Kto spał na moim łóżku i je pogniótł… Opowieść Kochanka męża była tylko trochę starsza od córki – d…

polregion.pl 6 dni temu

Kto spał na moim łóżku i pogniotł je Opowieść.

Kochanka męża była niemal w wieku córki okrągłe, dziecięce policzki, pełne naiwności spojrzenie, a w nosie kolczyk (gdy córka chciała kiedyś zrobić sobie taki, ojciec wybuchł gniewem i kategorycznie zabronił). Trudno było się na taką złościć Jagoda patrzyła na jej sine, gołe nogi, krótką kurtkę i miała ochotę powiedzieć zgryźliwe: jeżeli planujesz rodzić dzieci temu głupkowi, kup sobie porządny płaszcz i załóż rajstopy pod dżinsy. Oczywiście nic nie powiedziała. Jagoda po prostu oddała Aldonie klucze, złapała dwie torby z resztą swoich rzeczy i ruszyła na przystanek.

Pani Jagodo, a co to za schowek pod blatem w kuchni? zawołała dziewczyna za nią. Tam trzyma się naczynia?

Jagoda nie wytrzymała i rzuciła na pożegnanie:

Zwykle tam ukrywałam ciała kochanek Marka, ale możesz tam myć talerze.

Nie czekając na reakcję ani nie spoglądając na wystraszoną twarz Aldony, Jagoda, zadowolona z siebie, zbiega po schodach. No cóż, oto koniec dwadzieścia lat życia poszło na marne.

O tym, iż Marek ma kochankę, pierwsza dowiedziała się córka. Wagarowała tego dnia, wróciła do domu, przekonana, iż nikogo nie ma i zastała młodą nimfę, popijającą kakao z jej ulubionego kubka. Biorąc pod uwagę, iż dziewczyna była niemal naga, a za drzwiami łazienki chlupał tata, nasza rezolutna córka Sabina gwałtownie pojęła sytuację, wykręciła numer do Jagody i oznajmiła:

Mamo, chyba tata ma kochankę, bo ona założyła moje kapcie i pije z mojego kubka!

Jak z bajki uśmiechnęła się gorzko Jagoda, wspominając, jak bardzo córka przejęła się nie tyle zdradą ojca, ile faktem, iż ktoś odważył się tknąć jej rzeczy. Kto spał na moim łóżku i pogniotł je

Jagoda przyjęła wszystko o wiele spokojniej niż córka. Oczywiście, poczuła się urażona dziewczyna była młoda i śliczna, a ona sama grubsza, z cellulitem i innymi typowymi oznakami czterdziestolatki. Jednak zamiast rozpaczy poczuła ulgę ile lat znosiła nocne telefony, dziwne godziny pracy, paragony z kawiarni, do których Marek nigdy jej nie zabrał Nigdy nie złapała go na gorącym uczynku, bo Marek był sprytny obracał wszystko tak zręcznie, iż Jagoda jeszcze czuła się winna za swoje podejrzenia.

To pierwszy raz szczerze kłamał Marek. Nie wiem, coś się stało, jakaś kometa mi spadła na głowę.

Kometa okazała się być recepcjonistką z hotelu, w którym Marek zatrzymał się podczas delegacji. Miała dwadzieścia lat i poza ładnym wyglądem nie wyróżniała się niczym szczególnym. Rozumu także niewiele, skoro rzuciła wszystko w Kielcach i przyjechała za Markiem do Warszawy, wynajmując za uzbierane złotówki brudny pokój. Spotykali się więc w jego mieszkaniu mogli się wykąpać, zrobić pranie Jagoda długo zastanawiała się, czemu w jej pralce wciąż uruchamia się szybki tryb zamiast mieszanych tkanin!

Mieszkanie należało do Marka, odziedziczył je po ojcu jeszcze przed ślubem, więc gdy Jagoda postanowiła złożyć pozew o rozwód, razem z Sabiną musiała przeprowadzić się do własnego lokum na Pradze, odziedziczonego po babci. Córka była oburzona jak ona będzie dojeżdżać do szkoły?!

Możesz chwilę z nami pobyć zaproponował Marek, za co spotkała go kolejna porcja obelg. No cóż, przynajmniej córka potrafi powiedzieć mu, co naprawdę o nim myśli.

Początki faktycznie były trudne nowe trasy, nowe sklepy, na pracę i szkołę jechały prawie godzinę. Ale przywykły Jagoda z czasem znalazła inną pracę, Sabina dostała się do technikum, do którego dojeżdżało się dwa razy szybciej. Na rozpacz nie było czasu codzienne sprawy i egzamin maturalny nie pozwalały się rozleniwić, a gdy już wszystko załatwiły, smutku jakoś zabrakło.

Aldona dzwoniła do Jagody kilka razy pytała o tryb do pieczenia ciasta i jak wsadzić tabletkę do zmywarki. Raz przyjechała, by przywieźć zapomniane zdjęcia, które Sabinie były pilnie potrzebne do matury. Sam Marek nie mógł (albo się bał), Jagoda była chora w łóżku, a córka odmówiła powrotu do tamtego mieszkania, twierdząc, iż za bardzo ją to stresuje i jeszcze ma do zdania informatykę.

Macie tu bardzo przytulnie z wahaniem stwierdziła Aldona, spoglądając na wypłowiałe tapety i staromodne lampy.

Jagoda tylko parsknęła śmiechem no tak, przytulnie, co tu więcej mówić. Tam było nowocześnie i wygodnie, pracowała na to dwadzieścia lat. Ale dobrze, niech korzystają.

Tego dnia los jej niedługo spłatał figla rok po tych wydarzeniach, pewnego wieczoru, drzwi się otworzyły.

Do ciebie ktoś przyszedł? zapytała Jagoda córkę.

Ta tylko wybałuszyła oczy.

Na progu stała Aldona zapłakana, z rozmazanym tuszem i brokatowymi cieniami. W ręku trzymała sportową torbę.

Coś się stało z Markiem? przelękła się Jagoda.

Stało się! zasmarkana dziewczyna odpowiedziała. Przyłapałam go z sekretarką! Chciałam zrobić niespodziankę, bo pracuje do późna i

Tu znowu rozryczała się jak dziecko, ukrywając twarz w dłoniach.

A czego ode mnie oczekujesz? spytała Jagoda, już domyślając się, co sugeruje wypchana torba.

Mogę u was przenocować? Nie mam ani grosza. Jutro jadę do mamy pociągiem.

A za co pojedziesz, skoro nie masz pieniędzy?

Myślałam, iż pożyczycie mi.

Jagoda nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać.

Zdecydowała za nią córka.

Wynoś się stąd! prychnęła z obrzydzeniem, dołożyła kilka mocnych słów, których nigdy przy Jagodzie nie używała.

Jagoda spojrzała na córkę z dezaprobatą.

Przejdź, Aldona powiedziała. Jest noc, nie wyrzucę cię na ulicę.

Potem tylko gorzej.

Córka była tak wściekła, iż oświadczyła albo ona, albo Aldona. Jagoda wzruszyła ramionami twoja decyzja, jesteś dorosła, chcesz, jedź do ojca.

Akurat! Pojadę do Natalki!

Trzeba było zamówić Sabinie taksówkę, by mogła przenocować u koleżanki. Jagoda musiała potem pojmować roztrzęsioną kochankę herbatą i kroplami na uspokojenie przez rok życia w Warszawie Aldona nie znalazła sobie ani znajomych, ani pracy, tylko nowy kolczyk w języku. Pieniądze Jagoda jej pożyczyła, bo co miała zrobić na własny koszt zatrzymywać jej tu nie chciała. Odprowadziła ją choćby na dworzec, żeby się nie zgubiła.

Aldona długo jej dziękowała, przepraszała i obiecywała, iż zacznie nowe życie pójdzie na studia i przestanie szukać żonatych mężczyzn.

Mama zawsze mówiła, iż jestem niereformowalna. Pewnie miała rację.

Jagoda nie machała jej na pożegnanie to już było niepotrzebne. Z córką gwałtownie się pogodziły, ale Sabina i tak nie mogła zrozumieć jak mama mogła wpuścić rozbijaczkę do ich domu. Jagoda głaskała jej puszyste włosy, uśmiechała się i mówiła:

Dorośniesz zrozumiesz.

Marek zadzwonił po tygodniu. Stwierdził, iż wszystko przemyślał, rzucił Aldonę i jest gotów na szczęśliwe pojednanie.

Skończyły ci się czyste koszule? zakpiła Jagoda.

No tak westchnął eks-mąż. I w ogóle, ona nie umie prać, już od roku chodzę w zniszczonych rzeczach.

Oczywiście, Jagoda nie wróciła. I nie świętowała jego porażki. Ale musiała przyznać od tamtego czasu coś się w niej zmieniło: pojawiła się lekkość w głowie, w sercu, uśmiechała się częściej. Adoptowała psa, wieczorami chodziła z nim na spacery. Poznała sympatycznego sąsiada co z tego, iż starszy o dziesięć lat, ona sama już nie młoda. Życie ruszyło dalej swoje.

Idź do oryginalnego materiału