Kto spał na moim łóżku i pogniótł pościel… Opowieść o tym, jak kochanka męża, młodsza od córki, z pu…

polregion.pl 6 dni temu

Kto spał na moim łóżku i je pogiął Opowieść.

Kochanka mojego męża była ledwo starsza od naszej córki pulchna, dziecinna twarz, ogromne naiwne oczy, kolczyk w nosie (gdy nasza córka chciała taki, on zrobił awanturę i zabronił). Trudno się na taką złościć patrzyłem na jej sine, gołe nogi wystające spod krótkiej kurtki i miałem ochotę powiedzieć złośliwie: jeżeli planujesz urodzić temu bałwanowi dzieci, kup sobie porządny płaszcz i noś rajstopy pod dżinsami!. Oczywiście nic nie powiedziałem. Po prostu wręczyłem Klarysie klucze, chwyciłem dwie torby z pozostałymi rzeczami i wyszedłem na przystanek.

Panie Janie, a co to za szuflada pod kuchennym blatem? krzyknęła za mną dziewczyna. Tam trzyma się naczynia?

Nie wytrzymałem i rzuciłem przez ramię:

Tam zwykle ukrywałem zwłoki kochanek Wojciecha, ale możesz tam umyć talerze.

Nie czekając na odpowiedź, nie patrząc choćby na przestraszoną twarz Klarysy, zszedłem po schodach, zadowolony z siebie. No i tyle, dwadzieścia lat życia poszło na marne.

Pierwsza o kochance Wojciecha dowiedziała się nasza córka. Wagarowała, wróciła do domu, przekonana, iż nikogo nie będzie, a tam młoda nimfa piła kakao z jej ulubionego kubka. Niemal naga, a w łazience chlapał się ojciec. Nasza mądra córka, Zuzanna, od razu pojęła sytuację, zadzwoniła do mnie:

Tato, chyba tata ma kochankę i ona ma na sobie moje kapcie i pije z mojego kubka!

Prawie jak w bajce, zaśmiałem się przez łzy, wspominając jak córka była wtedy bardziej rozczarowana tym, iż ktoś ruszył jej rzeczy niż zdradą ojca. Kto spał na moim łóżku i je pogiął

W przeciwieństwie do córki, ja przyjąłem wszystko ze spokojem. Oczywiście, moje ego dostało po nosie, bo dziewczyna była młoda i ładna, a ja sam już z brzuszkiem, cellulitem i innymi objawami wieku średniego. Ale poczułem ulgę ileż lat zmagałem się z tymi nocnymi telefonami, dziwnymi godzinami pracy, paragonami z kawiarni, do których mnie nigdy nie zabrał Nigdy nie złapałem Wojciecha na gorącym uczynku, zawsze potrafił wytłumaczyć wszystko tak, iż wychodziłem winny, jeżeli mu czegoś podejrzewałem.

To pierwszy raz bezczelnie kłamał Wojciech Nie wiem, coś mi się stało w głowie, jakby kometa spadła.

Kometa okazała się być recepcjonistką z hotelu, w którym zatrzymał się w delegacji. Miała dwadzieścia lat i oprócz ładnej buzi niczym się nie wyróżniała. Rozumu też niewiele, bo przyjechała za nim aż do Warszawy, wynajmując za zaoszczędzone złotówki obskurny pokój. Spotykali się więc w naszym mieszkaniu bo tu mogła się wykąpać i wyprać rzeczy. Zastanawiałem się, czemu wiecznie mam włączony szybki tryb prania zamiast zwykłego mieszane tkaniny!

Mieszkanie należało do Wojciecha, odziedziczył je po ojcu jeszcze przed ślubem, i kiedy zdecydowałem się na rozwód, razem z córką musieliśmy przeprowadzić się do mojego, na obrzeżach Warszawy, po babci. Zuzanna była zła, bo długo jeździła do szkoły.

Może zamieszkasz z nami? zaproponował Wojciech, na co usłyszał całą litanię obelg. Przynajmniej córka potrafiła powiedzieć, co o nim myśli.

Na początku faktycznie było niewygodnie nowe trasy, nowe sklepy, do pracy i do szkoły jeździliśmy po godzinie. Ale potem się przyzwyczailiśmy. Znaleźliśmy rytm ja trafiłem do nowej pracy, Zuzanna dostała się do technikum, do którego jeździła dwa razy szybciej. Nie było czasu w smutki sprawy domowe i egzaminy nie pozwalały się rozczulać, a gdy problemy minęły, nie chciało się już narzekać.

Klarysa dzwoniła do mnie kilka razy pytała o tryb pieczenia ciasta, jak wrzucić tabletkę do zmywarki. Raz choćby wpadła przyniosła zapomniane zdjęcia, nagle potrzebne córce na zakończenie roku. Wojciech nie chciał (albo się bał), ja z gorączką leżałem, a córka za nic nie chciała jechać do starego mieszkania, bo twierdziła, iż to ją zrujnuje psychicznie.

Słodko tu u was nieśmiało rzuciła Klarysa, oglądając wyblakłe tapety i staroświeckie lampki.

Uśmiechnąłem się tylko no tak, swojsko, co tu mówić. Tam nowocześnie i wygodnie, dwadzieścia lat nad tym pracowałem. Niech im będzie.

Tamta wizyta bardzo mnie zaskoczyła. Mniej więcej rok po tamtym pamiętnym dniu, wieczorem usłyszałem, jak ktoś otwiera drzwi.

Do ciebie? spytałem Zuzanny.

Zuzanna tylko wytrzeszczyła oczy.

W drzwiach stanęła Klarysa zapłakana, z rozmazaną czarną maskarą i połyskującymi cieniami na policzkach, w rękach torba sportowa.

Coś się stało z Wojtkiem? przestraszyłem się.

Owszem! zasmarkała dziewczyna. Przyłapałam go z sekretarką! Chciałam zrobić niespodziankę, bo pracował do późna i…

Tu zalała się łzami jeszcze bardziej, jak dziecko chlipiąc i kryjąc twarz w dłoniach.

A czego ode mnie chcesz? już domyślałem się, dlaczego przyniosła wypchaną torbę.

Mogę u was przenocować? Nie mam grosza przy duszy. Jutro jadę pociągiem do mamy.

Na czym pojedziesz, skoro nie masz pieniędzy?

Miałam nadzieję, iż mi pan pożyczy.

Nie wiedziałem, śmiać się czy płakać.

Za mnie podjęła decyzję córka.

Wynoś się stąd! rzuciła z obrzydzeniem, dodając kilka ostrych słów, których nigdy wcześniej nie używała przy mnie.

Spojrzałem na Zuzannę z dezaprobatą.

Wejdź, Klarysa powiedziałem. Jest noc, nie będę cię wyrzucał na ulicę.

Dalej było tylko trudniej.

Córka była tak oburzona, iż postawiła ultimatum albo ona, albo ta dziewczyna. Rozłożyłem ręce twój wybór, jesteś pełnoletnia, chcesz, jedź do ojca.

Potrzebny mi taki ojciec! Jadę do Natalki!

Musiałem wezwać córce taksówkę, aby przenocowała u przyjaciółki. Potem poiłem herbatą i uspokajałem biedną kochankę, która przez rok w Warszawie nie znalazła ani pracy, ani przyjaciół jedynie nowy kolczyk w języku. Pieniądze jej, oczywiście, pożyczyłem bo co miałem zrobić, przecież nie zamieszka u mnie na stałe. Zawiozłem ją choćby na dworzec, żeby się nie zgubiła.

Klarysa dziękowała mi długo, przepraszała, obiecywała poprawę miała iść na studia i przestać się zadawać z żonatymi facetami.

Mama zawsze mówiła, iż jestem nieogarnięta. Miała rację.

Nie odprowadzałem jej na pociąg to byłby już przesadyzm. Z córką gwałtownie się pogodziliśmy, ale i tak nie mogła zrozumieć jak mogłem wpuścić do domu taką rozbijaczkę. Głaskałem ją po włosach, uśmiechałem się i mówiłem:

Zrozumiesz, jak dorośniesz.

Wojciech zadzwonił tydzień później. Powiedział, iż zrozumiał swoje błędy, rzucił Klarysę i jest gotów wrócić do dawnego życia.

Co, zabrakło czystych koszul? rzuciłem złośliwie.

No właśnie westchnął były mąż. Ona choćby nie umie prać, chodzę w brudnych rzeczach cały rok.

Oczywiście, nie wróciłem do niego. I nie triumfowałem złośliwie. Ale nie da się ukryć po tej historii poczułem się zupełnie inaczej: lżej na sercu, częściej się uśmiechałem. Wziąłem psa ze schroniska, chodziłem z nim na długie spacery po wieczornym mieście. Poznałem sympatyczną sąsiadkę no i co, iż starsza ode mnie o dziesięć lat, sam też już nie jestem młodzieniaszkiem. Życie toczyło się dalej.

Z tej całej przygody wyniosłem jedno: nigdy nie wiesz, kto przenocuje na twoim łóżku. Ale najważniejsze to nie pozwolić, by cudze błędy odebrały ci szansę na odrobinę spokoju i uśmiechu.

Idź do oryginalnego materiału