Kto by pomyślał, iż Kropka stanie się „Choinką”? Błąkała się dziś cały ranek po okolicy, od razu był…

polregion.pl 1 tydzień temu

Pchełka? A ja ją nazwałem Choinka. Biegała tu cały ranek. Od razu widać, iż się zgubiła, a potem przyplątała się do moich nóg. No to wsadziłem ją do samochodu, żeby biedaczka nie zmarzła, uśmiecha się mężczyzna…

Danka, czy ty możesz być taką pechowczynią? Ile razy ci mówiłam, iż ten Witek to nie jest facet dla ciebie! gromi Danutę matka.

Kobieta stoi ze zwieszoną głową. Choć niedawno skończyła trzydzieści siedem lat, czuje się jak uczennica, która właśnie przyniosła do domu jedynkę.

Jest jej gorzko i przykro za siebie, swoje nieudane życie rodzinne i małą córeczkę. W końcu w przededniu najbardziej magicznego czasu w roku zostały bez głowy rodziny.

Odchodzę od ciebie, rzuca beztrosko Wiktor podczas kolacji. Danuta nie od razu rozumie, co mówi mąż.

Dokąd idziesz? automatycznie pyta Danka i stawia przed nim talerz gorącego barszczu.

Naprawdę, Danko, ty jakbyś z innego świata była. Poważnych spraw nie rozumiesz! Jak ja z tobą wytrzymałem tyle lat? przewraca dramatycznie oczami Wiktor.

Danka nie zdąży nic powiedzieć, bo Wiktor już sam tłumaczy:

No nie mogę już tak dłużej! A ta twoja ciągle ujadająca psina… Córka stale chora. Zero romantyzmu, Danka. Spójrz na siebie. Kogo ty przypominasz? kończy gniewnie.

Danuta próbuje dostrzec swoje przestraszone odbicie w drzwiczkach kredensu, ale wychodzi jej to słabo. Łzy same płyną po policzkach i zostaje tak, stojąc samotnie pośrodku kuchni.

Wiktor nie znosi łez. Patrzy smutno na barszcz, wstaje od stołu i idzie pakować rzeczy…

Pchełka, czując napięcie, kręci się przy nogach swojej pani, popiskując i próbując ją pocieszyć.

Wreszcie odpocznę bez tego wiecznego wycia, rzuca Wiktor w drzwiach z torbą przewieszoną przez ramię.

Witek, a co z Ewą? szepcze Danuta, wyobrażając sobie, jak ich pięcioletnia córka, śpiąca teraz w swoim pokoiku, się zmartwi.

Wymyśl coś. W końcu jesteś matką, odpowiada Wiktor i pod zawodzenie Pchełki wychodzi z mieszkania…

Danuta całą noc spędza w kuchni, tuląc pieska. Pchełka liże ją ciepłym języczkiem, starając się pomóc. Dobrze wie, iż stało się coś bardzo niedobrego.

Danuta długo nie potrafi powiedzieć matce o wszystkim. Ta od czasu do czasu dzwoni, pyta, co u nich. Danuta w pośpiechu zapewnia, iż wszystko w porządku, po czym wyłącza telefon.

A z pracą coś nowego? Znalazłaś coś sensownego? Pilnuj się, bo ten twój Witek-opryszek zostawi cię, a nie będzie za co żyć, mówi matka podczas wizyty.

Wtedy Danuta nie wytrzymuje i wybucha płaczem, tłumacząc, iż oferty pracy jej nie przybywają, a Wiktor odszedł już kilka dni temu.

Starsza kobieta łapie się za głowę. Wyraźnie nie taka przyszłość jawiła się jej dla córki.

Przecież od początku było widać, do czego zmierza. Pięć lat razem, dziecko macie, a twój wielki wybranek choćby nie pomyślał o ślubie! oburza się matka Danuty.

Jest jej oczywiście szkoda roztrzepanej córki i wnuczki.

I co teraz zamierzasz? pyta wreszcie.

Danka wzrusza ramionami:

Coś wymyślę. Zatrudnię się jako pomoc w przedszkolu u Ewy, mówi bez entuzjazmu.

Na pensji pomocy długo nie pociągniecie… Jeszcze psa trzeba karmić, podsumowuje matka, która nigdy nie pałała sympatią do zwierząt. A już tej małej, futrzastej Pchełki, przygarniętej z ulicy, wprost nie toleruje.

Chce jeszcze coś dodać, ale ucina, widząc, iż Danuta ledwo się powstrzymuje od płaczu.

Dobra, nie płacz już. Pomogę ci. Jak trzeba będzie, z Ewą posiedzę, próbuje ją pocieszyć…

Mija tydzień.

Danuta Michalewska w końcu podejmuje pracę. Codziennie razem z Ewą chodzą do przedszkola. Dziewczynka jest z tego zadowolona.

Mamusiu, może zabierzemy Pchełkę do pracy? Babcia tylko narzeka, iż już nie ma siły z nią wychodzić.

A Pchełka mogłaby ci pomagać zmywać talerzyki i pilnować nas w czasie poobiedniej drzemki, uśmiecha się dziewczynka.

Danka przytula córkę, próbując się śmiać, choć oczy jej wilgotnieją, gdy słyszy kolejne pytanie Ewy:

Mamusiu, a czy tata wróci niedługo? Będzie z nami na Sylwestra?

Nie znajduje w sobie sił, by powiedzieć córce prawdę. Wymyśla bajkę o nagłym wyjeździe służbowym. Dzwoni do Wiktora, próbuje umówić się na rozmowę. On jednak zasłania się ważnymi sprawami:

Danka, nie przeszkadzaj mi układać sobie życia. Powiedz Ewie, iż jestem agentem specjalnym na misji. Prędko nie wrócę. Coś w tym stylu, mówi do słuchawki, dopytując, czy nie widziała jego krawata.

Przecież nie mam się w co ubrać na Sylwestra, żali się i kończy rozmowę.

Danuta długo rozmyśla. Nie wie, jak spędzą tego Sylwestra. Ani jak wszystko wyjaśnić Ewie.

Wszystko dzieje się niespodziewanie. Babcia prowadzi Ewę na kontrolę do przychodni. Dziewczynka dochodzi do zdrowia. Rozmawiają o czymś i nagle zza rogu wyłania się Wiktor.

Tata! Tata, wróciłeś?! z euforią rzuca się do niego Ewa.

Wiktor się wzdryga, próbuje się uśmiechnąć i cicho tłumaczy dziecku, iż tak wyszło, ale nie będą już mieszkać razem z mamą. Po czym gwałtownie się żegna.

Może jeszcze do ciebie zajrzę, jeżeli się uda, rzuca na odchodnym.

Ewa z kamienną twarzą powtarza:

Nie przychodź już do nas więcej.

Tego wieczoru znów rośnie jej gorączka. Po dwóch dniach do mieszkania przychodzi lekarz.

Ewa nie chce rozmawiać ani jeść, jakby wcale nie miała ochoty zdrowieć.

To pewnie stres zrobił swoje, stwierdza lekarz, poznawszy całą sytuację.

Danuta obwinia siebie:

Trzeba było od razu powiedzieć Ewie. Ona jest bystra i dobrze by zrozumiała, mówi do matki. Ta tylko kiwa głową…

Po dwóch dniach wydarza się kolejny kłopot. Babcia wychodzi z Pchełką na spacer. W pośpiechu nie zakłada smyczy. I piesek postanawia pokazać charakter.

Po kolejnym upomnieniu ze strony starszej pani, Pchełka obraca się i pędzi w przeciwną stronę.

Może i tak trzeba. Nie będziesz mnie słuchała, to zmarzniesz trochę na dworze i zaraz wrócisz, mamrocze kobieta i szybkim krokiem idzie do klatki.

Spieszy do wnuczki, by podać jej lekarstwo.

Tymczasem Ewa, dowiedziawszy się, iż Pchełka zaginęła, całkowicie odmawia jedzenia i picia. Na próżno Danuta obiecuje, iż znajdą dziewczynce ulubieńca.

Jak znajdzie się Pchełka, wtedy coś zjem, mówi uparcie, odwracając się do ściany.

To twoje wychowanie, Danka. Rozpieściłaś dziecko. Zupełnie się jej nie da okiełznać. A ja ci mówiłam zaczyna matka.

Może lepiej, żebyś pilnowała Pchełki, mamo, a nie tylko moralizowała, niespodziewanie wybucha Danuta.

Wiesz, ja się dla was staram, odpowiada urażona matka i wychodzi z domu córki…

Danuta zostaje sama. Długo tego wieczoru chodzi wokół bloku.

Ewa w końcu zasypia. Danuta przez całą noc modli się, by Pchełka wróciła. Wraca w końcu zmarznięta do domu i zasypia niespokojnym snem…

Rano Ewa budzi się wcześnie:

Mamo, przyśniła mi się Choinka! Udekorowałyśmy ją i Pchełka się znalazła! cieszy się dziewczynka.

Danuta smutno się uśmiecha. Na stole stoi mała sztuczna choinka. Zbliża się Sylwester, przygotowały się najlepiej, jak potrafiły.

Ewa jednak płacze, iż choinka musi być duża i prawdziwa.

Wtedy i Pchełka się znajdzie. Tak jak we śnie! ślęczy zapłakana.

Danuta wzdycha. Żywe drzewko nie wchodzi w grę nie stać jej na taką fanaberię. Dzwoni do matki, ale ta odmawia wizyty:

Jakąś tam psinę cenisz bardziej niż matkę! Zastanów się nad sobą, rzuca urażona.

Danka rozumie, iż na babcię nie ma co liczyć. Na szczęście przed nimi weekend.

Ewa czuje się marnie, nie wstaje z łóżka. Wieczorem, gdy wszystko jest już gotowe na przyjście nowego roku, dziewczynka wybucha płaczem:

Nie ma choinki, mamo. I Pchełka nie wróci, tak samo jak tata…

Danuta gładzi ją po głowie, starając się nie płakać. Prosi sąsiadkę, miłą staruszkę, by na chwilę zajrzała do Ewy, po czym wychodzi…

Mróz szczypie w policzki, a śnieżynki wirują w powietrzu. Ludzie mijają ją uśmiechnięci, ale Danka nikogo nie zauważa. Desperacko szuka Pchełki.

No gdzie się podziałaś, mała? szepcze, kręcąc się wokół znajomych podwórek.

Nagle trafia na niewielki targ z choinkami. Surowy mężczyzna w kożuchu kręci się przy ostatnich świerkach. Danuta zamiera w miejscu.

Choineczki świeże! Ostatnie dwie na sprzedaż! Jeszcze dam rabat, woła sprzedawca, wyraźnie śpiesząc się do domu.

Pewnie w domu żona już nakryła do stołu, a dzieci wyglądają przez okno myśli Danka.

W tym czasie podbiega do sprzedawcy młode, uśmiechnięte małżeństwo i kupuje jedno drzewko.

To co, bierze pani? Tylko ta została… Pomogę dowieźć, zachęca mężczyzna.

Danuta spogląda mu w oczy ze smutkiem. Nie ma przy sobie gotówki, a oszczędności w domu nie wystarczyłyby na tak drogi zakup.

Jest jej strasznie wstyd. Nagle dostrzega gałęzie leżące w bagażniku ciężarówki.

Mogę zabrać te gałązki jeżeli są niepotrzebne? nieśmiało pyta.

Mężczyzna zerka na nieszczęśliwą kobietę i na odłamki choinek, po czym wzdycha:

Bierzcie, oczywiście. Pomogę zapakować, odpowiada i wyciąga naręcze dla Danuty.

Danuta dziękuje i zaczyna się tłumaczyć:

Wie pan, córka jest chora… tak marzy o choince, a jeszcze piesek uciekł… wszystko się wali, jakoś nie czuć świąt…

Mężczyzna słucha uważnie. On też niedawno został sam, żona go zostawiła i boli go samotność właśnie w ten świąteczny czas.

Nagle ktoś podchodzi:

Ile pan chce za tamtą choinkę? pyta sięgając po ostatnie drzewko.

Już sprzedana. Proszę pójść do sąsiada, może on coś ma, wskazuje sprzedawca.

Danka patrzy na niego z zaskoczeniem.

Proszę, odprowadzę panią do domu z choinką, niespodziewanie oferuje się mężczyzna z uśmiechem.

I Danuta nagle rozumie, iż wcale nie taki on surowy, na jakiego wyglądał.

Ale ja naprawdę nie mam czym zapłacić, peszy się.

Pamiętam, kiwa głową.

I dzieje się coś niezwykłego, coś, co może się zdarzyć tylko w najbardziej magiczny czas roku.

Mężczyzna otwiera drzwi samochodu. Na siedzeniu zwinięta w kłębek śpi Pchełka, otulona wełnianym sweterkiem, nie od razu łapie, co się dzieje.

Ale jak to, skąd pan ma Pchełkę? łka Danka, walcząc ze łzami.

Pchełka? U mnie się nazywała Choinka. Dzisiaj cały ranek się kręciła w okolicy, od razu było widać, iż zagubiona… A potem grzała się przy moich nogach. No to do samochodu ją wsadziłem żeby nie zmarzła, uśmiecha się mężczyzna.

Nazywa się Paweł. Lubi zwierzęta i dzieci, zawsze znajduje z nimi wspólny język.

Wkrótce w domu Danuty zapanowało ciepło i serdeczność taka, jakiej tam jeszcze nie było. Może to zasługa magicznego święta, a może po prostu taki był los…

Nikt nie wie. Ale jedno jest pewne: nowa rodzina jest szczęśliwa. A Pchełka nie raz zostanie jeszcze nazwana Choinką.

Idź do oryginalnego materiału