chowając twarz w rękach.
A czego ode mnie oczekujesz? spytała Jadwiga, patrząc wymownie na wypchaną torbę.
Mogę przenocować? Nie mam ani grosza przy duszy. Jutro jadę do mamy pociągiem.
A za co kupisz bilet, skoro nie masz pieniędzy?
Myślałam, iż mi pani pożyczy…
Jadwiga nie wiedziała, czy się śmiać, czy płakać.
Wyręczyła ją córka.
Wynoś się! rzuciła z pogardą, dodając parę dosadnych zwrotów, których przy matce jeszcze nigdy nie użyła.
Jadwiga spojrzała na nią z dezaprobatą.
Przejdź, Zuzanno, powiedziała do gościa. Jest noc, przecież cię nie wyrzucę na ulicę.
A potem było tylko trudniej.
Córka tak się zdenerwowała, iż oznajmiła albo ja, albo ona. Jadwiga wzruszyła ramionami jesteś pełnoletnia, decyduj sama. Chcesz, wróć do ojca.
Po co mi wasz ojciec! Jadę do Natalii!
Jadwiga zamówiła córce taksówkę, żeby spała u koleżanki. Tymczasem musiała poić Zuzannę herbatą i lekami na uspokojenie przez rok w Warszawie nie znalazła ani pracy, ani przyjaciół, tylko dorobiła się nowego kolczyka w języku. Jadwiga pożyczyła jej pieniądze nie miała wyjścia. Pozwoliła zatrzymać się na jedną noc, a rano sama zawiozła ją na dworzec.
Zuzanna długo się jej odwdzięczała, prosiła o wybaczenie i obiecywała zacząć wszystko od nowa iść do szkoły, skończyć z żonatymi mężczyznami.
Mama zawsze mówiła, iż jestem nieodpowiedzialna. Miała rację.
Jadwiga nie odprowadziła jej na pociąg, machanie ręką zostawiła dla innych. Z córką pogodziły się szybko, choć ona długo jeszcze nie rozumiała, jak mama mogła wpuścić rozbijaczkę ich rodziny do domu. Jadwiga głaskała ją po puszystych włosach, śmiała się i mówiła:
Kiedyś zrozumiesz.
Andrzej zadzwonił tydzień później. Twierdził, iż wszystko przemyślał, rozstał się z Zuzanną i jest gotów na ponowną miłość.
Koszule ci się chyba skończyły? zapytała z przekąsem Jadwiga.
Właśnie tak, westchnął były mąż. Poza tym ona nie potrafi prać, chodzę w brudach już od roku.
Oczywiście, nie wróciła do niego. I też nie czuła satysfakcji. Ale musiała przyznać po wszystkim tchnęła w nią nowa lekkość; w głowie i w sercu zrobiło się jaśniej, częściej się uśmiechała. Kupiła psa, wieczorami spacerowała z nim po osiedlu. Poznała sympatycznego sąsiada starszego o dziesięć lat, ale co z tego, przecież też nie jest już nastolatką. Życie toczyło się dalej.
Każda, choćby bolesna zmiana, przynosi kiedyś spokój i siłę. Dobrze jest umieć zamknąć pewne drzwi i przyjmować nowe jutro z pogodą ducha.









